Wydanie bieżące

1 października 19 (259) / 2014

Przemysław Pieniążek,

GROZA O AROMACIE KWITNĄCEJ WIŚNI (HIDEOUT / BLACK PARADOX / REMINA. GWIAZDA PIEKIEŁ)

A A A
Rok 1989. Pisarz Seiichi Kirishima przybywa wraz z żoną Miki na tropikalną wyspę, mając cichą nadzieję, że wspólna podróż ukoi ich zranione serca. Jednak wciąż żywe wspomnienie tragedii, która napiętnowała małżeństwo bohaterów, podaje w wątpliwość szansę pary na nowy początek. Problem polega także na tym, że aura sielanki jest tylko pękającą z minuty na minutę fasadą maskującą skrajne emocje, czekające na stosowną okazję, by eksplodować w akcie morderczego szału. I wtedy na drodze protagonistów – zagubionych pośród skąpanego w deszczu lasu – pojawia się tajemnicza jaskinia.

Stylizowany na pamiętnikową relację „Hideout” Masasumi Kakizakiego stopniowo odsłania przed czytelnikiem kolejne mroczne sekrety rodziny Kirishima, starannie budując dramaturgię w oparciu o klasyczne motywy rodem z opowieści grozy. Widmo krwawej przeszłości spowijającej pozornie rajski zakątek, samochód odmawiający posłuszeństwa w odludnym miejscu, burzowy anturaż, wizyta w złowrogiej pieczarze oraz spotkanie z jej upiornymi rezydentami… – pochodzący z Hokkaido mangaka zmyślnie żongluje gatunkową topiką, przyznając się do inspiracji prozatorskim dorobkiem Stephena Kinga.

Rzeczywiście, poziom traumy przelanej na karty komiksu dorównuje emocjom towarzyszącym lekturze „Smętarza dla zwierzaków”, aczkolwiek z fabularnego punktu widzenia albumowi Kakizakiego zdecydowanie bliżej do dreszczowców spod znaku „Poza sezonem” Jacka Ketchuma czy „Wzgórza mają oczy” Wesa Cravena. Warto jednak zaznaczyć, że choć dzieło Japończyka posiada zadatki na ekstremalny torture porn (gdzie role kata i ofiary nie są przypisane raz na zawsze), to szczęśliwie nie epatuje werystycznie rozpisanymi scenami gwałtów i sadystycznej przemocy w stopniu, jakiego można byłoby się po nim spodziewać.

Atutem „Hideout” jest klarująca się z każdą kolejną stroną aura osaczenia oraz nadciągającej eskalacji, w czym niemałą rolę odgrywa sugestywna przestrzeń jaskini – z jednej strony będącej miejscem kaźni, z drugiej natomiast azylem, gdzie rozbita rodzina (w perwersyjny sposób) znów może się zjednoczyć. Mangę Masasumi Kakizakiego można odczytywać jako przerażające studium szaleństwa wyrosłego na glebie alienacji, żalu oraz rozczarowania, ale przede wszystkim jest ona solidnym przerażaczem, pozostawiającym odbiorcę z poczuciem emocjonalnego dyskomfortu jeszcze długo po zakończeniu lektury.

***

Miłośnikom azjatyckiej odmiany grozy z pewnością nie trzeba rekomendować dorobku Junjiego Ito – twórcy popularnych także w naszym kraju horrorów „Spirala” oraz „Gyo. Odór śmierci”. Nietuzinkowy autor (z zawodu technik dentystyczny) specjalizuje się w graficznych fantasmagoriach, w których ramach zabiera czytelnika w podróż do miejsc, gdzie racjonalistyczny światopogląd oraz zdrowy rozsądek przestają obowiązywać. W „Black Paradox” mangaka przedstawia perypetie czwórki (nie)znajomych, którzy za pośrednictwem tytułowej strony internetowej zawiązują samobójczy pakt. Każde z nich ma określony powód, by rozstać się z życiem.

Marusou, prześladowana wizjami nadchodzących katastrof, chce uwolnić się od egzystencjalnego niepokoju, podczas gdy Taburou wciąż napotyka swojego sobowtóra, co według bohatera jest omenem rychłego zgonu. Dla naukowca Piitana ucieczka w śmierć to jedyna alternatywa w sytuacji, gdy stworzony na jego podobieństwo „najbardziej humanoidalny robot na świecie” budzi większe zainteresowanie niż ludzki oryginał, zaś Baracchi nie bez powodu ukrywa połowę swojej twarzy pod falą długich włosów.

Kiedy bohaterowie wyruszają w ostatnią podróż, po drodze mija ich samochód, w którym Marusou dostrzega trzy osoby do złudzenia przypominające jej towarzyszy. Czyżby także ich sobowtóry postanowiły umrzeć? A może to kompani dziewczyny nie są tymi, za kogo się podają? Jedno jest pewne: feralna czwórka, podobnie jak czytelnicy, z pewnością nie będzie narzekać na brak (groteskowych) atrakcji. Przykład? Z żołądka Piitana, a w zasadzie z odcinka organu zwanego odźwiernikiem, wydostają się połyskliwe kule zwane paradonitami, które okazują się czymś więcej niż tylko jubilerskim okazem.  

Jak widać, chorobliwa wyobraźnia Junjiego Ito ma się wyjątkowo dobrze, o czym świadczą także obecne w „Black Paradox” niekonwencjonalne wolty fabularne. Nawiedzone, budzące autentyczną grozę kadry (tradycyjnie dopracowane pod względem estetycznym) doskonale podbudowują ponury klimat tej historii o niebezpiecznych związkach między światem żywych i umarłych, będącej równocześnie przewrotną makabreską piętnującą ludzką chciwość oraz skłonność do folgowania niezmiennym od stuleci egoistycznym pragnieniom.

Trzeba podkreślić, że obok tytułowego utworu w albumie „Black Paradox” znalazły się także dwie graficzne nowele. Pierwsza z nich – „Lizawa” – jest wyjątkowo sugestywną, choć podszytą nutą absurdu opowiastką o tajemniczej kobiecie, której imponujący gabarytami toksyczny język zbiera śmiertelne żniwo. Drugi epizod („Upiorny pawilon”) to z kolei barwna – w każdym tego słowa znaczeniu – miniaturka z gościnnym występem spotworniałego kormorana. Jedną z najważniejszych zalet dzieł Ito, poza walorem fabularnym i wizualnym, jest pieczołowitość, z jaką autor konstruuje dramaturgię. Czytelnik niejednokrotnie staje przed wyborem, czy w trakcie lektury przewrócić kolejną stronę, mając świadomość czekających nań okropieństw. Ale ciekawość, będąca pierwszym stopniem do piekła, zawsze zwycięża.

Skoro poruszyłem już temat inferno, warto w tym miejscu przywołać inny dreszczowiec sygnowany nazwiskiem autora „Tomie”. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: w odległym zakątku gwiazdozbioru Hydry znajduje się tunel czasoprzestrzenny – przełomowe odkrycie laureata nagrody Nobla, doktora Ooguro. Trzydzieści lat później z międzywymiarowego portalu wyłania się niezidentyfikowane ciało niebieskie, które dumny naukowiec postanawia ochrzcić imieniem swojej jedynej córki, Reminy. Nie bez powodu zresztą – planeta zamanifestowała swoją obecność dokładnie w dzień  szesnastych urodzin bohaterki. Wrażliwa, lekko zahukana dziewczyna błyskawicznie zostaje ulubienicą mediów oraz obiektem westchnień członków jej coraz liczniejszych fanklubów.

Sytuacja ulega diametralnej zmianie, gdy do opinii publicznej docierają wiadomości o tym, że złowieszczy glob – mknący szybciej niż prędkość światła – nieubłaganie zmierza w stronę Ziemi, pochłaniając przy okazji wszystkie ciała niebieskie znajdujące się na torze jego lotu. Oszalała ze strachu ludzkość zwraca się w stronę niedawnego obiektu uwielbienia, upatrując w córce doktora Ooguro powód kosmicznego kataklizmu. Rozjuszony motłoch skrzętnie stawia krzyże, na których ma dokonać się przebłagalna ofiara złożona z Reminy oraz jej ojca. Chociaż cudownym zbiegiem okoliczności bohaterce udaje się uwolnić z drzewa boleści, jej kaźń bynajmniej jeszcze nie dobiegła końca.  

Osadzona w scenerii (nie)dalekiej przyszłości „Remina. Gwiazda piekieł” to dynamiczna, imponująca wizualnym rozmachem opowieść przywołująca ducha prozy Howarda Phyllipsa Lovecrafta. Autor mangi przekonująco obrazuje niską kondycję rodzaju ludzkiego w obliczu „sytuacji kryzysowej”, serwując przy tym mnogość zaskakujących rozwiązań dramaturgicznych, takich jak chociażby zapierające dech w piersiach pościgi w warunkach zmniejszonej grawitacji, będących następstwem wzrostu prędkości ruchu obrotowego Ziemi (sic!) polizanej przez monstrualną imienniczkę Reminy. Na uwagę zasługuje również unikalny status ontologiczny toksycznej planety (Hans Rudi Giger byłby dumny) przejawiającej symboliczną więź z torturowaną protagonistką, będącą kluczowym elementem refleksji Ito na temat martyrologii i religijnego obłędu, a także uprawianej przez niego zjadliwej krytyki celebrytyzmu. Otwarty, mocno ambiwalentny finał historii daje czytelnikowi chwilę oddechu przed deserem, jakim jest zamykająca album nowela „Miliardy szwów”: nastrojowy dreszczowiec podszyty społecznym komentarzem poruszającym problem szeroko rozumianej alienacji.

Ukazujący się nakładem oficyny J.P. Fantastica psychologiczny thriller Masasumi Kakizakiego oraz silnie działające na podświadomość graficzne horrory Junjiego Ito z dużą dozą prawdopodobieństwa zapewnią czytelnikom kilka nieprzespanych nocy.
Masasumi Kakizaki: „Hideout”. Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała. Wydawnictwo J. P. Fantastica. Mierzyn 2014.
Junji Ito: „Black Paradox”. Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała. Wydawnictwo J. P. Fantastica. Mierzyn 2014.
Junji Ito: „Remina. Gwiazda piekieł” („Jigokuboshi Remina”). Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała. Wydawnictwo J. P. Fantastica. Mierzyn 2014.