ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (257) / 2014

Anna Albrecht,

IMPRESJA O UMIERANIU

A A A
Nowa książka poetycka Bartosza Suwińskiego zmusza do wędrówki po świecie pozbawionym sensu i celowości. Ścieżki spowite mgłą, mroczne lasy, osnute porannym chłodem pola wypełniają wersy tomu „Uroczysko” i zdają się przenikać na wskroś umysły czytelników. Odbiorca musi zmierzyć się z rzeczywistością, w której każdemu istnieniu pisane jest życie w samotności, niepewności i lęku. Atmosfera niepokoju unosi się nad tajemniczym leśnym pustkowiem – miejscem poszukiwania właściwej drogi i ucieczki przed nieznanym zagrożeniem.

Suwiński zwraca się w swoich wierszach ku naturze pierwotnej, ku nieokiełznanej sile wyznaczającej rytm życia i umierania. Próbuje dotrzeć tam, gdzie „słońce zniżyło się za korony drzew, / ziąb zachodził od tyłu, na oślep, / wycie niosło się lasem”. Myśli zapętla wokół słów kluczy i odwiecznych symboli, takich jak mrok, księżyc, mgła, woda, wiatr, rosa, drzewo, las. Wymowę tomu kształtują pojęcia, które odsyłają nas do historii podejmowanych przez człowieka prób ujarzmienia natury – prób dokonywanych najpierw poprzez nazywanie, później przez aktywną ingerencję. Czasem właśnie działanie człowieka wyzwala pierwiastek okrucieństwa i odsłania tę – wyraźnie eksponowaną w liryce Suwińskiego – bezlitosną stronę świata. Człowiek uruchamia mechanizm śmierci, to z jego przyczyny stygną „ciała powalone od kuli” i – prawie jak w scenerii Baudelaire’owskiej „Padliny” – wśród pól kryją się „obok martwego ślepia ścierwa / pomazane krwią wnyki”.

Polowanie daje jednak zaledwie złudzenie władzy nad otoczeniem. W rzeczywistości wszystkie istoty podlegają działaniu tej samej, nieubłaganej i ślepej mocy spajającej życie ze śmiercią. Człowiek tropi i ucieka, zabija i błądzi bez chwili wytchnienia. Nawet zapach gromadzonych w sieni jabłek nie pozwala zapomnieć o wszechobecnej zgniliźnie, wilgoci, o kopcach zbutwiałych liści i swądzie spalenizny („Kopce, napary”). Zdaje się, że dojmującego poczucia lęku i osaczenia nie można z siebie wykorzenić. Z pewnością nie będzie łatwo się od niego uwolnić tuż po lekturze tomu.

Wśród symbolicznych mgieł, mroków i chłodów błąkają się widma bohaterów lirycznych. Widma – bo o wyraźnie skonstruowanych postaciach w utworach Suwińskiego mówić trudno. Autor „Blików” stroni od ukonkretniania sytuacji. Pierwszoplanowe role odgrywają czasem – niczym w thrillerach Hitchcocka – spojrzenia i cienie. Nierzadko cała charakterystyka postaci sprowadza się do użytego w tekście zaimka czy formy gramatycznej czasownika, a zamiast człowieka z krwi, kości i emocji pojawia się w wierszu naznaczona piętnem sielskiej sztuczności figura pastuszka. W najdalszych leśnych zakamarkach traci znaczenie różnica między tym, co ludzkie i zwierzęce: „ziąb zachodził od tyłu, na oślep / wycie niosło się lasem, ich kroki mogły / nie zdążyć w porę, posoka wsiąkała / w mokrą ziemię”. Bohaterów określa jedynie poczucie rozdzierającej samotności, bezradności, lęku i zagubienia, które bezskutecznie próbują przełamać.

Przezwyciężenie bariery izolującej od siebie wszystkie stworzenia jest zresztą niemożliwe w okolicach uroczyska – przestrzeni integrującej trudne doświadczenia bohaterów. Uroczysko nie tylko wskazuje na osadzenie sytuacji lirycznej w odludnym miejscu pozwalającym zachować kontakt z dziewiczą przyrodą i z samym sobą, ale także sygnalizuje obecność pewnego rodzaju tajemnicy, upiornego, nadprzyrodzonego klimatu. Cały tom skonstruowany jest jako zwrot ku pradawnym sposobom postrzegania rzeczywistości i koegzystencji z naturą. W takich okolicznościach nietrudno odrzucić butne przekonanie o doskonałej znajomości reguł rządzących światem. Znacznie łatwiej jest za to poddać się irracjonalnemu lękowi przed nieznanym zagrożeniem.

Motywy tajemnicy, magiczności znajdują się w poezji Suwińskiego również za sprawą nawiązań do wiejskiej codzienności i ludowych zwyczajów czy wręcz włączania w teksty elementów chłopskiego sposobu myślenia (np. „Ciągnie od pól”, „Naciek”). Świat przedstawiony tego tomu pochodzi więc z odległej przeszłości, współczesność zaledwie przetacza się przez tę pierwotną krainę jak „zrywka pomiatana wiatrem / nadymana hulającym świstem”. Zdaje się, że poetę fascynuje także rytualny sposób kreowania rzeczywistości. W jego wierszach można odnaleźć frazy silnie zrytmizowane i zbliżone w swoim brzmieniu i funkcji do magicznego zaklęcia: „zerwały się złe wiatry niosące złą nowinę / borem, borem, lasem, lasem”. Wrażenie anachroniczności wzmagają ponadto archaizmy gromadzone przede wszystkim w tytułach. Imponująca kolekcja wyszukanych określeń z wądołami, siołem, laufrem i rdestami na czele momentami sprawia wrażenie poetyckiej maniery, lecz znajduje uzasadnienie w dążeniu do wystylizowania i wzmocnienia enigmatycznej wartości przekazu.

Cofnięcie wykreowanych w poezji realiów w zamierzchłą przeszłość samorzutnie wprowadza w wiersze refleksję na temat upływu czasu. Suwiński stroni od linearnego przedstawiania zdarzeń, dominującą rolę w utworach składających się na prezentowany zbiór przejmuje cykliczność przeradzająca się wręcz w zapętlenie. Kompozycja tomu doskonale oddaje rytmiczne przemijanie pór roku – jesienny ziąb ustępuje płatkom śniegu, które „lecą w dół, / sprzyjają przepaści”, wreszcie „zielone kępki prześwitują spod zmarzniętej ziemi”, by w wierszu „Lipiec” powróciły „pieskie dni, dłużyzny uchodzące / w kółko powietrzem”. Liryki Suwińskiego najczęściej koncentrują się wokół momentów przejściowych, dążą do uchwycenia chwili, w której zmienia się dotychczasowy stan natury – pojawiają się pierwsze sygnały wiosny, zapada zmrok lub wschodzi słońce. W opozycji do tych dynamicznych właściwości otoczenia wyłania się motyw zatrzymania świata, nienaturalnej, wręcz apokaliptycznej stagnacji, która nie pozwala na łagodną przemianę dziś w jutro: „Słońce zapadło w czarną dziurę. / Woda stoi jak smoła. / Godzina ustała, ustał wiatr. / Noc nadała trwanie nocy”.

Zjawisko przesilenia jeszcze w prastarych wierzeniach Słowian czyniło ziemię podatną na działanie nadprzyrodzonej mocy bóstw, dawało szansę na nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych. W tomie „Uroczysko” powraca wiara w to, że o północy, o świcie lub zmierzchu łatwiej jest przekroczyć nienaruszalną zwykle granicę między tym a innym światem. W takich chwilach można spróbować zajrzeć na drugą stronę życia, odsłonić rąbek tajemnicy istnienia, zabrnąć głęboko w eschatologiczny gąszcz. Osnuci mgłą bohaterowie liryczni w trakcie swojej włóczęgi próbują wydrzeć światu odrobinę wiedzy o sensie lub choćby zbliżyć się do siebie wzajemnie, odnaleźć spokój w bliskości. Przedzierają się przy tym również w głąb swojej świadomości, docierają do najtrudniejszych i być może dotychczas tłumionych emocji. Gdzieś jednak musi istnieć kres i ukojenie, bo przecież „daleko poza światem / żywych, w królestwie nocy, / dwa cienie szukają lustra wody, / by patrzeć tam do końca”.

W utworach Suwińskiego śmierć figuruje na wiele sposobów. Liryczne obrazy przyrody przenikają procesy próchnienia, butwienia i gnicia. Grzyby są robaczywe, studnie zatrute, cały świat zdaje się dusić pod coraz silniejszym zaciskiem pętli. I nie ma dla niego ratunku, żadna moc nie jest w stanie przezwyciężyć bezwzględnej siły pchającej wszystko i wszystkich ku umieraniu. Dopiero w przedostatnim wierszu zbioru okazuje się, że śmierć pochodzi ze środka, jej centrum tkwi w ciele człowieka – to rak, który pęcznieje, rośnie, rozpiera („Lekarz wiejski”). Czyżby poezja uroczysk była zapisem choroby, nowotworu, który toczy świat? Czyżby impresyjne opisy natury miały służyć wyrażeniu stanów emocjonalnych towarzyszących umieraniu? Czy u podstaw pragnień przechwycenia choćby okruchów wiedzy o tym, co „poza światem żywych”, leżą doświadczenia fizjologiczne?

Poetyckie pejzaże podsuwane odbiorcy przez Suwińskiego z pewnością mają wymiar symboliczny. Technika ich budowania polega na nakładaniu pozornie niezwiązanych ze sobą scen lub synestezyjnych wrażeń, które wspólnie tworzą mroczny klimat tomu. W niektórych miniaturach tropić możemy efekty kontemplacji i koncentracji na szczegółach, co przywodzi na myśl japońskie haiku. (Bo czy wiersz „Babie lato”: „na skraju mgły / ciche drżenie / zerwany / ścieg / tafli” nie przypomina w naturalny, niewymuszony sposób haiku Issy: „Jeden dźwięk dzwonu / Krzyk wodnego ptactwa – / I noc ciemnieje.”?) Oprócz nieuniknionego wrażenia niepokoju i przygnębienia trudno wynieść ze zbioru Suwińskiego przekonanie o uniwersalnym znaczeniu słów, fraz, tekstów. Przed lekturą tomu „Uroczysko” należy przygotować się do włóczęgi wśród gęstwiny sensów i rozerwanych związków logicznych, luk gotowych na przyjęcie intuicyjnych rozwiązań wtłaczanych w nie przez czytelnika. Rola odbiorcy niewiele jest łatwiejsza od doli bohaterów – polega na błądzeniu wśród mgły i mroku, z których od czasu do czasu wyłania się wyraźniejszy kształt gotowy zniknąć, gdy poddaje się go rutynowej interpretacji.
Bartosz Suwiński: „Uroczysko”. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury. Poznań 2014.