Wydanie bieżące

1 listopada 21 (261) / 2014

Przemysław Pieniążek,

PIASKOWA AUTOSTRADA DO MOSKWY (PIASKOWA OPOWIEŚĆ / AUTOSTRADA SŁOŃCA / MOSKWA)

A A A
Surrealistyczna feeria podszyta egzystencjalnym niepokojem, dynamiczny komiks drogi oraz graficzna humoreska będąca impresją na temat współczesnej Rosji – w jesiennej ofercie wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy znajdziemy pozycje, którym trudno odmówić elementu zaskoczenia.

Biegnij, Lolek, biegnij („Piaskowa opowieść”)

O tym, że Jim Henson był człowiekiem-instytucją nie trzeba nikogo przekonywać. Rysownik, twórca reklam, filmowiec śmiało eksperymentujący z możliwościami dźwięku i obrazu, w końcu mistrz animacji lalkowej, który z pomocą nie mniej łebskich przyjaciół (między innymi Jerry’ego Juhla, Dona Sahlina oraz Franka Oza) powołał do życia barwną menażerię zamieszkującą Ulicę Sezamkową, ojcując także przesympatycznym muppetom i fraglesom. W dorobku brodatego Amerykanina odnajdziemy pełnometrażowe fabuły („Czarny kryształ”, „Labirynt”), jak również filmowe miniatury pokroju nominowanej do Oscara abstrakcji zatytułowanej „Time Piece”. To właśnie sukces tego dzieł(k)a sprawił, że duet Henson-Juhl na poważnie zajął się pisaniem scenariuszy, w których ujęte w humorystycznym tonie refleksje nad zgoła poważnymi tematami (alienacja, niepokoje społeczne) zyskiwały unikalną dźwiękowo-wizualną oprawę.

Jednym ze zrealizowanych w tamtym okresie projektów był wyprodukowany dla stacji NBC surrealistyczny dramat „Sześcian”. Zdecydowanie mniej szczęścia miał skrypt „Piaskowej opowieści”, w warstwie narracyjnej oraz estetycznej wiele zawdzięczający wyżej wymienionym tytułom. Choć materiał chwalono za oryginalność (z gruntu parodystyczną historię przenikał bowiem duch nadrealizmu), autorzy nie znaleźli logistycznego ani tym bardziej finansowego wsparcia niezbędnego do przełożenia na język filmu ich artystycznej wizji. Gotowy scenariusz (w asyście jego trzech wariantów) trafił do szuflady, ostatecznie znajdując cichą przystań w kartotece The Jim Henson Company, skąd przypadkowo po latach wydobyła go archiwistka firmy, Karen Falk. Dzięki owocnym dyskusjom z redaktorem Stephenem Christym (reprezentującym Archaia Entertainment, imprint wydawnictwa komiksowego BOOM! Studios), „Piaskowa opowieść” trafiła pod strzechy jako ekskluzywnie wydana powieść graficzna.

Enigmatyczny, choć współcześnie wyglądający bohater przybywa do miasteczka rodem z Dzikiego Zachodu. Zdezorientowany mężczyzna daje się porwać tanecznemu korowodowi, będącemu elementem lokalnego święta. Jakiego? Nie wiadomo. Jowialnie uśmiechnięty szeryf przekazuje protagoniście mapę, którą z bliżej nie określonych przyczyn ma się kierować, choć pod żadnym pozorem nie powinien jej ufać. Funkcjonariusz informuje ponadto przybysza, że jeśli nie spanikuje, powinno mu się udać. Co? Strach nawet przypuszczać. Najważniejsze, że ma zagwarantowane dziesięć minut przewagi. Przed kim / czym? Ano, przed tajemniczym jegomościem, który powoli, lecz nieubłaganie rusza śladem skonsternowanego outsidera, zgodnie z sugestią biegnącego przed siebie na złamanie karku.

Dynamiczny, rwany montaż kadrów bazujących głównie na pozawerbalnej metodzie narracji (choć trzeba podkreślić, że w dziele tandemu Henson-Juhl warstwa audialna pełni równie ważną rolę) z miejsca przykuwa uwagę czytelnika „Piaskowej opowieści”, przynoszącej więcej pytań niż odpowiedzi. Lew przyczajony na tylnym siedzeniu limuzyny, basen pełen żarłocznych rekinów, drewniany schowek zdolny pomieścić ekskluzywny nocny lokal, drinki serwowane wprost z betoniarki – na szlaku zwariowanego uniwersum bezimienny protagonista napotyka liczne przeszkody, pokusy i niebezpieczeństwa, które częściowo udaje się ominąć / przezwyciężyć dzięki zgromadzonym artefaktom.

Opublikowanie scenariusza „Piaskowej opowieści” w postaci komiksu jest niewątpliwie zabiegiem słusznym i trafionym – graficzne medium doskonale potrafi bowiem uchwycić immanentny rozmach, specyfikę narracji oraz ujmującą plastyczność oryginalnej, kinowej wizji Hensona i Juhla. Aby jednak taka transkrypcja stała się czymś więcej niż tylko suchym storyboardem, potrzeba naprawdę dobrego artysty. Ramón K. Pérez (mający w swoim portfolio współpracę z takimi podmiotami, jak Marvel, DC, Dark Horse, LucasArts czy Hasbro) na szczęście wywiązał się z powierzonego mu zadania z nawiązką. Spod kreskówkowo-slapstickowego stylu wizualnej narracji (chwilami przypominającej fantazyjny odlot) spozierają realistyczne portrety bohaterów oraz pieczołowicie oddany ambiwalentny charakter pustynnego pejzażu. Ilustracje Péreza, apelujące do zmysłów oraz wyobraźni czytelnika, wiele zawdzięczają precyzyjnie dobranej, pastelowej kolorystyce (w czym także zasługa Iana Herringa), nadającej albumowi niepowtarzalny klimat.

Surrealistyczna feeria, łącząca przygodowy rozmach „Jumanji” z paranoiczną aurą bliską „Strefie mroku”, przemyca pod płaszczykiem autotematycznej zgrywy (na jednej z plansz bez problemu odnajdziemy samych autorów scenariusza) kilka możliwych tropów interpretacyjnych. Bo czy w długodystansowym biegu bohatera nie dostrzeżemy podświadomego pragnienia wyrwania się z egzystencjalnej matni? Czy pełen zdradliwych miraży krajobraz pod pewnymi względami nie odzwierciedla przewrotnej natury amerykańskiego snu, nieoczekiwanie stającego się koszmarem, z którego nie sposób się obudzić? I czy nadużyciem byłoby doszukiwanie się w fabule (utkanej z psychoanalitycznych kontekstów) przypomnienia, że wszystko ma swoją cenę? A może skazane na niepowodzenie próby zapalenia przez bohatera papierosa są czymś więcej niż tylko humorystycznym leitmotivem? Abstrahując od akademickich dywagacji, „Piaskowa opowieść” to wizualny majstersztyk, będący zarówno hołdem złożonym dwóm nieodżałowanym artystom, jak również (obok zilustrowanych przez Milo Manarę „Dwóch podróży z Fellinim”) dobrym przyczynkiem do dyskusji na temat alternatywnego życia niespełnionych snów X muzy.

Uciec, ale dokąd? („Autostrada słońca”)

Nienagannie skrojona dramaturgia, precyzyjna scenografia, dynamiczne sceny pościgów uchwycone w iście filmowej perspektywie oraz chwytliwe dialogi bilansujące liczne kadry i emocjonujące plansze pozbawione słownego komentarza – a wszystko utrzymane w czarno-białej tonacji świetnie współgrającej z charakterystyczną, lekko przerysowaną kreską (nieznajdującą jednak zastosowania przy ujęciach pokaźnych biustów). Jednym słowem: hit, który w 1996 roku przyniósł Baru (właściwie Hervé Barulea) nagrodę Alph’Art dla najlepszego francuskojęzycznego albumu.

Karim Kemal to dwudziestodwuletni Arab zafascynowany latami 50. minionego stulecia – nie bez kozery wygląda więc niczym krzyżówka Elvisa Presleya z Jamesem Deanem. W swojej (robotniczej) dzielnicy elegancki młodzian z fryzurą à la kaczy kuper cieszy się jednak fatalną reputacją. Być może wynika ona z faktu, że uznawany za dziwaka miłośnik skuterów jest niepoprawnym lowelasem, sypiającym dla kasy z pięknymi bogaczkami. Jego zupełnym przeciwieństwem jest ewidentnie zapatrzony w bohatera siedemnastoletni Alexandre Barbiéri, długowłosy rudzielec-okularnik, którego relacje z płcią przeciwną trudno uznać za spektakularne. Regularnie zdradzający żonę sekutnicę René Loiseau jest natomiast właścicielem drogiego samochodu, który nierozważnie zostawia w złym miejscu i w zdecydowanie złym czasie. Z kolei sympatyzujący ze skrajną prawicą doktor Raoul Faurissier to psychopatyczny rogacz, nakrywający swoją połowicę na erotycznych igraszkach z arabskim żigolakiem. Zbieg okoliczności sprawia, że losy czwórki mężczyzn przecinają się w jednym zapalnym punkcie, powodującym eksplozję wydarzeń zmuszających Karima i Alexandre’a do ucieczki. Niestety, sympatyczny duet (którego perypetie z łatwością pozyskują uwagę czytelnika) ma wyjątkowy talent do popadania w kłopoty – wszak bezwzględny Faurissier nie jest jedynym bandziorem, któremu bohaterowie nadepną na odcisk.

Walorem „Autostrady słońca”, uniwersalnej skądinąd opowieści o przyjaźni, zaufaniu i uwodzeniu, jest (obok interesujących profili protagonistów, ze szczególnym uwzględnieniem groteskowego, całkowicie nieprzewidywalnego doktora) sprawne operowanie gatunkową rekwizytornią. Imponujący gabarytami tom Baru zawiera elementy czarnej komedii, opowieści inicjacyjnej, sensacji oraz dramatu społecznego. Sceny ulicznych zamieszek między narodowcami a komunistami, niebezpieczne dzielnice demolowane w ramach starć z policją, symboliczny wymiar wyburzania huty, przemycane między wierszami refleksje dotyczące etnicznej integracji, wyobcowania oraz braku perspektyw – komiks francuskiego autora mógłby posłużyć za storyboard naprawdę niezłego filmu Matthieu Kassovitza. Kto widział „Nienawiść”, będzie wiedział dlaczego.

Pozdrowienia z Rosji („Moskwa”)

To mogło być jedno z lepszych przebudzeń w życiu Øysteina Runde – młodego, utalentowanego artysty. Telefoniczne zaproszenie na festiwal komiksowy w stolicy Federacji Rosyjskiej! Entuzjazm Norwega nie zna granic. Przynajmniej przez pierwsze pięć sekund, po których upływie bohater dowiaduje się, że wstrzelił się w wakat po rezygnacji dwóch innych mistrzów opowieści graficznych (w tym Steffena Kvernelanda, twórcy znanego także w naszym kraju za sprawą „Muncha”). Łykając gorzką pigułkę, Øystein – w asyście wąsatego Arilda, szefa festiwalu „Raptus”, jego partnerki May i wschodzącej gwiazdy norweskiego komiksu, Idy Neverdahl – wyrusza z Bergen na spotkanie niezapomnianej przygody. Degustacja rosyjskich smakołyków (głównie wódki), pamiątkowe zdjęcie z funkcjonariuszem OMON, próba ogarnięcia specyfiki pierwszomajowych demonstracji, festiwalowe szaleństwo, krajoznawcze wycieczki oraz wizyta w Parku Gorkiego brzemienna w najbardziej zdumiewający bromance w historii: moskiewska eskapada na długo pozostaje w pamięci protagonistów, czytelnika – już niekoniecznie.

Komiksowi duetu Runde-Neverdahl nie można odmówić autotematycznego dystansu podszytego specyficznym, chwilami mocno surrealistycznym  humorem. Ciekawie prezentuje się także jego warstwa estetyczna. W albumie, obok ilustracji utrzymanych w konwencji jaskrawego, w niektórych partiach z założenia mdląco cukierkowego cartoonu (fragmenty ilustrowane przez autorkę „Nudnej pracy na lato”), znalazły się fotograficzne kolaże oraz wyimki z innych dzieł stworzonych przez autorów recenzowanego dzieła. Na pierwszy plan wysuwa się w tym przypadku stworzona przez Rundego „Saga o Olafie Młocie” – ponura i drapieżna opowieść, jakiej nie powstydziłby się Nicolas Winding Refn (vide: „Valhalla: Mroczny wojownik”).

Przyjmowana przez twórców „Moskwy” perspektywa outsiderów zanurzonych w obcej, pełnej absurdów i realnych niebezpieczeństw rzeczywistości mogła (wzorem komiksowego dziennikarstwa Guya Delisle’a) stanowić dobry punkt wyjścia do wciąż aktualnych rozważań na temat bezdusznych ideologii zatruwających krwioobieg narodu. Niestety, reporterski potencjał przytłumiony został przez nieco napuszoną, oniryczną oraz w finale zmierzającą w stronę obsceny fantazję, w której kluczową rolę odgrywa sam Władimir Putin. Mimo wszystko warto jednak sięgnąć po „Moskwę”, sprawdzającą się jako wywrotowa przypowiastka o nietolerancji wobec homoseksualnej miłości.
Jim Henson, Jerry Juhl, Ramón K. Pérez: „Piaskowa opowieść” („Jim Henson’s Tale of Sand”). Tłumaczenie: Maciek Drewnowski. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2014.
Baru: „Autostrada słońca” („L’Autoroute du soleil”). Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2014.
Øystein Runde, Ida Neverdahl: „Moskwa” („Moskva”). Tłumaczenie: Jelena Trojańska. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2014.