Wydanie bieżące

15 listopada 22 (262) / 2014

Magdalena Kempna-Pieniążek,

TYLKO ONA (FATALE)

A A A
Zaczyna się niezbyt obiecująco: strugi deszczu, pogrzeb zgryźliwego autora kryminałów i snujący pierwszoosobową narrację bohater, Nicolas Lash, którego wzrok w pewnym momencie przykuwa atrakcyjna nieznajoma. Potem jest jeszcze gorzej – akcja przenosi się do starej posiadłości, gdzie zmarły literat ukrył maszynopis swojej pierwszej, nigdy niewydanej powieści i gdzie Lasha atakują tajemnicze zbiry, z których rąk ratuje go poznana na pogrzebie piękność – niespodziewanie, chciałoby się, lecz nie można, powiedzieć, skoro na tym poziomie fabuły klisza goni kliszę. Później, na szczęście, historia staje się ciekawsza – dzięki Niej (i tylko dzięki Niej), oczywiście.

Autorzy „Fatale” nie mieli, rzecz jasna, łatwego zadania. Na wielkiej mapie współczesnych trawestacji noirowych motywów brak już w zasadzie pustych miejsc, białych plam, które można byłoby zapełnić oryginalnymi kreacjami. Neo-noir (tak samo w filmie, jak i w komiksie czy literaturze) generalnie jest strukturą opartą na powtórzeniu i nostalgii (za hard-boiled fiction czy cinema noir), jednak sukcesy „Sin City” Franka Millera, „Łowcy androidów” Ridleya Scotta czy powieści Marka Krajewskiego dowodzą, iż twórcze przetworzenie tego fenomenu jest (lub jeszcze niedawno było) możliwe. „Fatale” nie urasta do aż tak wysokiej rangi. W czasach, kiedy estetyka neo-noir rozmienia się na drobne, częściej funkcjonując jako modny look niż jako struktura przepracowująca kulturowe wzorce, praca Eda Brubakera i Seana Phillipsa ani nie zwiastuje rewolucji, ani też – na szczęście – nie stanowi dowodu na to, że „czarny” komiks umarł.

Wszystko już widzieliśmy i/lub czytaliśmy – w „Fatale” nie dziwią ani piętrzące się retrospekcje (odsyłające do lat 50., stamtąd do czasów – a jakże – II wojny światowej, a nawet jeszcze dalej), ani rwana narracja (historię głównej bohaterki i wiążących się z nią na własną zgubę mężczyzn musimy rekonstruować ze strzępów informacji, kawałków wspomnień i upiornych wizji). Kto widział „Tajemnice Los Angeles” Curtisa Hansona albo „Dobrego Niemca” Stevena Soderbergha lub czytał „Sin City”, ten wie, że neo-noir lubi zwielokrotniać narratorów i perspektywy, z jakich oglądamy wydarzenia. A ten, kto oglądał „Harry’ego Angela” Alana Parkera, nie uzna mieszania elementów czarnego kryminału z quasi-okultystycznymi wątkami za rozwiązanie szczególnie oryginalne. „Fatale” jest oczywiście komiksem drobiazgowo dopracowanym pod względem estetycznym – ilustracjom Seana Phillipsa (doskonale pokolorowanym przez Dave’a Stewarta) nie sposób czegokolwiek zarzucić: znajdziemy tu i hołd dla noirowych tradycji prezentowania nigdy nie zasypiającej metropolii (tym razem San Francisco), i umiejętność konstruowania wizji świata skąpanego w mroku. W połączeniu ze sprawnym (choć złożonym z klisz) scenariuszem Brubakera dawałoby to jednak pracę zaledwie poprawną, gdyby nie Ona – Josephine, tytułowa Fatale.

Kobieta fatalna jest w neo-noirze elementem tyleż niezbędnym, co ideologiczne regresywnym. To nie osoba, lecz fetysz, a zarazem projekcja (męskich) lęków i fantazji. W klasycznym czarnym kryminale jej zbrodnie przeciw patriarchatowi musiały być przykładnie karane (na ogół śmiercią); neo-noir często pozwala jej ujść z życiem (a niejednokrotnie także i z pieniędzmi), przekaz ideologiczny pozostaje jednak w dużej mierze bez zmian – femme fatale, ta, która (jak dosadnie stwierdza Slavoj Žižek) posiada „umysł alfonsa w ciele dziwki”, jest synonimem zła, które rodzi się, gdy kobieta przejmuje władzę nad swoją seksualnością i nie zamierza pełnić kulturowo przypisanych jej ról żony i matki.

Pierwszy tom „Fatale” nie pozwala na stwierdzenie, że jego twórcy w zasadniczy sposób modyfikują ten wizerunek. Z pewnością robią jednak coś, z czym w noirowej tradycji spotykaliśmy się dotąd bardzo rzadko – opowiadają (przynajmniej częściowo) historię z punktu widzenia kobiety fatalnej. Josephine nie jest tu bowiem tylko projekcją fantazji i lęków. Być może nie da się o niej powiedzieć, że ma duszę (odsyłam tu do fabularnych niuansów), ale z pewnością ma osobowość, własne lęki i głębokie uczucia – niekoniecznie bezwzględnie złe.

Brubaker i Phillips z jednej strony próbują uchwycić fantazmat femme fatale (stąd tak istotny wątek ponadczasowości i nieśmiertelności bohaterki), z drugiej natomiast oferują jej pierwiastek człowieczeństwa, którego w klasycznych i postklasycznych noirowych realizacjach po prostu brakowało. Tam, gdzie zwykle plasowano kobietę fatalną na pozycji antagonistki lub charakterystycznego elementu drugiego planu, twórcy oferują strukturę, w której to właśnie Ona znajduje się w centrum. W „Fatale” nie tylko opowiada się o Josephine; w pewnym (choć ograniczonym) stopniu dopuszcza się ją także do głosu. W takiej wersji kobieta fatalna nie jest już tylko przysłowiową pajęczycą, czekającą cierpliwie na zdobycz w misternie utkanej przez siebie sieci; jest także kimś, kto wie, że w owej – tylko częściowo przez siebie utkanej – sieci sam utknął na dobre i na złe, a jedyne, co może teraz zrobić, to nie dać się pożreć innym pająkom. Czy to dość, by przełamać stereotyp i przy okazji ożywić trochę noirową ideę kobiecości? Zapewne przekonamy się po lekturze kolejnych tomów.
Ed Brubaker, Sean Phillips: „Fatale”. T. 1.: „Śmierć podąża za mną”. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2013.