ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (68) / 2006

Dominika Krzemień,

KILKA ISKRZEŃ...

A A A
„Most i drzwi” Georga Simmla jest wyborem esejów powstałych w latach 1894 – 1918 i stanowi dobre wprowadzenie do dzieła i myśli wiedeńskiego... I w tym miejscu pojawia się problem, który zamieszczone w zbiorze teksty funkcjonalizuje: Simmel-badacz pisze bowiem z pozycji zarówno filozofa, estetyka, jak i psychologa oraz socjologa. Ów pluralizm podmiotu piszącego odzwierciedla pragnienie osiągnięcia jak najszerszej perspektywy oglądu danego zjawiska, bez względu na to, czy jest to ucho dzbana, fenomen Wenecji (którą podówczas zajmowano się namiętnie: wystarczy przypomnieć eseje Henry’ego Jamesa, Stendhala, Siegfried Kracauera czy Tomasza Manna), moda (która także znajdowała się w centrum zainteresowania modernistów: Walter Benjamin, Tomas Carlyle, Charles Baudelaire...), analizy płócien czy ramy obrazu. Georga Simmla można zupełnie niedoceniać jako naukowca (choć przecież jego uczniami byli bezpośrednio Siegfried Kracauer, Georg Lukács czy Walter Benjamin, a jego myśl inspirowała Karola Irzykowskiego, Ernsta Blocha, Heinricha Rickerta), niemniej nie można mu odmówić pasji oraz trafnych uwag dotyczących fenomenów życia codziennego. Bo właśnie w tym nurcie myśli europejskiej (która nazwę swą zawdzięcza „Philosophie des Lebens” Rickerta) umieszcza Simmla Tadeusz Gadacz („Simmel i filozofia życia”. „Sztuka i Filozofia” 2005, nr 27, s. 5-30). O ile, bowiem, niektóre uwagi dotyczące na przykład mody wydają się dziś przestarzałe i nieaktualne (uzależnienie jej od klasy społecznej: „moda jako taka nie może być powszechna” s. 24, „nowa moda przystoi tylko stanom wyższym”, s. 23), o tyle subtelna i zaskakująca wydaje się analiza ucha wazy, które „ze swoim dwoistym znaczeniem i charakterystyczną ostentacją” okazuje się „jednym z najbardziej zastanawiających fenomenów estetyki” (s. 157-158).

Czasami drażni Simmlowskie upodobanie do analogii, nie zawsze zresztą trafnych, często powikłanych (jak chociażby w przypadku tych daleko wysuniętych w odniesieniu do fenomenu Alp, w których upatruje autor podobieństw do muzyki, w ogóle podróży czy wreszcie... gdy porównuje alpinistę do gracza). Jednak chyba największym zarzutem wobec p i s a r s t w a Simmla jest jego mizoginizm, który zresztą charakteryzował dużą część moderny. Wystarczy wymienić chyba najbardziej spektakularnych przedstawicieli tego „nurtu”: Otto Weiningera z jego słynną „Płcią mózgu”, Fryderyka Nietzschego, Augusta Strindberga, Artura Schopenhauera (obraz kobiety wyłaniający się zza kart „Metafizyki miłości płciowej” jawi się jako z gruntu biologiczno-darwinistyczny), Charlesa Baudelaire’a (kobieta jako „piękne zwierzę” i „samica mężczyzny”) czy naszego Tadeusza Żeleńskiego-Boya (który przy każdej możliwej okazji podkreślał głupotę płci żeńskiej). Oto, na chybił trafił, „naukowe” spojrzenie badacza: „ich [kobiet – przyp. D. K.] psychologiczna natura – w przeciwieństwie do męskiej – jest mniej zróżnicowana, wykazuje więcej cech jednakowych, mniej odbiega od przeciętnej” („Z psychologii mody. Studium socjologiczne”, s. 27). Bądź też: „Wspomniałem przedtem, że dwoistość kokieterii nie narusza typowej psychicznej monolityczności kobiety (...)” („Z psychologii kokieterii”, s. 241).

Zresztą często zdarza się, że to, co w oczach socjologa jawi się jako posiadające znamiona „naukowości”, jest tylko stereotypowym odtworzeniem powszechnego poglądu: „Każda epoka stara się sprowadzić nieprzebrane bogactwo swoich zjawisk do dualistycznej opozycji, która w najbardziej uproszczonej postaci wyrażałaby podstawowe kierunki, jakimi podąża ludzka myśl i serce” („Estetyka socjologiczna”, s. 32).

W ogóle zadziwia „dualne”, binarne uporządkowanie wszelkich problemów, które znajdują się w polu widzenia badacza. W zasadzie każde zjawisko można sprowadzić do owych, zawsze wzajemnie się wykluczających, aspektów, tworzących coisidentia oppositorum. I, o ile w niektórych przypadkach dane zjawisko można zdefiniować jako taki właśnie twór wzajemnie się wykluczających i uzupełniających opozycji, o tyle w większości przypadków pozostaje chwytliwą i ładnie brzmiącą, ogólną formułą. Bo to, co Simmel chciałby rozumieć jako abstrakcyjne, z reguły jest po prostu o g ó l n e – a takie postawienie sprawy tworzy nie tylko kolosalną różnicę, lecz przede wszystkim przeczy dyskursowi filozoficznemu, do którego pretenduje. Podobnie dzieje się w tych momentach, w których badacz wciela się w rolę psychologa; według niego procesy psychiczne sprowadzają się do jednostkowego, poszczególnego. Owa metoda sprawdza się, i owszem, ale tylko w tych fragmentach, w których Simmel analizuje dzieło sztuki lub jego detal, a nie, jak chciałby autor, episteme. A to już domena estetyki. W tym właśnie miejscu, tak naprawdę, można odnaleźć bardziej subtelne i delikatne sądy – nie bez powodu to właśnie Kant ze swoją koncepcją smaku znajduje się w centrum inspiracji autora „Filozofii pieniądza”. Jednak, o ile sądy wartościujące w obliczu dzieła sztuki są możliwe do przyjęcia, o tyle postawa badacza-socjologa czy psychologa wymaga twierdzeń sprawdzalnych empirycznie, albo nawet mogących takiemu sprawdzeniu podlegać; Simmel zdaje się tylko przytaczać sądy powszechne, które często operują stereotypem.

Lektura zbioru esejów Georga Simmla stanowi ciekawy i ważny przyczynek do historii myśli europejskiej. W tekstach, jak w zwierciadle, odbija się szereg problemów oraz zjawisk nurtujących ówczesnych pisarzy, czy raczej: eseistów. Bo właściwie na tym polega paradoks autora „Socjologii”, pretendując do bycia filozofem, socjologiem czy psychologiem, w ostateczności pozostaje całkiem sprawnym eseistą. Niektóre z opisów dzieł sztuki tworzą swoje własne historie, które skrzą się w blasku zawsze przemijalnego Teraz. Być może najbliższy Simmlowi jest właśnie idiom poetycki z ducha modernizmu: tchnący tęsknotą za utraconym rajem wiecznego trwania (la lange dureé). W jednej z krótkich miniaturek bohater – narrator wykrzykuje: „Rzeczywistość stawia mi zbyt wielki opór” („Żaden poeta”. Przeł. M. Tokarzewska. ”. „Sztuka i Filozofia” 2005, nr 27, s. 130). Właśnie tam, gdzie Simmel próbuje uchwycić „tą straszną Rzeczywistość” (przytaczając słowa Czesława Miłosza) i zbliża się tym samym do bycia artystą, odnajduję przyjemność lektury. Dla tych kilku iskrzeń chyba warto sięgnąć po najnowszy zbiór esejów Georga Simmla.
Georg Simmel: „Most i drzwi. Wybór esejów”. Przeł. M. Łukaszewicz. Warszawa 2006.