Wydanie bieżące

1 września 17 (257) / 2014

Michał Chudoliński,

ZAUFANIE - RZADKO SPOTYKANA WALUTA (BARDZO POSZUKIWANY CZŁOWIEK)

A A A
Zawód szpiega w realnym świecie ma niewiele wspólnego z poczynaniami Jamesa Bonda. Efektowne gadżety, z racji cięć w budżecie, są mitem. Zagraniczne misje i piękne kobiety zdarzają się równie sporadycznie. A jeśli już się z nimi zetkniemy, to rezultatem jest zazwyczaj doczesna trauma oraz drastyczne zdarzenia ze zdradą w tle, za którą odpowiada zwykle ktoś wyżej postawiony. Bycie tajnym agentem to cichy, mozolny, samotny fach, w którym jest się często pozostawionym samemu sobie, a układany plan, choćby wspaniały i sprytny, może się zawalić z powodu osoby teoretycznie nas wspierającej. Sojusznika.

„Bardzo poszukiwany człowiek” to kolejna adaptacja prozy Johna Le Carré, modnego ostatnimi czasy w kinie dzięki udanemu „Wiernemu ogrodnikowi” oraz „Szpiegowi” z pamiętną kreacją Gary’ego Oldmana. Film, reklamowany jako obraz z ostatnią wielką rolą Phillipa Seymoura Hoffmana, zabiera nas do Hamburga doby powszechnej walki z terroryzmem po atakach z 11 września. Choć od wydarzeń tych minęło ponad 10 lat, to nadal informacje o uchodźcach powiązanych z Al-Kaidą są priorytetowe dla wywiadów współpracujących z USA. Dla Güntera Bachmanna, szefa specjalnej komórki niemieckich agentów rozpracowujących terrorystów, wiadomość o przybyciu do hanzeatyckiego miasta zbiega z Czeczenii okazuje się na wagę złota, zwłaszcza że Issa Karpow (bo o nim mowa) rości sobie prawo do ogromnej fortuny, zgromadzonej lata temu przez jego ojca.

Co Karpow chce zrobić z pieniędzmi? Czy z kimś współpracuje? W jakim celu uciekł do Hamburga, znanego z otwartości i wielokulturowości? Pytania te zadaje nie tylko Bachmann, lecz także niemiecki ambasador USA oraz urzędnik ds. wewnętrznych i bezpieczeństwa, utrudniający życie protagoniście. W atmosferze ciągłego patrzenia na ręce i walki z czasem bohater grany przez Hoffmana kreuje plan według zasady „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”: schwytanie Karpowa ma przy okazji pomóc rozpracować pewnego arabskiego filantropa mogącego mieć nieczyste związki ze światem muzułmańskich zamachowców.

Antonowi Corbijnowi i Andrew Bovellowi udało się stworzyć całkiem zajmujący i inteligentny dreszczowiec osadzony we współczesnej sytuacji międzynarodowej. Klimat jest sprawnie budowany przez mrok, szarość i „wyludnienie” Hamburga, będącego tutaj pełnoprawnym bohaterem filmu. Miasto, będące niegdyś wielkim portem i centrum ubijania interesów, tutaj postrzegane jest jako noclegownia zbiegów, emigrantów i niebezpiecznych ludzi z przeszłością. Jako tło do ukazania zmian w świecie po atakach na World Trade Center wybrano miejsce wieloznaczne, z ciekawą historią. Przystaje ono do cynicznych gier realizowanych przez zachodnich polityków, działających zarówno na rzecz pragmatyzmu, jak i ogólnie rozumianego dobra, czyli bezpieczeństwa.

Brudy tej posępnej metropolii Bachmann zna jak mało kto i bynajmniej nie ma co mu zazdrościć. Hoffman zobrazował głównego bohatera jako szpiega-widmo, smutnego i niosącego ciężar nie pozwalający mu zapomnieć o klęskach. Jest on jednakże równie cierpliwy co sęp czyhający na swoją ofiarę, choć w odróżnieniu od drapieżników woli szukać okazji, widzieć długofalowe skutki swoich działań, a przy tym wyrządzać jak najmniej zamieszania i krzywd. Jego przenikliwości jednakże, oprócz podwładnych, nie dostrzega nikt. Co chwila zderza się on z oporem ludzi, którzy powinni być dla niego pomocą i oparciem. Cel niby jest ten sam, ale każdy chce do niego dojść inną drogą i z innych pobudek. Z tej perspektywy stosunki międzynarodowe w cywilizacji Zachodu przypominają wieżę Babel, gdzie każdy niby zgadza się z każdym, ale z jakiegoś powodu wszystko pozostaje nadal takie, jakie jest. Bachmann wie, dlaczego tak się dzieje i stara się to zmienić. Nikt go jednak nie słucha, a nawet przeszkadza mu się w działaniu.

Film momentami mocno się wlecze, silnie opierając się na przyziemnych dialogach, niemających w gruncie rzeczy nic wspólnego z dyplomacją. Dla widzów oczekujących wartkiej akcji i nieoczekiwanych zwrotów w fabule, może to stanowić istotny mankament. Najwyraźniej jednak był to celowy zabieg twórców. Urwanym montażem Corbijn (debiutant w kinie szpiegowskim) dobrze oddaje ulotność i znużenie wynikające z powtarzania non-stop tych samych czynności w pracy szpiega. W związku z tym „Bardzo poszukiwany człowiek” to kino mozolne i wymagające cierpliwości, ale wynagradzające to wszystko mocnym uderzeniem w zakończeniu, wiele mówiącym o obecnej polityce Stanów Zjednoczonych oraz ich relacji z sojusznikami, których ostatnio regularnie podsłuchują.

Film jest konstruktywną krytyką działań USA, a reprezentująca tutaj Amerykanów Robin Wright została już chyba na dobre zaszufladkowana do ról bezwzględnych urzędników tudzież polityków, troszczących się wyłącznie o własne interesy i realizujących po cichu gry rykoszetem uderzające w przyjaciół. Szkoda, że inne elementy, chociażby występy Rachel McAdams czy Willema Dafoe, nie lśnią równie mocno. Poza inteligentną fabułą, aktualnym wydźwiękiem oraz kreacjami Hoffmana i Wright, „Bardzo poszukiwany człowiek” jest klasycznym przykładem kina szpiegowskiego, z łamaniem charakterów dobrych ludzi i wchodzeniem w niełatwe układy w tle. Wielce prawdopodobne, że zapomni się o nim w zalewie podobnych produkcji, choć jego wymowa otworzy niektórym oczy na prawdziwe oblicze polityki.
„Bardzo poszukiwany człowiek” („A Most Wanted Man”). Reżyseria: Anton Corbijn. Scenariusz: Andrew Bovell. Obsada: Philip Seymour Hoffman, Rachel McAdams, Willem Dafoe, Robin Wright i in. Gatunek: thriller szpiegowski. Produkcja: Niemcy / USA / Wielka Brytania 2014, 121 min.