Wydanie bieżące

1 listopada 21 (261) / 2014

Maciej Duda,

POLSKIE ŻYCIE CHARLOTTE BRONTË (ELIZABETH GASKELL: 'ŻYCIE CHARLOTTE BRONTË')

A A A
W ostatnich latach rynek wydawniczy w Polsce w sporej części opierał się na publikacjach reportażu i biografii. Literatura faktu wypierała i nadal wypiera literaturę piękną, która już dawno przestała spełniać funkcje poznawcze dla czytelników. Od beletrystyki niewielu odbiorców oczekuje dziś informacji, wiedzy, opisu tego, co nieznane. To wszystko szybciej otrzymać możemy za pośrednictwem pozostałych mediów. Wydaje się więc, że beletrystyka służy dziś intelektualnej rozrywce w dość ścisłym językowo-formalnym znaczeniu, które pokrywać może się z odruchem snobizmu na czytanie tzw. nazwisk, które znać warto. Nic w tym zdrożnego. Żadnego ze wskazanych powyżej odruchów nie mam zamiaru poddawać ocenie. Wymieniam je raczej po to, by zarysować tło, na którym pojawia się pierwsze polskie wydanie „Życia Charlotte Brontë” Elizabeth Gaskell.

Chronologicznie pierwsza biografia Charlotte Brontë ukazała się w Polsce jako kolejny tom tzw. serii brontëańskiej, bo tak należałoby nazwać wznowienia wszystkich powieści sióstr, których nowe tłumaczenia od kilku lat pojawiają się dzięki inicjatywie jednego wydawcy. Tenże nie tylko  prezentuje nam nowe przekłady znanych już powieści, ale też ukazuje teksty dotąd niepublikowane w Polsce, jak np. wydane w tym roku „Opowieści niedokończone” Charlotte Brontë. Wszystkie utrzymane są w podobnej szacie graficznej, opatrzone krótszymi lub dłuższymi wstępami czy posłowiami, cieszą się sporym rezonansem czytelniczym. Jeśli jednak nad faktem wydania biografii autorstwa Elizabeth Gaskell zastanowić się dwie chwile dłużej, pojawi się pytanie – dlaczego dopiero teraz? Nie o różnicę stu sześćdziesięciu lat między pierwszym wydaniem oryginału a dzisiejszym polskim tłumaczeniem chciałbym jednak zapytać, lecz o polską recepcję legendy sióstr Brontë, która od wielu lat ma się dość dobrze i jest na nią spore zapotrzebowanie czytelnicze. Doskonale pokazują to publikacje kolejnych polskich opracowań owej legendy, by wymienić chronologicznie – krytyczny wstęp do „Wichrowych wzgórz” autorstwa Bronisławy Bałutowej, „Na plebanii w Haworth. Dzieje rodziny Brontë” Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, „Siostry Brontë” Ewy Kraskowskiej oraz „Charlotte Brontë i jej siostry śpiące” Eryka Ostrowskiego. Każde z nich nawiązuje nie tylko do twórczości sióstr, do ich poezji i prozy, ale też do wielu późniejszych krytycznych opracowań anglosaskich badaczy i badaczek, w ów zakres włączając bardzo ciekawe dzieło Michele Carter „Charlotte Brontë Thunder” (2011), którego tezy przybliża wspomniana książka Ostrowskiego. Co więcej, wymienione opracowania biograficzno-literaturoznawcze odwołują się nie tylko do życia i twórczości samych sióstr, ale ukazują nam także szerszy kontekst historyczny i społeczny epoki oraz uzupełniają to, czego zabrakło w pierwszym biograficznym dziele Elizabeth Gaskell – dla przykładu – zwracają czytelnikom figurę Patrica Branwella Brontë. Skoro więc książka Przedpełskiej-Trzeciakowskiej od ponad dwudziestu lat cieszy się kolejnymi wznowieniami, tekst Kraskowskiej wydaje jeden z największych polskich wydawców a książka Ostrowskiego doczekała się ogromnej recepcji czytelniczej, to dlaczego do 2014 roku nie ukazało się polskie tłumaczenie „Życia Charlotte Brontë”?

Powyższe zestawienie doskonale pokazuje odwrotny wektor wydawniczych działań, sytuację, w której najpierw na półkach polskich czytelników znalazły się krytyczne odczytania polskich badaczy, a dopiero później dołączy do nich jedno z głównych źródeł tych poprzednich. To sprawia, że „Życie Charlotte Brontë” czyta się dziś z lupą, kolejne frazy Gaskell dokładnie prześwietla się, porównując je z wcześniej poznanymi tezami i hipotezami Ostrowskiego, Kraskowskiej czy Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Być może wskazane odwrócenie, ów biegnący pod prąd chronologii wektor, broni publikacji Gaskell, bo skoro tylu badaczy odwołuje się do owego opus magnum, to niewątpliwie należy je przeczytać? Być może bez wcześniejszych odwołań sam tekst biografii nie byłby dla nas tak interesujący? Tak nakreśliłbym drugą strategię współczesnego czytania Elizabeth Gaskell – wreszcie mamy tom, o którym wszyscy piszą. Pierwsza strategia obejmowałaby włączenie „Życia Charlotte Brontë” w ciąg powieści sygnowanych imionami i nazwiskiem sióstr z wrzosowisk. Wszak wszystko się tutaj zgadza, jest prawie jak w ich powieściach – tajemnicze, odosobnione miejsce, zaskakujący mieszkańcy oraz główna postać – protagonistka, która walczy z przeciwnościami losu.

Biografia pióra Elizabeth Gaskell to sześćset stron pierwszoosobowej narracji prowadzonej przez kogoś, kto wobec Charlotte Brontë nie był osobą postronną, kogoś kto został dopuszczony do bliskiego kręgu autorki „Villette”, i do której przylgnęło określenie „długo się zaprzyjaźniała”. Bez względu na to, z czego ów proces mógł wynikać, z przyczyn charakterologicznych, geograficznych czy społeczno-socjalnych, wiadomym jest, że przyjaźń z Charlotte Brontë, nie tylko w epoce, traktowana była jako wyróżnienie. W takiej atmosferze powstawał tekst opublikowany już w dwa lata po śmierci ostatniej z sióstr. Ów stopień przyjaźni obu powieściopisarek – opisywanej i opisującej – zapewnić miał dwie ważne rzeczy, z jednej strony dostęp do wielu prywatnych dokumentów, listów, wierszy, niedokończonych narracji, ale też rozmów przeprowadzonych z innymi przyjaciółkami i znajomymi rodziny Brontë, z drugiej zaś gwarantować miał nienaruszalność owej prywatności, brak kontrowersji, uszanowanie zdania żyjących przedstawicieli rodziny, ojca oraz męża Charlotte. W tym miejscu przebiega główne napięcie opisywanego tekstu. Właściwie ten aspekt, dla historyka literatury, jest kluczowy w przypadku dzisiejszej lektury opisywanej biografii. Wszak jej tekst inkrustowany jest wieloma listami Charlotte, mówi prywatnym, skierowanym do konkretnego odbiorcy słowem. Jak zatem pogodzić tajemnicę korespondencji, przyjaźń, zdanie żyjącego męża Charlotte oraz wymogi rynku i czytelników? To, co nurtuje dzisiejszego czytelnika, nie może wynikać z samego tekstu pisanego w epoce wiktoriańskiej. Dlatego też we współczesnym wydaniu „Życia Charlotte Brontë” najważniejsze pozostaje to, co palimpsestowe, to, co zostało nadpisane w przypisach oraz we wstępie. Po lekturze „Życia Charlotte Brontë” wydaje się nawet, że to właśnie przedmowa do polskiego wydania jest w stanie zwrócić pozycję dziełu Gaskell, obronić je. Oczywiście nie wprost. Eryk Ostrowski pisze szkic krytyczny, w ten jednak sposób, ukazując słabe punkty narracji autorki „Pań z Cranford”, broni ją w oczach współczesnego czytelnika, który w biografii szukał będzie nie tylko faktów, te w przypadku brontëańskiej legendy będą mu już znane, ale tajemnicy, bądź kontrowersji. I te doskonale wyłuskuje Ostrowski. Zaznaczyć jednak należy, że są to kontrowersje dotyczące sztuki pisania, nie samego życia. Przeglądając listy między wydawcą tekstu Gaskell a żyjącymi członkami rodziny Brontë, autor „Charlotte Brontë i jej sióstr śpiących” odsłoni szwy historycznej narracji, pokaże napięcia, dziś trącające czytelniczy nerw historyka, ale też odbiorców powieści sióstr z wrzosowisk, którzy dzięki lekturze wcześniejszych opracowań doskonale wiedzą, jak ważna dla rodziny Brontë była prywatność. To napięcie między prywatnym i publicznym jest dla mnie najważniejsze w przypadku formy, którą obrała Gaskell. Formy opisowej, w której właściwie cały czas przeplatają się dwie pierwszoosobowe narracje – autorki i Charlotte – obie wykreowane przez tę pierwszą. Obie, jak pisze Ostrowski, nie hagiograficzne, lecz tajemnicze.

Autor przedmowy do polskiego wydania „Życia Charlotte Brontë” ma oczywiście rację, tyle że owa tajemnica dotyczy tu przede wszystkim podłoża psychologicznego, nie faktograficznego, co jest zresztą dość ciekawym sposobem na kontynuację pisarstwa Charlotte Brontë. Jednak, mimo wyraźnych prób nawiązania, mających „Życie Charlotte Brontë” stawiać w ciągu powieści brontëańskich, dzisiejsza lektura tekstu Gaskell pozostaje trudna, by nie napisać nieporuszająca. Przebicie się przez kolejne, naturalnie zawężające się kręgi narracji, od szkiców obejmujących krainę, miejsce, przez szkice dotyczące jej mieszkańców, historii rodziny, po chronologicznie oddane koleje losów Charlotte i jej sióstr wymaga od czytelników wiele czasu, uwagi, ale i cierpliwości względem narracji, którą poprzedziły współcześnie napisane książki Kraskowskiej czy Ostrowskiego. Język tych ostatnich, ich krytyczny nerw oraz badawcza soczewka podążają zgodnie z oczekiwaniami odbiorców, budując napięcia i podkopując to, co już o siostrach i rodzinie wiemy. Nie odpowiadając, tylko komplikując. To jest ich główną zaletą, ciągłe podwójne spojrzenie, uszanowanie konwencji i historyczności, przy jednoczesnym współczesnym spojrzeniu prześwietlającym stelaż brontëańskiej legendy.

Biorąc pod uwagę powyższe, wydaje się, że dzisiejsza lektura „Życia Charlotte Brontë” jest jak kolejna zabawa znanym nam zestawem klocków, kiedy to po ułożeniu właściwej konstrukcji, kilkanaście razy zdążyliśmy ją zburzyć i złożyć w zupełnie inne struktury, mieszając z częściami z innych kompletów, a teraz, sprawdzając czy niczego nie zgubiliśmy, ponownie składamy ją w pierwotną całość, bez niepotrzebnej już obrazkowej instrukcji obsługi. W tym właśnie momencie zabawa i możliwość kombinacji zmienia się w prosty gest sprawdzenia.
Elizabeth Gaskell: „Życie Charlotte Brontë”. Tłum. Katarzyna Malecha. Wydawnictwo MG. Kraków 2014.

"artPapier" objął książkę Wydanictwa MG patronatem medialnym.