Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (255-256) / 2014

Sara Nowicka,

O TYM, KTÓRY NIE BYŁ CEZAREM (MAX BLECHER: 'ZABLIŹNIONE SERCA')

A A A
Max Blecher to nowe odkrycie polskiego rynku wydawniczego. W zeszłym roku Pogranicze opublikowało powieść „Zdarzenia w bliskiej nierzeczywistości”, zaś w marcu tego roku do sklepów trafiły „Zabliźnione serca”, które wydawnictwo W.A.B. wprowadziło do serii Nowy Kanon. Polska nie jest jedynym krajem, który tak późno zapoznał się z prozą zmarłego w 1938 roku pisarza. Jak dowiadujemy się z przedmowy do „Zabliźnionych serc”, autorstwa Rolanda Chojnackiego, Blecher jest znany od niedawna, pierwsze „tłumaczenia jego książek na angielski, francuski, niemiecki, portugalski, hiszpański i polski pojawiły się w ciągu ostatnich kilku lat” (Blecher 2013: 9). Autor szybko wkroczył do grona najważniejszych pisarzy dwudziestego wieku. Krytycy często porównują go do Tomasza Manna, Brunona Schulza czy Franza Kafki, w jego tekstach dopatrują się także inspiracji filozofią Sørena Kierkegaarda i Karla Jaspersa. Choć Blecher nie zostawił po sobie pokaźnego dorobku (trzy powieści, tom poezji, dziennik, korespondencje), nie ulega wątpliwości, że jego dzieła nie ustępują twórczości wyżej wymienionych autorów i ten rumuński fenomen w pełni zasługuje na przyłączenie do Nowego Kanonu.

„Zabliźnione serca” to realistyczna powieść o młodym mężczyźnie, u którego lekarz wykrywa gruźlicę kręgosłupa. Przerażony Emanuel zostaje wysłany do sanatorium w Berck, gdzie lekarze zamykają go w ograniczającym ruchy gipsie. Choroba jest dla bohatera wzniesieniem na inny poziom, awansem, przejściem do zupełnie innego stadium człowieczeństwa. Fizyczne cierpienie zmienia percepcję chorego, ze świata zewnętrznego zostaje wrzucony w „bliską nierzeczywistość”. Życie pacjenta przypomina egzystencję somnambulika, zawieszonego pomiędzy jawą a snem, którego wolna wola jest znacznie ograniczona przez „osobność” ciała. Emanuel w pewnym momencie mówi, że nie wie już sam, co jest prawdą, a co fantasmagorią. Na poziomie, na który wchodzi protagonista, zacierają się granice między realnym a wymyślonym. Także nastrój nadmorskiego miasteczka, zamieszkiwanego jedynie przez byłych i obecnych gruźlików, rzutuje na psychikę chłopaka, zmieniając jego życie w senny koszmar.

Przewodnikami Emanuela po kolejnych kręgach cierpienia są inni pacjenci sanatorium, którzy nie tyle kibicują mu w walce z chorobą, ile odkrywają przed nim jej piekło. Te doskonale opisane przez Blechera postacie reprezentują różne modele podejścia do choroby i życia, odmienne wizje świata i postawy filozoficzne. Geniusz Blechera objawia się właśnie w dialogach pomiędzy bohaterami. W krótkich wypowiedziach pisarz zawiera syntezę wielu systemów myślowych i stanowisk, jakie obierają ludzie w obliczu kwestii ostatecznych. Dlatego oddam na chwilę głos bohaterom „Zabliźnionych serc”, których wypowiedzi stanowią esencję niezwykłej powieści Blechera.

Ernest: „Kto raz został wyrwany z życia i miał wystarczająco dużo czasu i spokoju, aby zadać sobie to jedno zasadnicze pytanie o jego sens – to jedno jedyne pytanie – pozostanie zatruty na zawsze… Oczywiście świat będzie istniał dalej, ale ktoś starł już gąbką z rzeczy ich znaczenie” (s. 121).

Choroba wyrzuca bohaterów z życia społecznego i każe im zastanowić się nad istotą ich bytu. Nad każdym ich dniem wisi uporczywa myśl śmierci, zatruwająca bardziej niż bakterie atakujące ich kości i tkanki. Mieszkańcy Berck są na innym poziomie świadomości niż ludzie, którzy nie doznali podobnego cierpienia, zdają sobie sprawę z kruchości życia, jego bezsensu. W powieści Blechera choroba to rodzaj stygmatu, permanentna skaza, która uniemożliwia życie w normalnym świecie, nawet po wyzdrowieniu. Dlatego też większość mieszkańców nadmorskiego miasteczka to byli pacjenci ośrodka, którzy nie potrafią znaleźć sobie miejsca w zwyczajnej rzeczywistości.

Isa: „Wiesz, co to jest w medycynie »zabliźniona tkanka«? To ta sina i pomarszczona skóra, która tworzy się na zagojonej ranie. To prawie normalna skóra, tyle że niewrażliwa na zimno, na ciepło i na dotyk… (…) Widzisz, serca nas, chorych, tyle już otrzymały w życiu ciosów nożem, że stały się taką właśnie zabliźnioną tkanką… Niewrażliwą na zimno… na ciepło… i na ból… Niewrażliwą, siną i stwardniałą…” (s. 127).

Pomimo miłości i przyjaźni, które pojawiają się w relacjach pacjentów, każdego z nich dławią samotność i egoizm. Emanuel wdaje się w romans z Solange, która była kiedyś mieszkanką ośrodka, jednak wyzdrowiała i pracuje w Berck jako maszynistka. Pełna erotycznego napięcia relacja zaczyna nudzić mężczyznę, który traktuje dziewczynę jak przeszkadzający mu balast i zrywa z nią w bardzo okrutny i pozbawiony empatii sposób. Na każdy emocjonalny i ludzki gest Solange bohater reaguje agresją, chce jedynie spokoju i samotności. Emanuel przez chorobę stał się chłodnym, zamkniętym w sobie i niewrażliwym na czyjeś uczucia człowiekiem, który celowo odgradza się od ludzi. Każda myśl o interakcji lub zbudowaniu poważnej relacji, cały zakres obowiązków i wysiłku, jaki się z tym łączy, napawają Emanuela wstrętem.

Quitonce: „W ciągu roku przeciętny chory zużywa tyle energii i woli, ile potrzeba do zdobycia całego imperium… Tyle że jest to czyste marnotrawstwo. Dlatego chorzy mogą być nazywani co najwyżej bohaterami negatywnymi. Każdy z nas jest »tym, który nie był Cezarem«, mimo że spełniał wszystkie warunki, żeby nim być. Rozumiesz? Mieć wszelkie dane ku temu, żeby być Cezarem, i być… chorym. To najbardziej ironiczna forma bohaterstwa” (s. 87).

Bezsensowność życia, podkreślona już w wypowiedzi Ernesta, przeplata się w życiu chorych z nadludzką walką, w której nie ma nagrody, gdyż nawet ozdrowienie nie przynosi szczęścia. Pacjenci starają się w różny sposób odwrócić zły los: szukają zapomnienia w alkoholu i miłostkach, próbują wygrać własne życie w karcianych grach. Podskórnie każdy z nich jest świadomy własnej klęski, mimo to nie zaprzestają walki.

„Zabliźnione serca” to jedna z najbardziej wnikliwych obserwacji choroby w historii literatury, jej fizycznych i metafizycznych konsekwencji. Blecherowi udało się tak dobrze opisać ten problem dlatego, że sam niemal całe dorosłe życie spędził uwięziony w gipsie, często przybywał w sanatorium. Niedługo po maturze u pisarza stwierdzono gruźlicę kręgosłupa, większość opisywanych w powieści zdarzeń ma podłoże autobiograficzne. Walka z chorobą stała się motorem napędowym dla niemal całej twórczości autora, który zmarł w wieku zaledwie dwudziestu dziewięciu lat.

Krytycy chętnie porównują powieść Blechera do „Czarodziejskiej góry” Manna, jednej z najbardziej znanych historii o gruźliku trafiającym do sanatorium. Często w kontekście rumuńskiego pisarza pojawia się też nazwisko Schulza. U Blechera, podobnie jak u autora z Drohobycza, niezwykle ważne są figura ojca, oniryzm oraz erotyzm, nierzadko sadomasochistyczny, w którym Eros często przegrywa z Tanatosem. Chojnacki wskazuje także, że po ukazaniu się w Rumunii pierwszych tłumaczeń prozy Schulza, tamtejsza krytyka znalazła wiele podobieństw pomiędzy pisarzami: obaj tworzyli w tym samym czasie, niedaleko siebie (dzieliło ich około trzysta kilometrów), mieli żydowskie korzenie i pozostawili po sobie niewielki dorobek.

Jestem zdania, że porównywanie Blechera do wyżej wymienionych autorów może zaszkodzić recepcji  jego dzieł.. Owszem, tropy nie są pozbawione podstaw, jednak więcej jest między tymi pisarzami różnic niż podobieństw. Język Blechera daleki jest od plastyczności opisów Schulza, nie znajdziemy u niego także wielu alegorii i metafor typowych dla prozy Kafki. Wpływ filozofii Kierkegaarda i Jaspersa na rumuńskiego autora jest niezaprzeczalny, ale pisarz więcej czerpie z własnego doświadczenia niż z innych autorów.

Warto natomiast wspomnieć o wpływie, jaki Blecher miał na przyszłych rumuńskich twórców. Za ponowne odkrycie jego prozy w rodzimym kraju odpowiada Mircea Cărtărescu i inni pisarze pokolenia ’80. Jeden z najbardziej znanych w Polsce współczesnych rumuńskich autorów przyznaje się do inspiracji Blecherem. Powieść „Travesti” (wyd. polskie 2007) kojarzy się ze „Zdarzeniami w bliskiej nierzeczywistości”. W obu realizm przeplata się z imaginacjami pisarza, często trudnymi do rozróżnienia, a każdy z bohaterów stara się walczyć z przeciętnością życia przez poetyckie gesty i zachowania.

„Zabliźnione serca” to jedna z najważniejszych powieści wydana w tym roku w Polsce; powieść, która, mam nadzieję, zwróci uwagę czytelnika na niedocenianą u nas (poza takimi nazwiskami jak Cioran, Ionesco czy Müller) rumuńską literaturę. Blecher powinien zainteresować nie tylko odbiorców, którzy doświadczyli w jakiś sposób choroby, ale też każdego czytelnika, który zastanawia się nad sensem istnienia, materią życia. Natomiast sam sposób pisania rumuńskiego autora i konstruowania przez niego świata przedstawionego powinien zainteresować każdego, wrażliwego na piękno literatury człowieka.
Max Blecher: „Zabliźnione serca”. Przeł. Tomasz Klimkowski. Wydawnictwo W.A.B.. Warszawa 2014 [Nowy Kanon].