Wydanie bieżące

1 października 19 (259) / 2014

Andrzej Ciszewski,

BEZ OWACJI (WIRTUOZ)

A A A
Wydania DVD
Pianista Tom Selznick (Elijah Wood) zaliczany jest do światowej czołówki mistrzów klawiatury. Niestety, fatalne wykonanie „La Cinquette” – arcytrudnej kompozycji nieżyjącego już mentora protagonisty, Patricka Godureaux – spowodowało, że „młody Rachmaninow” nabawił się psychicznego urazu, po którym nie potrafi przezwyciężyć obezwładniającej tremy towarzyszącej kolejnym występom. Po pięcioletniej przerwie Tom, pragnąc uhonorować pamięć swojego zmarłego mistrza, decyduje się zmierzyć z własnymi lękami, wyruszając w trasę koncertową. Chicagowski recital zapowiadający tryumfalny come back muzyka okazuje się jednak niezwykle problematyczny.

Na początek bohater odnajduje w teczce z repertuarem partyturę znienawidzonego przez siebie utworu. Potem jest już tylko straszniej. Wszak na jednej z kartek widnieje dość jednoznacznie brzmiącą wiadomość: „Pomylisz się choć o jedną nutę, zginiesz”. Pierwszą, skądinąd słuszną reakcją Toma jest uznanie komunikatu za niewybredny żart kolegów, próbujących w ten sposób zdopingować stremowanego pianistę. Jednak już kolejna strona rozwiewa sceptycyzm protagonisty, który dostrzega zogniskowaną na swojej dłoni wiązkę promienia laserowego z celownika snajpera. W czasie przerwy Selznick otrzymuje od prześladowcy MMS-a z wizerunkiem ukochanej Emmy (Kerry Bishé), oglądającej występ męża w całkowitej nieświadomości rozgrywającego się dramatu. Umieszczając w uchu specjalną minisłuchawkę, Tom zaczyna wojnę nerwów z tajemniczym Clemem (przemawiającym głosem Johna Cusacka), któremu bardzo zależy, aby bohater dał z siebie wszystko – szczególnie w czasie wykonania karkołomnej (a w zasadzie palcołomnej) „La Cinquette”. Ale doprowadzony do ostateczności muzyk postanawia rozegrać tę partię po swojemu…

Najnowsze dzieło Eugenio Miry, autora nastrojowego dreszczowca „Agnozja” (2010), w założeniach miało łączyć iście Hitchcockowski suspens z konwencją psychologicznego thrillera spod znaku „Telefonu” (2002) Joela Schumachera. Niestety, finalną kompozycję trudno uznać za przykład filmowej symfonii – „Wirtuozowi” zdecydowanie bliżej do wodewilowej zgrywy. Abstrahując od nieco przekombinowanego, lecz w gruncie rzeczy sympatycznego McGuffina (nie mogę zdradzić, czym on jest), wokół którego utkano pajęczynę intrygi, film hiszpańskiego reżysera zaskakująco często osiąga efekt komiczny w tych scenach i sekwencjach, gdzie wymagane są powaga oraz napięcie. Jak bowiem na poważnie traktować ujęcia przedstawiające zdesperowanego Selznicka prowadzącego ożywioną dysputę z Clemem, podczas gdy palce bohatera bezbłędnie galopują po klawiaturze fortepianu? Wiem, muzyczny geniusz rządzi się swoimi prawami, ostatecznie zaś pobłażliwy widz może przełączyć aparat krytyki na tryb zawieszonego prawdopodobieństwa.

Z drugiej jednak strony, obserwowanie przez półtorej godziny zbolałego oblicza Wooda (nieważne, czy leci samolotem, rozmawia z żoną przez telefon, podejmuje muzyczne wyzwanie lub staje do finalnej konfrontacji ze złoczyńcą) wywołuje u odbiorcy lekko ironiczny uśmieszek, utrudniając zaangażowanie w dramaturgiczny aspekt filmu. Trzeba jednak oddać aktorowi sprawiedliwość i podkreślić, że w scenach koncertowych Wood wypada przekonująco – szczególnie w sekwencji przedstawiającej wykonanie początkowych pasaży „La Cinquette”.

Niestety, także John Cusack raczej nie może poszczycić się wybitną kreacją, prezentując się w całej okazałości dopiero w ostatnich kilkunastu minutach projekcji. Problem polega na tym, że aktor nie dysponuje „charyzmatycznym” głosem, jakim może się poszczycić Kiefer Sutherland, którego stricte audialny występ w przywoływanym już „Telefonie” zdominował „budkowe” wyznania Colina Farrella. Nieco lepiej prezentują się na ekranie: Amerykanka Kerry Bishé, znana z „Czerwonego stanu” (2011) Kevina Smitha czy „Operacji Argo” (2012) Bena Afflecka, Don McManus jako niezmiennie kibicujący bohaterowi dyrygent Reisinger, jak również Alex Winter (partner Keanu Reevesa w filmowym dyptyku o przygodach średnio rozgarniętych młodzianów Billa i Teda) w roli złowieszczego asystenta.

Do tej recenzenckiej beczki dziegciu chciałbym jednak dorzucić łyżkę miodu. Seans „Wirtuoza” może bowiem zapewnić kilka zupełnie przyzwoitych doznań estetycznych. Wartość dzieł(k)a Eugenio Miry podnoszą nieco: solidna oprawa dźwiękowa, nienaganny montaż, dynamiczna praca kamery (bazująca na jednym ujęciu sekwencja przedstawiająca wędrówkę bohatera zakamarkami filharmonii w oczywisty sposób przywołuje formalne eksperymenty Briana De Palmy) oraz pomysłowa kompozycja ujęć – w scenie sekretnego morderstwa wyraźnie czuć inspirację dreszczowcami Dario Argento. Mówiąc krótko: poprawny występ, który co prawda nie zostanie wygwizdany, ale na owację ze strony publiczności zdecydowanie nie ma co liczyć.
„Wirtuoz” („Grand Piano”). Reżyseria: Eugenio Mira. Scenariusz: Damien Chazelle. Obsada: Elijah Wood, John Cusack, Kerry Bishé, Allen Leech, Alex Winter, Tamsin Egerton, Don McManus i in. Gatunek: thriller psychologiczny. Produkcja: Hiszpania 2013, 86 min. Dystrybucja: Monolith Video.