Wydanie bieżące

1 października 19 (259) / 2014

Magdalena Kempna-Pieniążek,

PIĘĆ TYSIĘCY KILOMETRÓW NA SEKUNDĘ I TYLKO SIEDEM SCEN Z ŻYCIA

A A A
Do lektury komiksu Manuele Fiora zachęcają zamieszczone na skrzydełkach informacje związane z prestiżową nagrodą, jaką „Pięć tysięcy kilometrów na sekundę” zdobyło na festiwalu w Angoulême. I chociaż opowieść zawarta na kartach tego dzieła do szczególnie oryginalnych nie należy, sądzę, że po jej lekturze niewielu czytelników będzie wątpiło, iż wszelkie przyznane autorowi laury były zasłużone.

Historia, jakich wiele: ona, Lucia, i on, Piero, poznają się pewnego upalnego dnia gdzieś na włoskiej prowincji. Jakiś czas później ona wyjeżdża do Norwegii, by studiować dzieła Ibsena. Później wyjeżdża także i on – praca archeologa zabiera go aż do Egiptu. Potem ona wraca do Włoch. On także wraca, lecz nigdy na długo; kolejna ekspedycja, kolejna okazja do wyjazdu, przynajmniej do czasu, aż w jego życiu nie dojdzie do istotnego zwrotu. Relacja bohaterów trudna jest do ujęcia w słowa: kiedyś związała ich młodzieńcza miłość, później rozłączyła uraza. Mimo upływu czasu i dzielących ich tysięcy kilometrów wciąż są dla siebie ważni. Piero śni o Lucii pod rozgwieżdżonym egipskim niebem; Lucia z kolei z rozrzewnieniem wspomina ich „pierwszy raz” nawet wtedy, gdy nosi pod sercem dziecko innego mężczyzny. Jest jeszcze ten trzeci, Nicola, nie wiadomo, o kogo bardziej zazdrosny – czy o Lucię, która na swój sposób odebrała mu najlepszego przyjaciela, czy o Piera, który zdobył Lucię.

Wspomniana już zapowiedź ze skrzydełka informuje nas, że „Pięć tysięcy kilometrów na sekundę” to „portret pewnego pokolenia: ludzi trzydziestoletnich, którzy jednak nie mają poczucia stabilności i żyją z dnia na dzień, bez większych planów i marzeń. Kuszą ich tysiące modeli życia, ale żadnego nie potrafią wybrać dla siebie”. Opis ten zawiera chyba tylko część prawdy; być może niektórzy czytelnicy uznają, że nie zawiera jej w ogóle. Wydaje mi się, że dzieło Fiora to na swój sposób uniwersalna, w gruncie rzeczy bardzo smutna opowieść o wiecznie niezaspokojonym pragnieniu. Czasem jest to pragnienie ucieczki, a czasem pragnienie powrotu – każde z nich, nawet jeżeli zostanie zrealizowane, nie oferuje spełnienia, odsłaniając swoją prawdziwą istotę: bez względu bowiem na to, czy bohaterowie chcą uciekać, czy dokądś wrócić, nieustannie napędza ich marzenie o byciu gdzie indziej. W tym kontekście rzeczywiście „Pięć tysięcy kilometrów na sekundę” opowiada o braku stabilności, zwłaszcza tej emocjonalnej. W swoim komiksie Fior kreśli wizerunek świata przesiąkniętego, a może nawet przeżartego melancholią, tęsknotą i niemożnością jej uciszenia.

Historia Piera i Lucii, ujęta w siedem epizodów z ich życia (zarówno tego wiedzionego razem, jak i osobno), nie byłaby z pewnością nawet w połowie tak przejmująca, gdyby nie wielka wizualna uroda komiksu. W „Pięciu tysiącach kilometrów na sekundę” znajdziemy trochę melancholijnego bezczasu charakterystycznego dla obrazów Giorgia de Chirico, trochę impresjonistycznej nostalgii za bezpowrotnie umykającą chwilą i trochę surrealnego oniryzmu. Szkicowane przez Fiora postaci są delikatne w swojej przemijalności, a przestrzeń – choć bogata w detale – wydaje się utkana z samego światła (lub jego braku): złotego blasku włoskiego słońca, chłodnej, błękitno-szarej poświaty norweskiej nocy polarnej, sprzyjającego intymności mroku nocnego lokalu. Lekka kreska i mocne barwy – oto istota stylu Fiora. Kiedy Lucia jest w ciąży, w kadrach, w których się ukazuje, pojawiają się różowe motywy, jak gdyby kobiecość bohaterki rozlewała się na cały jej świat, a kiedy Piero majaczy w gorączce, Egipt – łącznie z piramidami – tonie w chorobliwych zieleniach i brązach.

Wydaje się, że Piero, Lucia, a najprawdopodobniej także Nicola i inne drugoplanowe postaci, znają tylko dwa sposoby bycia w świecie: poczucie obcości oraz całkowite, beznadziejne uwięzienie w rzeczywistości. Nawet jednak wtedy, kiedy czują się zupełnie niezakorzenieni w otaczających ich realiach (Lucia w Norwegii, Piero w Egipcie), świat maluje się w takich barwach, jakie sami im nadają. Pytanie, czy ten świat jest rzeczywisty, czy też stanowi tylko efemerydę zrodzoną z pragnień i tęsknot postaci, pozostaje otwarte.

Nadzieje młodości, marzenie o byciu wolnym, rozczarowanie kolejnymi związkami, rozgoryczenie narastające wraz z upływem lat, znużenie codziennością – jakimś cudem Fiorowi udało się zawrzeć to wszystko w siedmiu scenach z życia Lucii i Piera. Może nawet udało mu się więcej: ostatni epizod, przywołujący początek całej historii, pokazuje coś jeszcze innego – już nie melancholię bycia-w-świecie, ale idealizującą pracę pamięci. Złote światło przenikające końcowe kadry jest takie samo, a zarazem inne niż na pierwszych stronach komiksu. Tam paliło niczym żar płynący z nieba; tutaj grzeje ciepłem chwili tak idealnej, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek rzeczywiście miała miejsce…
Manuele Fior: „Pięć tysięcy kilometrów na sekundę” („Cinq mille kilomètres par seconde”). Tłumaczenie: Katarzyna Koła. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2014.