Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (255-256) / 2014

Radosław Pisula,

ATAK Z GŁĘBIN (LIGA SPRAWIEDLIWOŚCI: TRON ATLANTYDY)

A A A

Ponad 70% powierzchni naszego globu pokrywa woda. Szacuje się, że nawet 97% podwodnych terenów jest wciąż nieodkrytych. Co może istnieć w pozbawionych jakiegokolwiek światła oceanicznych otchłaniach? I czy te tajemnice będą stanowiły zagrożenie? Mieszkańcy uniwersum DC otrzymają część odpowiedzi na te pytania, gdy rezydenci legendarnej Atlantydy postanowią zaatakować suchy ląd.



Inicjatywa „Nowe 52” ma swoje lepsze i gorsze strony. Kilka decyzji amerykańskiego wydawnictwa okazało się pechowych lub zwyczajnie nieudolnych (np. Rob Liefeld zarzynający serie „Savage Hawkman” oraz „Deathstroke”). Mimo wielu wad, sporo tytułów przyniosło jednak przesłodkie owoce. Jednym z nich jest na pewno kompleksowa rewitalizacja postaci Aquamana, który – dzięki scenarzyście Geoffowi Johnsowi – błyszczał w swojej solowej serii.



Były władca Atlantydy stał się również częścią nowej inkarnacji Ligi Sprawiedliwości, za której przygody odpowiada ten sam pisarz. W dwóch pierwszych tomach, nastawionych na wizualne fajerwerki, żaden z superbohaterów nie pokazał własnego charakteru. Wszyscy stali się kolorowym kolektywem, obijającym dziwnych przeciwników. Na szczęście w trzecim tomie Johns postanowił mocniej skupić się na indywidualizmie postaci, sprawiając, że niektóre z nich przestały być tylko kartonowymi manekinami.



Pierwsze dwa epizody w albumie zawodzą. Historia starcia Ligi z Cheetah – przeciwniczką Wonder Woman – jest przykładem schematycznego czytadła. Znajdziemy w nim starożytne bóstwo, klątwę, tajemnicze plemię oraz przeciągnięte walki w lasach deszczowych. Czeka nas też kilka kuriozalnych rozwiązań fabularnych i zapowiedź większej historii, którą poznamy w przyszłości. Na jakąkolwiek uwagę zasługuje tylko naprawdę ładna wizja Amazonii autorstwa Tony’ego Daniela oraz jeden (!) kadr z Aquamanem. Szczęśliwie po tym dość naiwnym wstępie przychodzi pora na główne danie.



Historia rozpoczyna się od niezamierzonego wystrzelenia przez amerykański lotniskowiec pocisków w morskie głębiny. Wybuch niszczy część Atlantydy. Przyrodni brat Aquamana, król Orm, w zapalczywym gniewie postanawia dokonać na mieszkańcach lądu srogiej pomsty. Oceany zalewają Seattle, Gotham City i Metropolis, giną setki osób, a Liga po raz pierwszy może zostać pokonana. Kto jest odpowiedzialny za rozpętanie konfliktu? I czy Aquamanowi uda się zatrzymać krwawą krucjatę swoich pobratymców?



Tron Atlantydy” jest crossoverem serii „Justice League” oraz „Aquaman”, a bagaż fabularny wyraźnie spoczywa na barkach tej drugiej. Z tego powodu polski czytelnik może czuć się nieco zagubiony; wstępem do tej opowieści było przecież 15 poprzednich numerów miesięcznika z podwodnym herosem w roli głównej. Pojawiający się tutaj bohaterowie czy złoczyńcy sprawiają wrażenie nieco wyrwanych z kontekstu. Trudno pojąć, czemu jakaś postać jest ważna (Stephen Shin) albo dlaczego morskie dziwadła są tak niebezpieczne (The Trench, którym poświęcono pierwszy tom przygód Arthura Curry’ego). Brakuje choćby pobieżnego streszczenia wcześniejszych wydarzeń.



Na szczęście sama fabuła zaplanowana jest bardzo dobrze, przykuwając uwagę niczym seans porządnego filmu katastroficznego. Poziom zniszczenia wyraźnie przebija wydarzenia z tomu „Liga Sprawiedliwości: Początek”. Potężne fale pochłaniają miasta, a czytelnik cały czas śledzi doniesienia o rosnącej w zastraszającym tempie liczbie ofiar. W końcu nie obserwujemy jedynie wesołego okładania się po twarzach, a bohaterowie muszą zejść z piedestału i przyznać się do tego, że nie są wszechmogący. Wizja Johnsa jest naprawdę imponująca. Oczywiście pojawiają się typowe dla jego warsztatu efekty „wow”, pozbawione jakiejkolwiek roli fabularnej (wprowadzenie pewnej grupy bohaterów), ale całość i tak niesamowicie angażuje odbiorcę.



Główna w tym zasługa wyraźnie zarysowanego konfliktu. W końcu, w przeciwieństwie do poprzednich tomów, działania złoczyńcy są mocno uzasadnione oraz przesiąknięte emocjami. Przebogaty świat podwodnej monarchii to otwarta księga, zawierająca multum ciekawych pomysłów – swoista „Gra o tron” z mitologią Cthulhu w tle. Komiks Johnsa przypomina dramat szekspirowski. Uprzedzenia Orma względem nieznanego mu świata, połączone z wielką miłością do brata i absolutnym oddaniem ojczyźnie, sprawiają, iż staje się on bohaterem z krwi i kości. Jest radykałem, ale czy można nazwać złoczyńcą władcę broniącego własnego państwa? Najwięcej w tym wszystkim zyskuje jednak postać Aquamana, który musi podjąć zdecydowane kroki związane ze swoim dziedzictwem. Dodatkowo gdzieś w tle całkiem nieźle rozwija się wątek romansu Supermana z Wonder Woman (zostają w końcu trochę uczłowieczeni), a na plansze trafiają kolejne pionki, zapowiadające nowe historie.



Dynamiczna akcja wciąga niczym ocean, zakres katastrofy robi wrażenie (całość świetnie zilustrowali superbohaterscy wyrobnicy – Ivan Reis oraz Paul Pelletier), wrogowie nie są już kuriozalni i papierowi, a bohaterowie nareszcie zyskują wyraźne charaktery. Mimo przeciętnego wstępu z Cheetah, jest to pierwszy tom „Ligi Sprawiedliwości”, który mogę z czystym sercem polecić. Bardzo solidny romans oceanicznej katastrofy z królewskim dramatem.


Geoff Johns, Tony Daniel, Ivan Reis, Paul Pelletier: „Liga Sprawiedliwości. Tom 3: Tron Atlantydy” („Justice League, Vol. 3: Throne of Atlantis”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.