Wydanie bieżące

1 listopada 21 (261) / 2014

Radosław Pisula,

CZŁOWIEK ZWANY HEX (ALL-STAR WESTERN: SPLUWY W GOTHAM)

A A A
Restartująca uniwersum DC inicjatywa „Nowe 52” w lwiej części poświęcona została przygodom trykociarzy. Jednak nawet w tak skodyfikowanym gatunku zdarzają się „bękarty”, które chcą iść swoją drogą i nawet nie myślą o wkładaniu peleryny. Dobrym tego przykładem jest rewolwerowiec Jonah Hex, bohater cyklu „All-Star Western”.

Protagonista kowbojskiego periodyku, oszpecony i wychowany przez Indian cynik, to klasyczny bohater DC, powołany do życia w latach 70. – w czasie boomu na komiksy poświęcone preriowym zabijakom, umiejętnie wzmaganego przez klasyczne amerykańskie westerny oraz ich (dużo brutalniejsze) włoskie odpowiedniki. Hex był częścią wspólnego uniwersum, ale zawsze żył gdzieś na boku, zamknięty w czasowej bańce. To pozwalało mu przeżywać przygody bez wewnętrznych ograniczeń wydawnictwa, czego przykładem jest siedemdziesiąt numerów świetnej serii pióra duetu Jimmy Palmiotti i Justin Gray, publikowanej w latach 2005–2011.

„All-Star Western” to pod pewnymi względami bezpośrednia kontynuacja poprzedniego miesięcznika autorstwa wspomnianych scenarzystów. Zmienione zostały jedynie tytuł i format (epizodyczne historie zastąpiła ciągła fabuła), a same przygody Hexa w większym stopniu zostały włączone w głównonurtową narrację. Bohatera poznajemy w chwili jego przyjazdu do prężnie rozwijającego się Gotham City końca XIX wieku. Para i elektryczność coraz śmielej wprowadzają miasto na nowy etap urbanistycznej ewolucji, jednak realia co chwilę przypominają o tym, że owa metropolia jest siedliskiem zła.

Już na starcie kowboj musi zastrzelić grupkę kryminalistów, a to dopiero początek krwawych wydarzeń. Okazuje się bowiem, że seryjny morderca zabija kobiety i pozostawia na miejscu zbrodni wypisane (w różnych językach) posoką słowo „Strach”. Nieprzebierający w środkach łowca nagród ma za zadanie rozwiązać zagadkę, a pomoże mu w tym Amadeusz Arkham – lekarz, fascynat psychologii oraz przeciwieństwo gruboskórnego rewolwerowca. Śledztwo i kolejne wyplute z pistoletu kule prowadzą bohaterów do gniazda korupcji, tajnych stowarzyszeń, artefaktu zwanego Biblią Zbrodni oraz tajemnicy zaginionych dzieci.

„Spluwy z Gotham” są westernem z wszystkimi jego podstawowymi elementami – mamy tu bójkę w saloonie, prostytutki, zakazane facjaty i mnóstwo strzelanin. Główna oś komiksu opiera się jednak na śledztwie, dzięki czemu fabuła nie nuży, rozwijając się w dobrym tempie. Jonah Hex nieprzypadkowo przypomina bezceremonialnego Batmana ze słabszym kręgosłupem moralnym, a w parze z Arkhamem tworzy dynamiczny duet, oparty na konwencjonalnych opozycjach. Prowadzi to do kilku niezłych dialogów oraz wydatnie wspomaga narrację. Ze względu na tematykę, komiks jest również brutalniejszy niż przeciętny miesięcznik z DC – Hex bez wahania dziurawi bandyckie czaszki, a krew tryska, aż miło. Sama fabuła rozwija się powoli, przygotowując się do szerszego rozwinięcia wizji świata przedstawionego, co niestety ma też swoje złe strony.

Nawiązania do współczesnego nam Gotham są czasami boleśnie łopatologicznie, szczególnie, że w albumie pojawiają się przodkowie Wayne’a i Pingwina, z tła wyzierają nawiązania do Trybunału Sów, a pod rezydencją mieszkają Bat-Indianie (co nie jest jeszcze największym kuriozum). Mało w tym wyczucia, a zabieg ten zbytnio odciąga uwagę od głównego wątku, wyszarpując czytelnika z klimatu kowbojskiej opowieści. Nie da się ukryć, że scenarzyści recenzowanego tomu są po prostu solidnymi rzemieślnikami, którzy do pierwszej ligi już raczej nie awansują. Poniżej pewnego poziomu na pewno nie zejdą, ale nie można też oczekiwać od nich fajerwerków.

W albumie dodatkowo dostajemy krótkie historyjki poświęcone El Diablo (kasjer, z którego w czasie snu wychodzi widmowe ucieleśnienie zemsty) oraz Duchowi z Barbary Coast (Azjatka mszcząca się za wymordowanie rodziny). Obie opowieści przesiąknięte są klimatem westernów ze Złotej Ery – zarówno pod względem natężenia przemocy, jak i dynamicznej narracji – stanowiąc naprawdę miły przerywnik. Problemem jest natomiast bardzo nierówna strona wizualna głównej historii. Niezłe kadry i ciekawe rozplanowanie akcji są mordowane przez statyczne sceny, koślawe twarze oraz nabazgrane tła. Rysunki Moritata to sinusoida z większym wychyleniem na jej dolną część. Na szczęście całość poniekąd ratuje wykorzystanie przytłumionych odcieni żółci oraz czerni, przez co ilustracje nabierają posmaku spaghetti westernu, ukrywając (przynajmniej niektóre) niedoróbki graficzne.

„Spluwy z Gotham” stanowią całkiem niezłe rozpoczęcie najmniej superbohaterskiego komiksu z „New 52”. Główny wątek jest ciekawie poprowadzony, rzucane na przyszłość tajemnice potrafią zatrzymać czytelnika przy tytule, a Jonah Hex to naprawdę dający się lubić drań – twardy, bezkompromisowy i przeuroczo cyniczny. Mało jest takich postaci w tytułach z głównego nurtu. Jeśli dodamy do tego jeszcze klimat zabłoconego Dzikiego Zachodu, to otrzymamy sycącą miskę fasoli. Nie jest to najlepszy posiłek na świecie, ale pozwala zaspokoić głód i pewnie przy najbliższej okazji czytelnik będzie miał ochotę znowu po nią sięgnąć.
Jimmy Palmiotti, Justin Gray, Moritat, Phil Winslade, Jordi Bernet: „All-Star Western: Spluwy z Gotham” („All Star Western: Guns and Gotham”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Egmont. Warszawa 2014.