Wydanie bieżące

1 października 19 (259) / 2014

Mirosław Skrzydło,

SUPERBOHATEROWIE W KONWENCJI SF (TAJNE WOJNY)

A A A
Pojęcie crossover na stałe wpisało się w nowożytną historię komiksu superbohaterskiego. W owych „krzyżówkach” poznajemy wspólne przygody herosów/łotrów (opuszczających na chwilę swoje macierzyste serie), którzy do tej pory nie działali na jednym froncie. Często wydarzenia ukazane w tego typu historiach odciskają trwałe piętno na przyszłych losach konkretnych postaci, co potwierdza lektura ukazującego się oryginalnie w latach 1984-1985 dwunastoodcinkowego cyklu „Tajne wojny” stworzonego przez scenarzystę Jima Shootera oraz grafików Mike’a Zecka i Boba Laytona.

Już na pierwszej stronie komiksu znajdujemy czołówkę niedzielnego wydania „Daily Bugle” informującego o dziwnych zdarzeniach, które doprowadziły do zniknięcia kluczowych herosów z uniwersum Marvela. W chwilę później przenosimy się do nieznanej galaktyki znajdującej się gdzieś na rubieżach wszechświata, stamtąd zaś – na egzotyczną planetę, będącą miejscem niecodziennego przedsięwzięcia. Spider-Man, Thor, Hulk, Iron-Man, Kapitan Ameryka, Fantastyczna Czwórka (bez Invisible Woman) czy formacja X-Men to tylko niektóre z ofiar teleportacji, które w pozaziemskiej scenerii stają do walki z ferajną znanych skądinąd adwersarzy (takich jak Doktor Doom, Lizard, a nawet sam Galactus). Z czasem na horyzoncie pojawia się także Beyonder, główny sprawca całego zamieszania, który odsłania przed wojownikami kolejne punkty swego diabolicznego planu.

Na pierwszy rzut oka mamy zatem do czynienia z toporną i przewidywalną batalią między (jasno nakreślonymi) siłami dobra i zła – ot, sztampową historyjką dla niewymagającego czytelnika. Nic bardziej mylnego! „Tajne wojny” są w rzeczywistości niezwykle wciągającą opowieścią o trudnych sojuszach, władzy i odkupieniu, w dodatku silnie osadzoną w konwencji SF oraz bazującą na konfrontacji różnych systemów wartości, kodeksów moralnych czy światopoglądów. Stąd w fabule nie mogło zabraknąć wszelkiej maści poczwar i kreatur, obcej technologii, statków kosmicznych, zabójczych wynalazków oraz niebezpiecznych eksperymentów.

Chociaż w galaktycznym starciu uczestniczy ponad trzydziestu „gladiatorów w trykotach”, większość z nich nie stanowi na szczęście elementu tła dla permanentnej plątaniny. Znamiennym przykładem jest wątek Bena „The Thing” Grimma, który w tej rzeczywistości może swobodnie funkcjonować nie tylko w ludzkiej postaci, ale także jako charyzmatyczny człowiek-skała. Jim Shooter przekonująco ukazał również działania Magneto, który w obliczu potężnego nieprzyjaciela postanowił porzucić przestępczą działalność i połączyć siły z dotychczasowym wrogiem, czyli podopiecznymi Charlesa Xaviera. Nie zabrakło miejsca na silnie wyeksponowany wątek miłosny, a konkretnie trójkąt uczuciowy (dla jasności: dwóch mężczyzn zakochanych w jednej dziewczynie) pomiędzy Colossusem, Ludzką Pochodnią a przynależącą do obcej rasy uzdrowicielką Zsaji. Finał tego związku to chwytająca za serce graficzna aria na cześć prawdziwej miłości gotowej na wszystko.

Z kolei warstwa plastyczna „Tajnych wojen” jest popisem kunsztu duetu Mike Zeck-Bob Layton. Amerykańscy rysownicy bezbłędnie oddają klimat mrocznej opowieści Jima Shootera, rewelacyjnie ukazując przy tym dynamikę oraz dramaturgiczny wymiar pojedynków, nie mówiąc już o planszach przedstawiających efektowne kataklizmy. Co więcej, styl prac grafików kojarzy się ze spektakularnymi kadrami charakterystycznymi dla dorobku Jacka Kirby’ego. Paleta żywych barw, idealnie ukazywane emocje bohaterów, ciekawe rozwiązania wizualne oraz przykuwające uwagę okładki poszczególnych zeszytów to cechy świadczące o iście zegarmistrzowskiej precyzji artystów tworzących klasyczną dziś serię.

„Tajne wojny” odegrały kolosalną rolę w kształtowaniu przyszłej panoramy marvelowskiego uniwersum. Ben Grimm postanowił pozostać na planecie Beyondera, Colossus, oczarowany wdziękami Zsaji, zakończył swój związek z Kitty Pride, a odmieniony Magneto objął tymczasowe dowództwo nad X-Menami. Najbardziej znaczącej przemiany doświadczył jednak Spider-Man, który na obcym lądzie przypadkowo natknął się na kosmicznego symbionta, w niedługim czasie stającego się czymś więcej niż tylko nowym, bardziej mrocznym kostiumem Człowieka Pająka. Cykl, będący de facto pretekstem do stworzenia linii (średnio) popularnych zabawek, okazał się olbrzymim sukcesem komercyjnym, torującym drogę nieznośnie wtórnym graficznym kontynuacjom. Dzieło tria Shooter-Zeck-Layton to bez wątpienia jeden z najlepszych tytułów ukazujących się pod szyldem Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, w pełni zasłużenie osiągający rangę kanonicznej pozycji na niwie superbohaterskiej mitologii.
Jim Shooter, Mike Zeck, Bob Layton: „Tajne wojny” („Marvel Super Heroes Secret Wars”). Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawnictwo Hachette Polska. Warszawa 2013-2014. [Wielka Kolekcja Komiksów Marvela].