Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (255-256) / 2014

Maciej Duda,

WSPÓŁCZESNY 'DEKAMERON' (HANNA SAMSON: 'DOM WZAJEMNYCH ROZKOSZY')

A A A
Literacka twórczość Hanny Samson ma kilka znaków szczególnych. Po pierwsze zawsze dotyka współczesnych problemów czy kwestii społecznych. Po drugie, odnosząc się do konkretnego przypadku, charakteryzuje działanie całych systemów oraz obrazuje, a właściwie odsłania mechanizmy i narzędzia, które owe systemy budują i podtrzymują. W ten sposób czytelnicy jej książek, powieści i dramatów przypatrują się różnym strukturom budującym władzę symboliczną, konstruującym społeczne role jej bohaterek i bohaterów, niezależnie od ich płci, oraz uplątanie tej ostatniej w mechanizmach rynku i kultury popularnej. Powyższe znaki szczególne są właściwie łatwo odczuwalne przez czytelników i czytelniczki jej prozy. Bardziej nieuchwytny pozostaje aspekt formalny. Ten, po lekturze „Domu wzajemnych rozkoszy”, przez wydawcę zwanego współczesnym „Dekameronem”, staje się nie tylko nader widoczny, ale i kluczowy. I jeśli prześledzić kolejne tytuły pisane przez Samson, dla przykładu „Wojna żeńsko-męska i przeciwko światu”, „Pokój żeńsko-męski na chwałę patriarchatu”, „Ja, prezydenta i inne głosy”, wyraźnie widać, że jej literatura często jest rewersem, albo przynajmniej nawiązaniem do znanych czytelnikom tekstów i struktur. „Wojnę…” i „Pokój…” można czytać jako nawiązanie do mainstreamowych fabuł tworzonych przez współczesne polskie pisarki, których bohaterki stać miały się nośnikiem kobiecych, esencjalistycznie pojmowanych pragnień. Samson, biorąc je na warsztat, przewróciła na nice, przy okazji wyśmiewając większość kulturowych założeń dotyczących płciowych relacji. Podobnej, komparatystycznej metody czytelniczej, co zauważa Inga Iwasiów, wymagać mogą dramaty wydane przez Samson. Te, według Iwasiów, warto czytać w kontekście dramatów tworzonych przez autorki polskie na początku XX wieku. „Dom wzajemnych rozkoszy” ustawiony w kontekście „Dekameronu” także staje się nie tyle prostym nawiązaniem, co wariacją na temat dzieła Boccaccio. Ale po kolei.

„Dom wzajemnych rozkoszy” opowiada historię kilku bohaterek i bohaterów, którzy zgłaszają się do nowego, mającego być hitem formatu telewizyjnego, w którym w czasie wspólnych wieczorów, pod okiem dwojga prowadzących, każdy opowie swoją najbardziej erotyczną, rozbudzającą pozostałych przygodę seksualną. Najlepsza z opowieści zostanie nagrodzona największą ilością smsów przysyłanych przez widzów, narrator najgorszej z najmniejszą ilością głosów odpadnie. Ot, prosta formuła, od dawna goszcząca także w spolszczonych formatach emitowanych w polskich ramówkach telewizyjnych. W tym znaczeniu książka Samson nie wyważa otwartych drzwi. Miast tego opisuje jeden z rynkowych mechanizmów. Innemu, badaniom fokusowym, mogliśmy przyjrzeć się, czytając jedną z poprzednich książek Samson – „Flesz. Zbiorowy akt popświadomości”. Niby nikt tutaj nie wyważa otwartych drzwi, ale jeśli się nad tym chwilę zastanowić, to przeniesienie telewizyjnego formatu na papier jest i karkołomne, i rewolucyjne jednocześnie. Nie jest to jednak proste przeniesienie jeden do jednego, a jak często bywa w twórczości Samson, satyryczny obraz tego, co na co dzień miga przed oczami wielu odbiorców kablówek. Ale do brzegu.

Co z tym „Dekameronem” i formą? Fragmenty „Dekameronu” na różnych etapach obowiązkowej edukacji czytał właściwie każdy uczeń i uczennica. Każdy wie, że całość tomu zawiera sto historii wygłaszanych przez dziesięcioro bohaterów, którzy w zamkniętej willi schronili się przed zarazą panującą we Florencji. U Samson zamiast willi mamy zamknięte studio telewizyjne, gdzieś w Polsce. Zamknięcie jest jednak wyborem, nie koniecznością. Każdy i każda z bohaterek, nie jest ich tylu, ilu we wzorcowym dziele, najpierw przejść musiał/a casting. Dopiero później, w gronie najciekawszych dla widzów osób mógł/mogła opowiedzieć swoją narrację. I tutaj jednak nawiązania do wzoru się rozluźniają, bo i ilość opowieści, i ilość dni ich snucia nie pokrywa się ze strukturą wzoru. Kto z nas zna jednak cały wzór? W szkole czytamy jedną z nowel, która w skrócie obrazuje nam formę całości, jak i oświetla wyobrażenie ideału: jednowątkowej opowieści. Ów ideał na podstawie „Sokoła” wiele lat temu skodyfikował Paul Heyse. Klarowna fabuła, skupienie na jednym motywie, brak opisów i wątków pobocznych, ważnych bohaterów trzecioplanowych – tak nie wygląda żadna z historii serwowanych nam przez kolejne bohaterki i bohaterów współczesnego reality show opisanego przez Hannę Samson. Może dlatego giną w niewyjaśnionych okolicznościach? Tajemnica kolejnych śmierci – detektywistyczny wątek „Domu wzajemnych rozkoszy” nie może zostać rozszyfrowany w tym omówieniu. Napisać jednak należy, że zakończenie jest intrygujące. Zamiast zdradzać fabularne tajemnice napiszę tylko, że to, co staje się początkiem „Dekameronu”, w „Domu wzajemnych rozkoszy” wybucha na końcu. Zaraza, niekontrolowana plaga, przed którą trzeba się bronić, zaskoczy nas dopiero przed zamknięciem okładek. Ale to nie wszystko.

W przypadku „Domu wzajemnych rozkoszy” Samson nie tylko bawi się formą, nie tylko mieli to, co odpowiadać będzie historykom literatury. W centrum jej zainteresowania cały czas znajduje się także współczesna polska seksualność, jej wizja, odmiany prezentowane w opowieściach kobiet i mężczyzn, młodych i doświadczonych, napięcie pojawiające się zarówno w fabule i języku, w próbach i zachłyśnięciu, w działaniu i bierności, w wyobraźni i rzeczywistości. To niewątpliwie ciekawa, wielowątkowa, zazębiająca się opowieść erotyczna, w której najważniejsze pozostaje to, co zazwyczaj niezauważalne, odrzucone, nieważne. Wszystko to jakby na przekór stereotypom, skostniałej czy klasycznej formie „Dekameronu”, ale też i wolnorynkowym, telewizyjnym mechanizmom rządzącym dzisiejszą rzeczywistością. Te ostatnie osłabiać mają właśnie formę wyjściową – linearną przyczynowo-skutkową opowieść toczoną z jednego punktu widzenia. Okazuje się bowiem, że nie prawdziwe zdarzenia, nie fabuła, tylko antenowy czas, słupki oglądalności i medialne mechanizmy budować będą nie tylko kolejne sekwencje programu, ale kształtować będą także to, co dzieje się poza okiem kamery,  poza studiem. To one kształtują real. To od nich zależny staje się także wątek kryminalny, praca śledczych i policji, wszystko w myśl idei show must go on, bez względu na wewnętrzne zagrożenie czyhające nie tylko na bohaterki i bohaterów programu, ale także na ich gospodarzy (ich wątek, charakterystyka ich działań a szczególnie dotyczące ich narracyjne komentarze ilustrują wszystko to, co dziś określa się równościową, genderową  i różnorodnościową świadomością, jest dodatkowym smaczkiem powieści) – program musi trwać, można by perfidnie spuentować, nawet po trupach. I trwa, a my nie tylko możemy przejrzeć się w krzywym zwierciadle dotyczącym naszej erotyki oraz naszych sądów o erotyce innych, ale też śledzić prawdziwą zbrodnię, nie tylko tę fabularną, ale i tę literacką: zabójstwo formy. Zabójstwo z premedytacją, z zimną krwią, morderstwo doskonałe. Morderstwo na zlecenie Wolnego Rynku, któremu dedykowana jest ta wysmakowana, wielopoziomowa powieść.
Hanna Samson: „Dom wzajemnych rozkoszy”. Czarna Owca. Warszawa 2014.