Wydanie bieżące

1 września 17 (257) / 2014

Dominik Szcześniak,

GWIAZDY SĄ CZARNE?! (RALPH AZHAM)

A A A
Stwierdzenie, że „gwiazdy są czarne” jest oczywiście nieprawdziwe. Wiedzą o tym wszyscy, którzy choć raz mieli okazję założyć na palec pierścień Angthara, zwany również pierścieniem prawdy. Z drugiej strony jednak nowy wizerunek głównego bohatera serii Lewisa Trondheima zakłada zmianę koloru włosów na czarny, co w połączeniu z tendencją Ralpha Azhama do gwiazdorzenia sprawia, iż zawarta w tytule teza jest w pewnym stopniu dopuszczalna. Naniebieszczony chłystek, który jeszcze niedawno dzielił koryto z zastępem świń, stał się wybrańcem pełną gębą (nawet mimo faktu, że niekoniecznie nim jest).

„Ralph Azham” jest bajką dla dorosłych. Bajką – ponieważ rysowany jest cudowną, cartoonową kreską, posiada morał, bohaterów będących antropomorficznymi zwierzętami, wyraziste czarne charaktery, a wszystko rozgrywa się w plenerach fantastycznych krain. Dla dorosłych – gdyż leją się w nim krew i alkohol, dzieciobójstwo stanowi jeden z głównych wątków fabuły, a posiadający niezwykłe moce protagoniści często nie przebierają w słowach. Dodam jeszcze, że wybraniec, zamiast robić maślane oczy przy byle okazji, jest niezłym huncwotem, sowizdrzałem i oszołomem, jego czyny są niestandardowe, a słownictwo dość wyluzowane.

Istotną cechą pomazańca, być może zresztą najważniejszą, jest jego spontaniczna szczerość, która niekoniecznie zawsze pakuje go w kłopoty, niezawodnie natomiast wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Śmiechu w „Ralphie Azhamie” jest zresztą co niemiara. Specyficzny humor Trondheima zasadza się przede wszystkim na absurdalnych sytuacjach (świetna scena z naszyjnikiem Moogthara w toalecie), fenomenalnych dialogach (sekwencja poszukiwania prawdy przed wyprawą bohaterów do ornitoptikos) i szarganiu świętości (w tym magii i wzniosłych powiedzeń). Są również momenty (krótkiej) zadumy oraz (szalonej) akcji, a całość czyta się płynnie i z dużą przyjemnością. Jest też i znakomita grafika. Akcja tomu „Gwiazdy są czarne” rozgrywa się głównie w mieście położonym na górzystym terenie. W związku z tym artysta ma szansę wykazać się w kreowaniu interesujących budowli, zawiłych schodów czy pięknych, dopracowanych w najdrobniejszym architektonicznym szczególe widokówek. Odwzorowując z pietyzmem uliczki i domy, Trondheim częściej niż w poprzednich epizodach posługiwał się kadrami o znacznie większych gabarytach, rezygnując z kanonicznego układu (cztery rzędy ramek na  planszy).

„Gwiazdy są czarne” to bez wątpienia najlepszy z dotychczasowych odcinków serii. Trondheim pokazuje w nim, że ma pełną kontrolę nad swoją opowieścią i że nic nie dzieje się w niej przypadkowo. Rozwija wątki zasygnalizowane we wcześniejszych epizodach, przywraca do gry zawodników, których być może nie spodziewaliśmy się już ujrzeć oraz serwuje jedno z najsprawniej rozegranych i najmocniej napisanych zakończeń. Na szczęście rynkowa premiera czwartego odcinka („Nic ci nie powie zakopany kamień”) przewidziana jest na ósmy września, kolejnego zaś przypada w grudniu. Emocje do końca roku są więc zapewnione.

Trzeci tom serialu Lewisa Trondheima pozwala wreszcie odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań. Czy pomysł chwycił? Czy historia wybrańca, który wędruje z drużyną, nie jest schematyczna? Czy z bohaterami można się zżyć? Czy jest napięcie? Czy dowcipy rzeczywiście śmieszą? Odpowiadając w kolejności zgłoszeń: Tak, chwycił. Nie, nie jest schematyczna. Tak. Tak. Po trzykroć tak.
Lewis Trondheim: „Ralph Azham. Tom 3: Gwiazdy są czarne”. Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2014.