Wydanie bieżące

15 lipca 14 (254) / 2014

Katarzyna Szkaradnik,

LITERATURA (N)A MIEJSCA. GOTOWI? START! (ELŻBIETA RYBICKA: 'GEOPOETYKA')

A A A
W tak zwanym sezonie urlopowym staramy się opuścić choćby na chwilę codzienną przestrzeń życia, by odkrywać inne, odmienne od niej miejsca, czy też zregenerować zmysły po długotrwałym kontakcie z niemal identycznym otoczeniem. Opublikowana przez Universitas „Geopoetyka” Elżbiety Rybickiej aspiruje do wykazania, że i w najlepiej znanym miejscu – porzucając nie tyle je samo, ile dotychczasową optykę – można doszukać się ruchu, fermentu, sensualnej i temporalnej kalejdoskopowości, a kapitalną rolę w takiej derutynizacji odgrywa literatura. Takie stwierdzenie zakrawa oczywiście na truizm, ale też stanowi zaledwie punkt wyjścia książki mającej za cel wydobycie rozlicznych interakcji (otóż to: działań, nie statycznych zależności) między literacką kreacją a zagadnieniami z obszaru geografii humanistycznej, nade wszystko zaś przestrzenią i topografią jako taką.

Jak sygnalizuje podtytuł, nowy tom z serii „Horyzonty Nowoczesności” pretenduje do miana „ABC” pewnej dziedziny, choć autorka nie uznaje geopoetyki za dyscyplinę, chyba że „trans-” – orientację rozciągającą się w poprzek tradycyjnych domen badawczych. W jaki przeto sposób ujmuje i „wykłada” jej założenia krakowska badaczka? Chociaż zadanie omówienia książki tego typu wymaga pewnego streszczenia jej zawartości, przy „Geopoetyce” zmuszona jestem skapitulować: próba wędrówki rozdział za rozdziałem odstraszałaby od książki, zamiast zapraszać do lektury. Już rozpiętość gamy kategorii, do jakich nawiązuje autorka, odwodzi od prób powtórzenia tego w mikroskali artykułu; dla przykładu garść owych pojęć: margines, diaspora, geohistoria, pogranicza, dystopie, geokrytyka, terytorium, heterotopie, topoanaliza, mapowanie, transnarodowość, nomadyczność, geografia wyobrażona, topografie fantomowe, genius loci, polityka miejsca, auto/bio/geo/grafie, idiolokalność, mobilność, tropy toponomastyczne, lieux d’imagination, migracyjność, geomedia, dyslokacje, tekstury miejsca, autolokalizacja, mnemotopos, multifokalizacja, nie-miejsca, mapy narracyjne, geobiografie, topografie emotywne, pasaże tekstowe, nowy regionalizm, kartografia krytyczna, homo localis… Z tym natłokiem terminów Rybicka całkiem sprawnie sobie radzi, rozrysowując ich sensowną (nomen omen) mapę. Żeby dokładnie wczytać się w jej legendę, trzeba jednak przysiąść nad nią z lupą.

Pozostaje mi zatem wybiórczo ocenić rezultaty geopoetyckiego przedsięwzięcia, niewątpliwie ambitnego, skoro z samej zachęty na okładce płynie zapewnienie o bez mała rewolucyjnym wpływie kategorii przestrzennych na przeorientowanie namysłu nad konstytutywnymi dla literaturoznawstwa problemami języka, podmiotowości i czytania; obiecuje się nam również koncentrację na twórczości literackiej jako aktywności „uwikłanej” i niewyabstrahowanej od konkretnego locum: nie tyle nawet czerpiącej z niego inspirację, ile je przeobrażającej. W ten sposób uwodzona, przystąpiłam do lektury z kilkoma pytaniami: 1) Czy geopoetyka istotnie wprowadza radykalnie odmienną perspektywę i oferuje produktywne narzędzia? A może to wyłącznie modne miano dla podejścia, o którym należałoby rzec: nihil novi?; 2) Czy obcujemy faktycznie z „pojęciem-w-działaniu”: czy geopoetyka została tutaj zinstrumentalizowana, czy sprawdza się w interpretacji?; 3) Nie omieszkałam także, pod kątem własnych zainteresowań, zapytać, co prezentowana orientacja wnosi do badań nad korelacjami literatury i historii, czy pozostaje przy pojęciach-wydmuszkach à la „miejsca pamięci”, czy napełnia je treścią i czy ustawienie ogniskowej na powierzchnię nie przekreśla spojrzenia w głąb.

1) Jako że udowodnienie związków pomiędzy życiem literatury (od inwencji do recepcji) a przestrzenią geograficzną nie wymaga specjalnej fatygi, wszelka trudność leży w ustaleniu zasięgu geopoetyki, tak by nie stała się Borgesowską mapą Cesarstwa w skali 1:1, pokrywającą cały jego teren. Dzielnie okiełznując ogromną płachtę, badaczka upatruje w opisywanej orientacji zwłaszcza otwarcie na egzogeniczne języki opisu, i wyróżniwszy jej aspekty poetologiczny, geograficzny, antropologiczny i performatywny, charakteryzuje je kolejno, rozpoczynając od wstępnych rozważań nad zwrotem topograficznym vel przestrzennym (to poszerzona wersja tekstu w zalążku obecnego w „Kulturowej teorii literatury 2”). Na uwagę zasługuje tu zręczna rekapitulacja ustaleń badaczy zagranicznych oraz uporządkowanie rozmaitych zbieżnych czy synonimicznych terminów. Co jednak z zapowiadanym diametralnie odmiennym punktem widzenia? Zrazu możemy się wzdrygnąć, bo zanosi się na kontynuację patetycznych frazesów o dyskursach zmarginalizowanych, chodzi wszak o „przesunięcie perspektywy od ontologii do ideologii, (…) od uniwersalnej mityzacji do przemocy symbolicznej, od poetyki przestrzeni do polityki miejsca” (s. 46). Na szczęście Rybicka reflektuje się, że poddanie problematyki przestrzennej władzy badań nad władzą (sic!) prowadzi do rychłej banalizacji, i podpowiada inne tropy – „literacką antropologię miejsca”, „sensualną geografię literacką” etc., co może wyglądać na sztuczne nowotwory pojęciowe, niemniej służy nazwaniu analizy materialnego, sensorycznego i unikatowego wymiaru miejsc.

Gorzej z precyzacją metod geopoetyki, ponieważ uznanie ich za konsekwencję praktyki grozi przyzwoleniem na „co się w duszy komu gra”. Wprawdzie Rybicka za Mieke Bal powtarza, że ostatnie słowo należy do przedmiotu, ale przecież zawsze zadajemy mu określone pytania, czego dowodem są też ścieżki wybrane przez autorkę książki. Spośród nich zainteresowanie budzą szczególnie sposoby wykorzystania imaginacyjnych map narracyjnych jako symulacji, figuralizacji, negacji (opis projektu „mapy Niewiadomszczyzny” na podstawie eseju Andrzeja Niewiadomskiego), a także wybitnie pasjonujące badaczkę spontaniczne praktyki czytelnicze – literackie pielgrzymki, przewodniki, gry miejskie – oraz zdolność literatury (np. fikcyjnych toponimów) do przekształcania percepcji przestrzeni. Również w tych wypadkach niełatwo jednak zaprzeczyć, że utwory egzemplifikują pewne tezy, że decydującą rolę ma aplikacja.

2) Po owej aplikacji wiele sobie obiecywałam, bo też od pierwszej strony autorka kładzie nacisk na „dzianie się”, na performatywny, „poietyczny” wymiar literatury, która wespół z innymi tekstami kultury współkreuje miejsca i ich znaczenia, na cyrkulację między literacką twórczością a przestrzenią. Notabene, „cyrkulacja” to obok „trajektorii” chyba jej ulubione słowo, którego frekwencja zakrawa na manierę; badaczka bodajże ani razu nie zastępuje go „krążeniem”, podczas gdy gdzie indziej wynajduje pomysłowe synonimy, stąd najróżniejsze „ekskursje” czy „destynacje”. Na pierwszy plan wybijają się szeregi pojęć podkreślających dynamizm, mobilność, aktywność; na tej zasadzie literacką antropologię miejsca interesują „globalne, transnarodowe i translokalne (…) transformacje i deterytorializacje, kreolizacje i hybrydyzacje miejsc, problemy granic i migracji (…)” (s. 243). Od tych „transgraniczności”, „tranzytywności” i „transferów” czytelnik może zapaść w trans, a przecież nie o to chodzi. Stawką jest, jak sądzę, uwypuklenie sprawczości na wielu poziomach – primo, psychologii twórczości oraz relacji pomiędzy rzeczywistością a tekstem (np. wyobraźnia jest bardziej „poietyczną praktyką” niż mechanizmem kompensacyjnym); secundo, miejsca jako heterotopii czy przepływu, raczej wydarzenia niż rzeczy; tertio, także geopoetyki, dla której „spacjalizacja, lokalizowanie, mapowanie to (…) podstawowe strategie (…), pozwalają one sytuować zjawiska kulturowe, wskazywać na ich przesunięcia, dyslokacje, uwarstwienia, hybrydyzacje, relacje centralno-peryferyjne (…)” (s. 25). Brzmi oszałamiająco, lecz od razu rodzi się nam pytanie, czym in concreto byłoby lokalizowanie jako strategia badawcza? Albo jeszcze mętniejsza spacjalizacja, czyli po prostu uprzestrzennienie? Pomińmy już lingwistyczną zagadkę, czym się różni przesunięcie od dyslokacji. Autorka zdaje się uprzedzać oskarżenia o dywagowanie: „bardziej niż systematyka interesować mnie będzie dynamika współczesnych rekonfiguracji przestrzennych, (…) trajektorie przemieszczeń oraz aktywność rozwojowa tego obszaru badawczego. Zwrot przestrzenny/topograficzny (…) nie tylko bada (…) przestrzeń w ruchu, ale i sam podlega nieustannie (…) ruchom de- i reterytorializacji, a w konsekwencji kategorie i praktyki przestrzenne są zarówno przedmiotem, jak i wehikułem badania (…)” (s. 33).

Zatem ex definitione pozostaje gonienie króliczka, tyle że przytłoczeni litanią „renegocjacji” i „rekonfiguracji” możemy początkowo mieć wrażenie dreptania w miejscu. Nadzieja pojawia się, gdy Rybicka zaczyna oprowadzać po swej ulubionej działce, czyli geograficznej naturze czytania, „wydarzaniu się literatury w przestrzeniach miejskich” (np. flash moby, obchody Bloomsday), turystyce literackiej, życiu utworów w obiegach nieprofesjonalnych. Rozważa m.in. antyfikcyjną lekturę opowiadania Bardo. Szopka Tokarczuk przez mieszkańców Barda oraz pomysł Muzeum Niewinności, tworzonego przez Pamuka równolegle do powieści pod tymże tytułem („przedmioty kolekcji w zakładanym scenariuszu nie mają być obojętnymi eksponatami – odbiorca ma zobaczyć je »oczyma« Kemala, (…) ujrzeć w nich zdeponowane emocje, pamiątki miłości (…), [co] zakłada (…) transfer (…) między czytelnikiem a (…) bohaterem” (s. 216), przygląda się napięciom pomiędzy „geograficznie zwielokrotnionymi punktami widzenia” u Coetzeego, Ślązacy zaś powinni być ukontentowani szerszą wzmianką na temat „Nagrobka cioci Cili” Szymutki.

Siłą rzeczy jednak w tego rodzaju kompendium nie ma miejsca na drobiazgowe analizy, które rozbijałyby kompozycję książki (osobne studia nawiązujące też do trendów interesujących geopoetykę znajdziemy choćby w tomie zbiorowym „Od poetyki przestrzeni do geopoetyki” z 2012 r.). Dlatego, kiedy już gotowiśmy dać za wygraną, miłą niespodziankę sprawia aneks, zawierający obszerniejsze interpretacje m.in. literackich przedstawień Zofiówki (zacierania lokalności ogrodu i jej wyzierania spod kaftana uniwersalizacji) oraz „kulinarnej kartografii” Makłowicza. Koniec końców zatem teoretyczne kategorie, jakimi operuje, autorka naprawdę czytelnikowi uzmysławia.

3) Na pozór zwrot przestrzenny polega na promowaniu synchroniczności, sieciowości, symultaniczności, powiązań horyzontalnych zamiast linearnych, ale starczy dodać kategorie lokalności (heterotopie czy nie-miejsca nie wymagają konkretnego kontekstu) i pograniczy, żeby dostrzec nieodzowność łączenia przestrzenności z temporalnością, a wręcz samoczynną interferencję czasu i przestrzeni. W książce przeczytamy zatem o uprzestrzennieniu historii, biografii miejsca i heterochroniach, o kojarzeniu dziś tzw. małych ojczyzn z „lokalizmem regresywnym” i o szansie na wyjście z impasu, jaką oferuje nowy (ponowoczesny) regionalizm, analizujący literackie „głosy pamięci lokalnej, skonfiskowanej, wypartej”. Skoro już mowa o pamięci, to autorka nie tylko wskazuje na przestrzenne ramy pamięci autobiograficznej czy stwierdza pewną oczywistość, że dzięki literaturze „przestrzeń wydrążona z pamięci odzyskuje swą historię (…) (nawet jeśli ma ona niekiedy status na poły wyobrażeniowy), literatura z kolei (…) zakotwiczenie w materii, będącej śladem przeszłości” (s. 313), ale także udowadnia, iż np. „pejzaże zapachowe mogą pogłębiać horyzont czasowy, (…) nie tylko w perspektywie pamięci prywatnej” (s. 264).

Na koniec tradycyjnie zostawiłam wytłumaczenie się z tytułu niniejszego tekstu. Otóż hasło „start” ma tu podwójne znaczenie: po pierwsze, o ile formuła literatury „korzennej” wydaje się przeżytkiem, o tyle wraz z Rybicką wierzę w potencjał nowego regionalizmu i na zwrot topograficzny nie spoglądam retrospektywnie, lecz przyszłościowo; po wtóre, „start” wzywa do samodzielnego ruszenia (z) miejsca, gdyż książka dostarcza szeregu narzędzi i użycie ich okaże się najlepszym sprawdzianem „pracy” geopoetyki. Poza multiplikacją pojęć pozycji tej trudno coś zarzucić: dysproporcja między stroną teoretyczną i praktyczną jest nieuniknionym skutkiem przyjętej koncepcji tomu. Tomu, który odzwierciedla pokaźny wysiłek badawczy, znajomość multum tekstów naukowych i literackich i może być swoistym przewodnikiem albo vademecum (‘pójdź za mną’). Czytelnikom zatem pilot wycieczki podaje zestaw wiadomości, wyświetla filmy o cudzych podróżach i obwozi grupę po (literackiej) okolicy, a ostatecznie wypuszcza w teren, wręczywszy mapę. Możemy pójść oznakowanymi trasami, niemniej książka Rybickiej zachęca do szukania szlaków alternatywnych, pytania o wspólnotę „miejsc wspólnych” oraz czujnego zaglądania w literackie i pamięciowe zaułki. Wiadomo, do takich eksploracji potrzeba tytułowej gotowości, i śmiem twierdzić, że „Geopotyka” solidnie do nich przygotowuje.
Elżbieta Rybicka: „Geopoetyka. Przestrzeń i miejsce we współczesnych teoriach i praktykach literackich”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2014 [seria: „Horyzonty nowoczesności”, t. 109].