Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (263) / 2014

Andrzej Ciszewski,

NOWA NADZIEJA (KONKURS IM. JANUSZA CHRISTY NA KOMIKS DLA DZIECI)

A A A
W ubiegłym roku oficyna Egmont Polska ogłosiła konkurs na graficzną opowieść dla dzieci, wybierając na patrona wydawniczej inicjatywy nieodżałowanego Janusza Christę – „ojca” Kaj(t)ka i Kok(osz)a oraz twórcę sensacyjnych przygód Gucka i Rocha. Autorzy sześciu wyróżnionych prac otrzymali propozycję stworzenia pełnowymiarowych albumów, z których pięć trafiło już do oficjalnej dystrybucji. Pomysłowość, humor, wyobraźnia i świetne wykonanie – to główne atuty zwycięskich komiksów, mogących z powodzeniem walczyć o sympatię (nie tylko) najmłodszych czytelników.

Boso, ale z przytupem („Lil i Put. Jak przelać kota do kieliszka”)

Lil i Put to wbrew pozorom sympatyczny duet „małoludów”, którzy, w odróżnieniu od swoich pobratymców, nie cieszą się zbyt dobrą opinią. Być może wina leży w tym, że bosonodzy bohaterowie są patentowanymi leniuchami, darmozjadami i szulerami, włóczącymi się po świecie bez jasno sprecyzowanego celu. Jednego z pewnością nie można im odmówić: smykałki do pakowania się w kolejne kabały.

Podczas przypadkowej wizyty w zamieszkiwanym przez mityczne stworzenia Centauropolis Lil i Put niechcący zakłócają przebieg świętych igrzysk (ściślej: turnieju piłki kopytnej), co o mały włos nie kończy się dla bohaterów tragicznie. Burczące z głodu brzuchy zmuszają protagonistów do zapuszczenia się w leśne zakamarki, gdzie spotykają enty, które z sobie tylko znanych powodów ani myślą podzielić się z biedakami swoimi soczystymi, apetycznie wyglądającymi owocami.

W ostatniej noweli wędrowcy pomagają elfce Miksji Iskier zaliczyć egzamin poprawkowy, składający się z kilku karkołomnych zadań, z których jedno uwiecznione zostało w tytule komiksu. Jednak problematyczne misje to nie jedyne zmartwienie malowniczej trójki (wspieranej przez cudacznego Kirkiego wyglądającego niczym krzyżówka Golluma z ogrem Toudim rodem z „Gumisiów”), która nieopacznie nadepnęła na odcisk krasnoludzkiemu komando dowodzonemu przez Iwana Siwego.

Sprawnie prowadzona narracja, komizm w trzech odsłonach (słownej, sytuacyjnej i postaci) oraz liczne nawiązania do przeróżnych tekstów kultury popularnej – ze szczególnym uwzględnieniem Tolkienowskiego kanonu – to  kluczowe atuty scenariusza Macieja Kura. Całości dopełniają kolorowe, bazujące na karykaturalnej kresce ilustracje Piotra Bednarczyka, bardzo dobrze współgrające z klimatem lekko absurdalnych, choć niewątpliwie urokliwych epizodów. Reasumując: naprawdę przyjemna lektura.

Chemia przeciwieństw („Rysiek i Królik – w szortach”)

Nowelową konstrukcję posiada także album według scenariuszy Łukasza Piotrkowicza, który razem z Krzysztofem Budziejewskim (rysunki) oraz Katarzyną Urbaniak (kolor) stworzył autentycznie dowcipne opowiastki o szkolno-domowych perypetiach tytułowych zwierzaków.

Optymistycznie nastawiony do życia Rysiek jest wulkanem energii (oczywiście, poza lekcjami, na których notorycznie przysypia), choć kłopoty to jego specjalność. Królika natomiast można przedstawić jako cichego, niewadzącego nikomu poetę, w którym drzemie dusza pasjonata rzeczywistości wirtualnej, zawsze gotowego, aby w realnym świecie stanąć w obronie przyjaciela.

Obaj bohaterowie bezskutecznie próbują zaistnieć w lokalnym światku street artu (niestety, problemy Ryśka z ortografią sabotują ambitny plan stworzenia „zaangażowanego” graffiti), z większym powodzeniem starują zaś w prestiżowym turnieju gier komputerowych oraz przekonują się, że pracy domowej lepiej nie odrabiać w parach. A przy okazji poznają smak pierwszego zauroczenia, w czym przoduje Królik, piszący miłosne liryki adresowane do koleżanki z klasy, Gosi Gacek.

Oddające ducha współczesności, a jednocześnie odwołujące się do uniwersalnych tematów scenariusze Piotrkowicza zyskują miłą dla oka, opartą na stonowanej kolorystyce oprawę wizualną. Mówiąc krótko: solidna robota.

Wakacje jak ze snu  („Tomek i Jacek. Piraci z Lua Lua”)

Koniec roku szkolnego jest bez wątpienia powodem do radości – szczególnie, jeśli wakacyjne plany obejmują pobyt w położonej nad Morzem Rabarbarowym wiosce Lua Lua. To właśnie do tej malowniczej mieściny przyjeżdżają bohaterowie komiksu Michała Chojnackiego i Jakuba Grocholi. Ale trzeba pamiętać, że ów nadmorski zakątek pełen jest tajemnic, o czym z całą stanowczością przekonuje przybyszy jednooki kapitan.

Od wieków bowiem na Lua Lua (na której niegdyś grasowali piraci i rozbójnicy) dzieją się dziwne rzeczy, takie jak trudne do wyjaśnienia znikanie różnych drobnych przedmiotów. Prawdziwa przygoda rozpoczyna się w chwili, gdy futrzaści bohaterowie wypożyczają sprzęt do nurkowania. W czasie podwodnej wyprawy chłopcy natrafiają na skalne przejście prowadzące do świata, w którym wszystko jest na opak. A na tym bynajmniej nie kończą się wakacyjne perypetie Tomka i Jacka.

Powyższe streszczenie może sugerować, że czytelnik będzie miał do czynienia z mrożącą krew w żyłach historią. Nic z tych rzeczy! Opowieść serwowana przez Chojnackiego jest pogodna, zabawna i wciągająca. Będące klasą samą w sobie prace Grocholi dobrze oddają bajkowy wręcz klimat komiksu, który czyta i ogląda się z niemałą przyjemnością.

Za nieobecnych przyjaciół („Kubatu. I tak nie uwierzysz!”)

Skąd się biorą pluszowe zabawki? Oczywista z pozoru odpowiedź (że z fabryki zabawek) wcale nie musi być prawdziwa, o czym przekonuje lektura przesympatycznego komiksu, będącego owocem (współ)pracy scenarzysty Jakuba Sytego oraz grafika Przemysława Surmy. Wszak wypchani pupile są kreacją pewnego samotnego czarnoksiężnika, który ożywia je i wysyła do naszego świata, aby opiekowały się dziećmi.

Jednym z (nieświadomych niczego) posiadaczy maskotkowego stróża jest siedmioletni Kaj. Chłopiec, podkreślając swój poważny wiek, z pełną stanowczością odstawia w kąt dotychczasowego towarzysza zabaw – skrzydlatego Kubatu. Bohater jednak szybko zmienia zdanie, gdy pluszowy ptak przemawia ludzkim głosem, przypominając chłopcu o wspólnie spędzonych chwilach.

Niestety, pierwotna decyzja Kaja uruchamia standardową procedurę obowiązującą wszystkich „opiekunów”: Kubatu musi wrócić do czarodziejskiej krainy, gdzie czeka go kasowanie pamięci, po którym przydzielony zostanie innemu dziecku. Ale rezolutny siedmiolatek nie poddaje się, ruszając z przyjacielem na spotkanie ze stwórcą (zabawek, rzecz jasna).

Mechaniczny strażnik pilnujący przejścia między światami, imponujący gabarytami Maskot Bury, latające machiny oraz wynalazki inspirowane snami milusińskich (żelazko-toster, wiatrak chłodzący gorącą zupę czy szczotka do zębów z melodyjką) to niektóre z fabularnych ozdobników, które Jakub Syty wykorzystuje w ramach uniwersalnej opowieści o przyjaźni, odwadze i poświęceniu, przede wszystkim zaś – o magii dzieciństwa.

Jeśli dodamy do tego rewelacyjne rysunki „Surpiko” (miękkość kreski oraz intensywna paleta barw budzi chyba niebezzasadne skojarzenia z estetyką pop-artu), otrzymamy album gwarantujący czytelniczą satysfakcję bez względu na wiek.  

Po drugiej stronie smutku („Wszystko będzie dobrze”)

Na tle przywoływanych tu komiksów tomik Januarego N. Misiaka prezentuje się niczym dzieło osobne – zarówno ze względu na treść, jak i formę. Punktem wyjścia „Wszystko będzie dobrze” jest bowiem refleksja nad emocjami dziecka boleśnie doświadczającego rozwodu swoich rodziców (którego traumę autor udatnie skumulował w trzech początkowych kadrach opowieści).

Pogrążona w smutku – już nie tak mała – dziewczynka ucieka w świat marzeń, będący dosłownie na wyciągnięcie ręki. I zapewniam, że nie jest to metafora. Z szafy znajdującej się w pokoju bohaterki wyskakuje bowiem gadająca żaba, która zabiera protagonistkę w podróż do wnętrza mebla, skrywającego fantazyjną rzeczywistość. Gwoli ścisłości – nie jest to Narnia, lecz tropikalna dżungla, gdzie skądinąd można trafić na bistro serwujące pierogi.

Posługując się sztafażem lekko melancholijnej baśni, Misiak tworzy pełne wymownej symboliki (żegluga w stronę drugiego brzegu, obmycie w oczyszczającym deszczu, przejście przez zdradliwy most linowy, wspinaczka po niekończących się schodach oraz wędrówka we mgle czy mrocznym korytarzem pełnym drzwi) studium jednostkowego zmagania z traumą. Co najważniejsze, czyni to w sposób niezwykle wyważony, pełen empatii, pozbawiony moralizatorskiego zacięcia i minorowych tonów.

Lekko karykaturalne, zwiewne, choć jednocześnie precyzyjnie oddające topografię oraz bogate spektrum emocji ilustracje przywodzą na myśl prace legendarnego Willa Eisnera, także ze względu na docenienie przez autora estetycznego waloru sepii. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten nietuzinkowy album, którego lektura pozostawia czytelnika z tytułowym przekonaniem, że wszystko będzie dobrze.
Piotr „Bedyk” Bednarczyk, Maciej „Maiki” Kur: „Lil i Put. Jak przelać kota do kieliszka”. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.
Łukasz Piotrkowicz, Krzysztof Budziejewski, Katarzyna Urbaniak: „Rysiek i Królik – w szortach”. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.
Michał Chojnacki, Jakub Grochola: „Tomek i Jacek. Piracki z Lua Lua”. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.
Jakub Syty, Przemysław „Surpiko” Surma: „Kubatu. I tak nie uwierzysz!”. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.
January N. Misiak: „Wszystko będzie dobrze”. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.