Wydanie bieżące

1 września 17 (257) / 2014

Kamila Pawluś,

WIERSZE

A A A
Hodowla egzotycznych roślin w Austell

 

Kiedy przechodzi tornado, widzisz przez nie demolkę

oraz stracha na wózki, machającego konarami i Jack Russell

terriera, siedzącego na zwiniętej kulce marihuany.

Podaj tę piłkę dalej, jeśli potrafisz, opiekunie latających

chłopców. To tylko mały mecz rugby, lecz w końcu stracą

siły, a wtedy trzeba będzie dowieźć im kanapki, zawiesić na hakach,

przetransportować do samochodów. Nie prowadzimy

przechowalni dla ludzi; ciągniesz dopóki masz siłę ptaszku,

ale jeśli chcesz, możemy ci zrobić karnawał w szpitalu,

grzanki i squash. Wysłać rusałki z flanelową szmatką

do twojej wieży ciśnień. Cyknąć portret z papierosem,

gdy leżysz o poranku z policzkiem przy poduszce.

Na chwałę tatuażom i tym ramionom, które kiedyś

prowadziły ciężarówkę, a teraz biorą udział w konkursie

na najpiękniejszy ogród sezonu. Wieczorem przychodzi sąsiad

podlać twoje kwiatki czerwoną konewką z zielonym zakończeniem

i pokazać ci zdjęcia z wycieczki do ogrodów w Austell,

gdzie piękne kobiety wyrastają z ziemi ledwie pokryte mchem.

 

Uwaga Freakazoid!

 

Syn Batmana, bratanek Simpsonów nie unosi się z łóżka

zwykle przed południem. Czarne ściany sypialni odmawiają dnia.

Kulomiot własnego ciała, ciska nim jak przekleństwem,

w czyją – niczyją twarz. Zdegradowany kapitan

kosmicznego statku, płynący sobie a próżniom,

z pojemnikiem na mocz na nodze i flagą cewnika

pod pępkiem. Wrzeszczący bez umiaru na członków

widmowej załogi: „Nie ruszaj, póki nie powiem”.

„Czy trzeba ciebie tresować jak psa?”.  Kuzyn Wolverina,

przyjaciel Rangersów, otwierający pyszczek szeroko

jak karp po ładunek kapsułek w dłoniach persecoma.

„Naciśnij, żeby otworzyć” szepcą automatyczne drzwi,

choć gości w nich tylko Kuma, po japońsku niedźwiedź,

gubiący sierść malamut zmęczony upałem. Mikroprocesor

zwariował, tworząc bohatera z ciałem bezwładnym,

pełnym dziur po ranach, nogami które trzeba rąbać pięścią,

gdy bierze je spazm. W spodniach w spidermeny przykuty

do wózka tnie wypikselowaną przestrzeń, do której trafił

prosto z czyśćca mgły i pogniecionej blachy. „Gdybym tylko

mógł sam zrobić kupę, powiedziałbym ci od razu:

zabieraj paluchy od mojego komputera”.

 

Teren prywatny, wstęp wzbroniony

 

Myliśmy jego części intymne i powiedziałam: nie wiem

czy ta biała sowa, którą widziałam przy kościele

z rozłupanych serc kamieni, jeszcze tam siedzi.

Pogoda dzisiaj mglista, odrzekł, czy możesz mi pomóc

przewrócić się na drugi bok. Na spacerze znalazłam

obszyty mięsem szkielet zająca na ścieżce.

Sprawdzałem w google, nikogo tam nie było

poza meandrującą rzeką. Czy możesz nałożyć opatrunek

na moją lewą stopę? Ten wielki betonowy sześcian

wiszący nad zbożami zmroził mnie od środka,

Gdziekolwiek bym nie szła ściągał mój wzrok.

Nasuń uciskowe skarpety. Dzięki nim płyny

wędrują w górę jak woda w żelbetowym zbiorniku,

skarbcu dla okolicznych pól. Skąd się wzięło to drzewo

zamienione w rzeźbę drzewa na skrzyżowaniu dróg?

Na ramionach podnośnika sam czuję się 

jak abstrakcyjna rzeźba w tranzycie. Wracając,

naliczyłam tysiąc świń, szukających schronienia

w plastikowych szałasach. Nie błoto i odchody

są jednak najgorsze; gdy z żoną wrócimy ze spaceru,

wyczyść dokładnie asfalt z moich kół.