Wydanie bieżące

1 września 17 (257) / 2014

Karolina Obszyńska,

CZARNY CI ZATAŃCZY

A A A
Ekstremalnie krótki czas realizacji, niezwykle trudny, choć interesujący socjologicznie, temat i ekipa aktorów z różnych zakątków Polski. Z tego pozornie niemożliwego do uporządkowania chaosu powstała we Wrocławiu udana inscenizacja „Śmierci Kalibana” w reżyserii Przemysława Jaszczaka.

Sztuka, która rodzi się wraz z rozwojem cywilizacji, jest w XXI wieku przez tę cywilizację sukcesywnie podtruwana. Wizja sztuki, reprezentowana przez europejską organizację społeczną, jest bowiem daleka od greckiego, starożytnego ideału piękna jako świętości. Z biedy, głodu i kulturowej inności czarnoskórych Europejczycy klasy japiszonów czynią medialną farsę, zbliżającą się niebezpiecznie do granicy niehumanitarnego eksperymentu. Oto widzowie i producenci programu telewizyjnego podglądają przez ekrany telewizorów Haitańczyka, który wiedziony wizją lepszego świata wziął udział w konkursie na wymarzony projekt domu, licząc na opuszczenie slumsów. W efekcie, „sprywatyzowany” i przewieziony do Europy, staje się maskotką telewizyjnego show, w którym o jego losie decydują widzowie. Na ich prośbę musi się rozbierać, klaskać, tańczyć – słowem, w imię mylnie interpretowanej sztuki, uczy się reagować na przycisk telewizyjnego pilota, jak pies Pawłowa na światło żarówki.

Podobne programy znamy z telewizji – tu jednak na szali stawia się, poza ludzką godnością, także życie. Etyka stosunku białych do ciemnoskórych kończy się bowiem tam, gdzie dla tych pierwszych pojawia się źródło pieniędzy, blichtru i ekscytujące poczucie wyższości. Twórcy spektaklu budują sytuację sceniczną, w której rasizm i społeczna nierówność oglądane są przez pryzmat sztuki jak przez judasza. Organizacje i fundatorzy wzajemnie przepychają się na drodze do zdobycia pierwszeństwa w posiadaniu Czarnego, w międzyczasie oddając się ekskluzywnym rozrywkom. Ten z kolei – w poczuciu odpowiedzialności za swojego syna – ćwiartuje go i zjada, próbując w ten sposób uchronić go przed prywatyzacją nadciągającą z Zachodu. Takich i podobnie zgrabnie poprowadzonych metafor jest we wrocławskiej interpretacji „Śmierci Kalibana” całe mnóstwo.

To spektakl niezwykle ekspresyjny, także wizualnie, mimo niewielkiej i trudnej do zagospodarowania przestrzeni. Kostiumy wykonane z prostych materiałów codziennego użytku zachwycają plastyczną formą ich realizacji. Z białej płachty, przypominającej kołdrę, tworzą się rozmaite kształty i coraz to nowe elementy garderoby – wyłącznie czarno-białej. Całość pozostaje w zgrabnej konwencji współczesnych wideoklipów, pełnych wyginających się opalonych ciał, blond peruk, okularów przeciwsłonecznych i dosadnego języka.

Kaliban umiera. Dzieci Haitanki giną na jej rękach. Czarnoskórych mieszkańców wyspy zabiera głód. Europa świeci przykładem, bo jak grzybom po deszczu pozwala wyrastać kolejnym pseudohumanitarnym organizacjom, pozornie angażującym się w rozwój sztuki. Niestety, ludzie Zachodu swobodnie manipulują granicami wolności i etyki, doprowadzając tym samym do ich nieakceptowalnej umowności. To, co spotyka mieszkańców Trzeciego Świata, dla nich jest tragedią, a dla Europejczyków – tylko inspiracją dla tworzenia sztuki. Tyle tylko, że tej sztuce bliżej do kiczowatej, brzydkiej popkultury.

W oparach białego dymu powstaje przedstawienie z refleksją w tle – ryzykowną, ale ostatecznie potrzebną. „Śmierć Kalibana” to alternatywa dla repertuaru teatrów instytucjonalnych. Nie tylko spójność muzyki, ruchu scenicznego, kostiumów i dramaturgii, ale również fantastyczne aktorstwo prowadzą do scenicznego sukcesu.
Magda Fertacz: „Śmierć Kalibana”. Reżyseria: Przemysław Jaszczak. Kostiumy i scenografia: Adam Królikowski. Ruch sceniczny: Piotr Soroka. Obsada: Karolina Ryfka Gorzkowska, Joanna Wąż, Natalia Wieciech, Maciej Owczarek, Wojciech Stachura. Premiera: 27 lipca 2014 r., Teatr Gløsoli, scena Fundacji „To tu” we Wrocławiu.