Wydanie bieżące

15 września 18 (258) / 2014

Magdalena Kempna-Pieniążek,

CZARNE SERCE NOIRU (DAMULKA WARTA GRZECHU / GIRLSY, GORZAŁA I GIWERY)

A A A
To nie będzie recenzja „Damulki wartej grzechu” oraz „Girlsów, gorzały i giwer”. Jak bowiem ująć legendarną już serię Franka Millera „Sin City” w ramy tekstu krytycznokomiksowego? Klasyków z zasady się nie recenzuje; można co najwyżej zastanawiać się nad tym, czy i na ile zaproponowane przez nie rozwiązania estetyczne są aktualne.

Mizerny jak dotąd kasowy wynik filmowej „Damulki wartej grzechu” nie powinien stanowić w tej mierze żadnego wyznacznika. Bez dwóch zdań można stwierdzić, że wyprzedzające premierę filmu wznowienie dwóch tomów „Sin City” to nie lada gratka, zaserwowana miłośnikom i znawcom opowieści graficznych przez wydawnictwo Egmont Polska. Po latach, jakie minęły od zainicjowania przez Franka Millera słynnej serii, opowieści z Miasta Grzechu wciąż mogą fascynować, a ich rozpoznawalna stylistyka stanowi niezaprzeczalnie zarówno markę samą w sobie, jak i jeden ze wzorców konstruowania neo-noirowych opowieści. Pytanie, czy warto na swojej półce mieć wydanie „Damulki…” i „Girlsów…”, jest źle postawione; to tak, jakby pytać, czy warto obejrzeć „Taksówkarza” lub „Ojca chrzestnego” albo czy warto przeczytać „Buszującego w zbożu”.

Spójrzmy zatem na „Sin City” nie jak na wydawniczą „świeżynkę”, ale jak na zasłużonego klasyka. W tym kontekście czytanie „Damulki wartej grzechu” oraz „Girlsów, gorzały i giwer” w 2014 roku przypomina zaglądanie pod podszewkę neo-noiru, ujawniając równocześnie dzisiejszą ekspansywność i zróżnicowanie tej estetyki. Mamy tu przecież do czynienia z czarnym kryminałem utrzymanym w wariancie innym niż ten, jaki realizują współczesne produkcje pokroju serialu „Detektyw”.

W samą istotę neo-noiru wpisane jest założenie realizmu, ale stopień owego realizmu to już rzecz całkowicie arbitralna. Ostentacyjnie wyrazista estetyka „Sin City”, z jego czarno-białymi kadrami (w „Girlsach…” co jakiś czas przełamywanymi szokująco intensywnymi barwnymi dominantami) i posuniętymi do granic fetyszyzacji wizerunkami kobiet (długie „aż po samą szyję” nogi, talia osy, wydatny biust) oraz ich atrybutów (szpilki, szminki, sukienki) wciąż stanowi doskonały przykład stylizacji utrzymanej w postmodernistycznym duchu kulturowego recyklingu. W Mieście Grzechu wszystko wydaje się opatrzone etykietą „więcej, bardziej, mocniej”: noc jest zawsze najczarniejsza, zbrodnia najokrutniejsza, kobieta fatalna do szpiku kości zła, seks prowadzi do orgazmu idealnego i nawet wspomniane już wydatne biusty zdają się nie doświadczać działania grawitacji.

Przy tym wszystkim historie zawarte w obu omawianych tomach nie udają, że są czymś więcej niż ekstremalnymi wariantami noirowych opowieści, z kluczowymi dla tej estetyki motywami zdrady, zemsty, obsesji, korupcji, zbrodni i wszelkich odmian psychopatologii. Na swój sposób każda z postaci urasta tu do rangi mrocznego archetypu: Ava, tytułowa „damulka warta grzechu”, to Bogini Zła, ścigający ją Dwight to Zakochany Przegraniec, walący kogo popadnie i czym popadnie po głowie Marv to Osiłek o Tkliwym Sercu; nawet prostytutki ze Starego Miasta przypominają czasem Walkirie.

„Sin City” to rezerwuar tradycyjnych noirowych tropów podanych w wydaniu zasadniczo nietradycyjnym, bo wydobywającym na jaw to, co klasyczne czarne kryminały ukrywały (z różnych względów, w tym cenzuralnych) pod maską wieloznacznych dialogów i symboli. Tendencja do przepracowywania historii już raz opowiedzianych doskonale manifestuje się w jedenastu krótkich opowieściach zawartych w „Girlsach…”, gdzie Frank Miller serwuje nam bodaj wszystkie główne scenariusze i narracyjne chwyty charakterystyczne dla noiru: „Kolejna zwykła sobotnia noc” opiera się na motywie rekonstrukcji utraconych wspomnień, „Grubas i konus” skrzą się słownym humorem, a „Szczury” przypominają o kontekście drugiej wojny światowej, tak istotnym dla kształtowania się uniwersum filmowego oraz komiksowego noiru. W „Girlsach…” sporo jest historii, których motorem napędowym bywa okrutny przypadek lub przerażające fatum – dwie siły determinujące na ogół los noirowych loserów. Znaleźć tu można nawet ponurą trawestację motywów bożonarodzeniowych („Cicha noc”). Najwięcej jest jednak kobiet fatalnych, które wiodą mężczyzn ku zgubie („A za trzecimi drzwiami”, „Błękitnooka”, „Córeczka tatusia” „Fatalne auto”, „Fatalny pociąg”) lub – co prawda z rzadka – same owej zguby doświadczają („Klient ma zawsze rację”) albo dostępują tak niecodziennego w Mieście Grzechu zbawienia („Lalunia w czerwieni”). A wszystko to powiązane misternymi splotami intertekstualności, przebiegającymi między poszczególnymi opowieściami, zarówno tymi zamieszczonymi w tomie, jak i tymi znanymi z innych części serii.

Cykl „Sin City” to fenomen, do którego z pełnym przekonaniem można zastosować określenie „lektura obowiązkowa”. Dla tych, którzy lektury tej nie mają jeszcze za sobą, wznowienie „Damulki wartej grzechu” oraz „Girlsów, gorzały i giwer” może się stać dobrym pretekstem do nadrobienia zaległości. Dla tych natomiast, którzy przygodę z dziełem Millera rozpoczęli już jakiś czas temu, ponowne sięgnięcie po wspomniane tomy będzie na pewno czymś więcej niż przysłowiową „powtórką z rozrywki” lub przygotowaniem do konfrontacji z najnowszym filmem Roberta Rodrigueza. Każda podróż do Miasta Grzechu – jakkolwiek depresyjna by nie była – ma bowiem swój niepowtarzalny klimat.
Frank Miller: „Sin City: Damulka warta grzechu”. Tłumaczenie: Tomasz Kreczmar. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.
Frank Miller: „Sin City: Girlsy, gorzała i giwery”. Tłumaczenie: Tomasz Kreczmar. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.