Wydanie bieżące

15 września 18 (258) / 2014

Damian Preis,

DROGA DONIKĄD (NASRINE)

A A A
Mam problem z tym filmem. Chociaż wszystkie wątki, które w nim wybrzmiewają, są istotne, gdyż stanowią tabu w krajach islamskich i wymagają konfrontacji, pojawia się ich stanowczo za dużo. Szwy scenariusza trzeszczą niemiłosiernie, a w pewnych momentach całość plasuje się niebezpiecznie blisko poziomu tandety.

Na początku widzimy główną bohaterkę, która wraz z chłopakiem przemierza na motocyklu miasto, filmując je kamerą z ręki. Zaraz potem parę zatrzymuje policja. Tylko dlatego, że nosi czerwoną chustę, Nasrine zostaje posądzona o prostytucję, a następnie zgwałcona podczas przesłuchania. Ona i jej brat Ali wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii. Życie tam, wbrew ich oczekiwaniom, wcale nie wygląda kolorowo, ale z pewnością oboje mogą odetchnąć z ulgą. Nasrine poznaje w szkole Nicole, która przyjmuje ją z otwartymi ramionami; dziewczęta razem spędzają czas w prywatnej stadninie koni. Ali w końcu może przyznać się do swojej orientacji seksualnej, poznaje nawet chłopaka, który jest nim zainteresowany. Niebawem dochodzi jednak do tragedii: Nasrine musi dokonać wyboru, czy wrócić do Iranu, czy pozostać za granicą.

Tina Gharavi zwraca w swoim filmie uwagę na najbardziej kontrowersyjne kwestie, które łączą się z represjami w obyczajowo restrykcyjnej kulturze, głównie w kontekście swobody seksualnej kobiet oraz homoseksualizm. O ile ta pierwsza staje się możliwa poza granicami Iranu, o tyle homoseksualizm wiąże się z agresywnymi reakcjami również w kraju tak liberalnym, jak Wielka Brytania, przynajmniej w środowisku podmiejskiej dzielnicy ubogich, w jakiej zmuszeni są przebywać bohaterowie.

Film Gharavi ma dobre tempo. Opowieść jest spójna i wciąga widza. Niestety, twórczyni  postanowiła osadzić akcję w konkretnych ramach czasowych, czyli w 2001 roku. Pojawiają się tu więc migawki z ataku na World Trade Center, a zaraz potem strwożone miny Nasrine i Aliego, zapowiadające kolejne kłopoty, tak jakby te, którymi bohaterowie są obarczeni do tej pory, nie były wystarczające. Podoba mi się surowa warstwa stylistyczna filmu, spleciona z ujęć wykonanych ręczną kamerą, która pomaga oddać hałaśliwą i nerwową atmosferę irańskich ulic. W części „angielskiej” Gharavi skupiła się jednak na dziewczęcych fantazjach, podkreślając je lukrowanymi ujęciami slow-motion, które trącą potwornym kiczem. Rozumiem, że to dopiero nauka warsztatu, „Nasrine” stanowi bowiem pełnometrażowy debiut reżyserki. Z uwagi na umiejętne oddanie dramatyzmu opowiadanej historii, można twórczyni wybaczyć naiwność i niedociągnięcia.
„Nasrine” („I Am Nasrine”). Scenariusz i reżyseria: Tina Gharavi Obsada: Mischa Sadeghi, Shiraz Haq, Nicole Halls i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Wielka Brytania 2012, 88 min.