Wydanie bieżące

15 września 18 (258) / 2014

Radosław Pisula,

KŁOPOTY W RAJU (WONDER WOMAN: KREW)

A A A
Specyfika Wonder Woman – jednej z części składowych Wielkiej Trójcy DC (obok Supermana i Batmana), a także najbardziej rozpoznawalnej superbohaterki na świecie – od zawsze stanowi spory problem dla wydawnictwa. Z jednej strony uważana jest bowiem za relikt przeszłości, z drugiej natomiast wszystkie zmiany związane z jej statusem (nawet tak prozaiczne, jak założenie przez nią spodni) są zapalczywie krytykowane przez fandom (który komiksów jej poświęconych i tak zazwyczaj nie czyta). Protagonistka utknęła w grząskim bagnie popkultury, z którego nie potrafią jej wyrwać nawet solidne runy komiksowe (m.in. George’a Pereza, Johna Byrne’a, Grega Rucki lub Gail Simone). Tkwiąc na rozdrożu pomiędzy kilkoma diametralnie różniącymi się konwencjami, Wonder Woman od dawna żyje w cieniu swoich multiperiodykowych kompanów, a sytuacji nie poprawia fakt, że jej filmowy debiut od wielu lat mordowany jest już na starcie.

Inicjatywa „Nowe 52” była kolejną szansą na rewitalizację walecznej Amazonki. Za sterami serii stanął znany z niekonwencjonalnych rozwiązań i świetnych dialogów Brian Azzarello, który rozkochał w sobie czytelników fantastycznym kryminałem „100 naboi”. Twórca bezpardonowo postanowił wykorzystać otrzymaną carte blanche i na nowo opowiedzieć historię bohaterki – zaczynając od jej rodzinnych powiązań. Komiks okazał się jednym z najjaśniejszych punktów restartu i tchnął nowe życie w skostniały świat trykociarskiej greckiej mitologii. Historia, po pewnych krwawych perturbacjach, rozpoczyna się od spotkania młodej dziewczyny z Wonder Woman. Okazuje się, że Zola nosi w sobie dziecko największego mitycznego żigolaka, Zeusa, który niespodziewanie opuścił swój tron, znikając bez śladu. Etat władcy nieba stanowi smakowity kąsek dla patologicznej rodziny z Olimpu, w wyniku czego ciężarna Ziemianka, potężna superbohaterka oraz Amazonki zostają wplątane w boską grę. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy na wierzch wychodzą skrywane od dawna tajemnice, związane z narodzinami księżniczki Diany.

Kreując nową wersję wojowniczki, Azzarello wykorzystał proste, ale równocześnie niezwykle efektywne zabiegi. Autor w pewien sposób „odłączył” swoją sagę od uniwersum DC. Mimo że komiks jest częścią większej narracji, to nie uświadczymy tutaj gościnnych występów zaprzyjaźnionych herosów lub fabularnych uwikłań w wielkie crossovery. Podstawą „Krwi” staje się misternie budowana fabuła i unikalny świat, będący połączeniem fantastycznej panoramy mitologicznych krain z onirycznym Londynem, przywodzącym na myśl dzieła Neila Gaimana. W podobnym kluczu autorzy kreują wizję poszczególnych bóstw – wygląd każdego z nich podporządkowany jest „sferze”, którą się opiekuje, co w finale daje niezwykle sugestywne wizualnie hybrydy, niespotykane we wcześniejszych wariantach greckiej mitologii. Efekt ten bardzo dobrze współgra z wyraźnie nakreślonymi charakterami poszczególnych postaci, szczególnie Niezgody i Hery. Scenarzysta tworzy swój „świat w świecie”, dzięki czemu opowieść jest niezwykle składna oraz angażująca.

Co więcej, twórca obiera wyraźnie przemyślaną konwencję, która łączy najlepsze elementy z dwóch najbardziej wyrazistych inkarnacji Wonder Woman: pióra George Pereza oraz Grega Rucki. Tym samym autor łączy zachwyt niezwykłością świata przedstawionego oraz wartką akcję z grozą i specyficznym „uczłowieczeniem” świata bogów. Motywy zachowań nadludzi są tutaj jasne, a kolejne wolty fabularne sensownie budują przebogaty obraz świata. Również tytułowa bohaterka zyskuje w końcu charakter i wygląd godny jej popkulturowego statusu. Azzarello rezygnuje z wersji słodkiej dziewczynki znanej z kart „Ligi Sprawiedliwości” na rzecz profilu dojrzałej kobiety, która w życiu niejedno już widziała. Diana jest tutaj elegancka, pełna charyzmy oraz odwagi. Jawi się jako złożona i unikalna postać, która nareszcie przestała być tylko wielkim biustem obleczonym amerykańską flagą. To wyraźny krok ku poprawie wizerunku superbohaterek, który niestety nie ma wyraźnego odzwierciedlenia w innych periodykach DC Comics.

Ze scenariuszem idealnie współgrają rysunki Cliffa Chianga – lekko kreskówkowe, skąpane w przytłumionych barwach, nieustannie podkreślające wyjątkowość każdej z postaci. Wonder Woman zyskuje wyraźne greckie rysy, a jej kostium nie jest już tylko fikuśnym bodypaintingiem. Opowieść Briana Azzarello stanowi idealne wprowadzenie do epickiej historii (oryginalnie rozpisanej na ponad trzydzieści numerów). Pionki z rozmysłem zajmują swoje miejsca na planszy, akcja posuwa się naprzód, a czytelnik obserwuje kolejne zdarzenia z zachwytem, niczym widz filmów Stevena Spielberga. „Wonder Woman: Krew” to świetna autonomiczna opowieść, która wyrywa się z ograniczeń superbohaterskiego uniwersum DC, zapewniając najoryginalniejszą podróż ze wszystkich miesięczników sygnowanych logiem „Nowe 52”. Polecam, ponieważ za trykociarskimi seriami głównego nurtu rzadko stoi tak wyrazista i spójna wizja.
Brian Azzarello, Cliff Chiang: „Wonder Woman: Krew” („Wonder Woman: Blood”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Egmont. Warszawa 2014.