Wydanie bieżące

15 października 20 (260) / 2014

Natalia Kaniak,

NIE MASZ POJĘCIA O ZAMKU

A A A
Komiksowe adaptacje literatury od kilku dobrych lat cieszą się niemałą popularnością. Na warsztat poszły już takie klasyki, jak „Frankenstein” Mary Shelley, „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego czy „Proces” Franza Kafki. Ostatni z wymienionych został zaadaptowany przez Davida Zane’a Mairovitza (specjalistę od twórczości urodzonego w Pradze pisarza), który w książkach „Introducing Camus” czy „Wilhelm Reich for Beginners” przybliżał czytelnikom meandry klasycznej literatury. „Zamek” to komiksowe odczytanie ostatniego dzieła Franza Kafki, bazujące na niedokończonym rękopisie pisarza.

Twórcy albumu pozostali wierni oryginałowi i zakończyli opowieść tam, gdzie urywa się tekst manuskryptu. Podobnie sytuacja wygląda z tłumaczeniem – Mairovitz bazował na kilku oryginalnych wersjach rękopisu, a podczas pracy nad scenariuszem samodzielnie tłumaczył je na język angielski. Hubert Brychczyński, sięgając po „The Castle”, również dokonał przekładu, nie posiłkując się już istniejącym, który nadal chroniony jest prawem autorskim. Wszystkie te zabiegi wydają się strzec oryginalności dzieła, twórców komiksu oraz dziedzictwa zmarłego pisarza. Czy jednak graficzna adaptacja rzeczywiście wnosi coś nowego do recepcji literackiego oryginału?

Z pewnością nie można odmówić jej tego, co u Kafki pomija się podczas nieuważnej lektury. Mowa o ironii, z jaką artysta traktował swoich bohaterów oraz o specyficznym poczuciu humoru, dzięki któremu czytelnikowi łatwiej wczuć się w los postaci. Na tym jednak kończą się zalety tego wydawnictwa. Wszystko przez warstwę wizualną, której prostota okazała się dlań zgubna. Twórca ilustracji, Jaromir 99, ma na koncie jeden z popularniejszych komiksów, które doczekały się nagradzanej na całym świecie ekranizacji. Mowa o trylogii „Alois Nebel”, w której plansze, zdominowane przez grubą kreskę oraz mocny kontrast, budowały klimat nocnych, kolejowych opowieści. W „Zamku” ów zabieg doprowadzono do ekstremum. Plamy czerni, szarości i bieli wręcz odstręczają, a wycinankowa konwencja, rodem z gotowego filtru Photoshopa – mówiąc delikatnie – zabija projekt. „Kanciasta” estetyka nie przeszkodziła w nominowaniu albumu Mairovitza do Nagrody Eisnera w kategorii „Najlepsza adaptacja z innego medium”. Laureatem komiksowego Oscara został jednak Darwyn Cooke za tom „Parker: Slayground”.

Warto mimo wszystko zaznaczyć, że sam koncept kadrowania oraz budowania atmosfery, jaka miała zionąć z ciemnych, ponurych rysunków, były w swoim zamierzeniu bardzo trafne. W komiksie znajdziemy bowiem świetnie zilustrowane klaustrofobiczne przestrzenie, w których Kafka z lubością umieszczał swoich bohaterów. Podobnie stało się z przedziwną proksemiką, jaka cechuje jego postaci oraz specyficznymi zabiegami scenograficznymi. Buchająca z łaźni para miesza się tu z puszystością śniegu za oknem, a otulająca wszystko ciemność (skontrastowana z ostrym światłem) dodaje całości posmak histerii, z jaką kojarzymy literacki pierwowzór komiksu Mairovitza.  

Można uznać, że geometryczność twarzy oraz pewna szorstkość rysunków korespondują z charakterem postaci, jakie kreował w swojej twórczości autor „Ameryki”. Takie rozwiązanie wydaje się jednak równie banalne jak fakt, że oblicze K. wykreowano na podobieństwo samego pisarza. W efekcie, przez nieudaną szatę graficzną, koncept urwanej opowieści nie pozostawia w czytelniku uczucia niedosytu, lecz wyraźną ulgę. Aż chciałoby się rzec: „Jaromirze, nie masz pojęcia o »Zamku«”…
Franz Kafka, David Zane Mairovitz, Jaromir 99: „Zamek” („The Castle”). Tłumaczenie: Hubert Brychczyński. Wydawnictwo Centrala-Mądre Komiksy. Poznań 2014.