Wydanie bieżące

15 października 20 (68) / 2006

,

BELL & SEBASTIAN

A A A
„Late Night Tales”. Azuli 2006.
“Late Night Tales” nie jest kolejnym albumem w dyskografii zespołu. Na dobrą sprawę te trzy słowa nie są nawet nazwą płyty. Firma Azuli pod tym szyldem wydaje serię płyt, na których poszczególni wykonawcy dzielą się swoimi fascynacjami muzycznymi. Do tych artystów, oprócz wyżej wymienionego, należy Air, The Flaming Lips, Jamiroquai, Sly & Robbie, Nightmares On Wax, Kid Loco, Groove Armada, Zero 7, czy też Howie B.

Na wydawnictwie Bell & Sebastian zawarto 26 utworów wykonawców z różnych muzycznych gatunków i epok. Ponieważ dominuje zasada różnorodności i wielości znajdziemy tu m. in. „Rings Of Fire” Johnny Casha, „Green Grass Of Tunnel” Mum, „Bedinerie From Bach's Orchestral Suite No.2 In B Min” w wykonaniu Boston Baroque, doskonale znanego publiczności festiwali w Sopocie w latach 70. Demisa Roussosa, którego „O My Friends You've Been Untrue To Me”, zmienia się nagle w... „French Disko” Stereolab! Satysfakcją dla polskiego odbiorcy może być umieszczenie na płycie rodzimego zespołu Novi Singers z utworem „Coś Specjalnego”.

Słuchanie tego albumu to nie tylko podróż przez dziesięciolecia muzyczne, ale świetny dokument o tym, jak wraz z latami zmieniają się sposoby nagrywania muzyki, uwieczniania jej fluidów. Wystarczy porównać choćby „Cissy Strut” Butch Cassidy Sound System ze współczesnymi nam produkcjami, aby zorientować się, że w starszych nagraniach jest więcej muzyki, podczas gdy obecnych przesadnie przywiązuje się wagę do klarowności dźwięku, zatracając po drodze pierwotną energię muzyki na rzecz cyfrowej jakości. Podróż przez bluesa, jazz, easy listening, folk, muzykę baroku, pop, hip-hop, rock i bossanovę uświadamia rozległość zainteresowań członków Bell & Sebastian. Pokazuje skąd czerpią inspiracje i jacy wykonawcy są dla nich istotni, choć niekoniecznie muszą być to artyści bardzo znani. Pokazuje ich otwartość na dźwięki. O dziwo, dla niektórych polskich słuchaczy i decydentów z firm fonograficznych, na płycie nie znaleźli się ani Sting, ani Pink Floydzi. Na szczęście.
Pomysł na serię „Late Night Tales” jest zaskakująco prosty i daje ciekawe wyniki. Interesującą rzeczą jest poznanie gustu muzycznego ulubionego wykonawcy, skonfrontowanie go ze swoim, dowiedzenie się, jaka muzyka na niego wpływa i jak to się ma do jego twórczości. Uświadamia również, że gdyby opierać się jedynie na radiu i telewizji w kwestii kształtowania własnych preferencji muzycznych, to każdy z nas byłby wioskowym przygłupem. Uświadamia ważność indywidualnych wyborów i poszukiwań nawet w miejscach rzadko odwiedzanych przez innych.