Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (263) / 2014

Ewa Szkudlarek,

BLUSZCZEM PAMIĘCI... (WIŚNIOWY SAD)

A A A
Na deskach Teatru Nowego w Poznaniu można zobaczyć kolejną inscenizację dramatu Antoniego Czechowa. „Wiśniowy sad” doczekał się wielu premier w polskich teatrach i nastręczał licznych trudności swym interpretatorom. Przez recenzentów sztuka była rozmaicie traktowana. W dwudziestoleciu międzywojennym dramat został porównany do „trochę spleśniałej wisienki” (A. Słonimski), za to w latach 70. przedstawienie „Wiśniowy sad” przeszło do legendy jako „bardzo piękne, bardzo trafione, z tą nieuchwytną melancholijną mgiełką” (E. Wysińska o spektaklu Starego Teatru w Krakowie w reżyserii Jerzego Jarockiego, 1975). Później sztuka zyskała wymiar symboliczny jako „naznaczona piętnem czerni, pozbawiona jakiejkolwiek perspektywy” (T. Krywow o spektaklu Teatru Wybrzeże w Gdańsku w reżyserii Krzysztofa Babickiego, 1985). Francuski reżyser Jean-Louis Barrault doszedł do wniosku, że to najbardziej uniwersalna sztuka Czechowa „o-czasie-który-mija”, a całość, „wychodząc od bieżącego życia, rozwija się w sposób niedostrzegalny aż do granic sfer metafizycznych” (J.-L. Barrault 1971: 326).

Czas, a wraz z nim przemijanie, to elementy fundamentalne dla ludzkiego istnienia ograniczonego przestrzennie (w wymiarze kosmicznym) i czasowo niepewnego (w wymiarze biologicznym). W przedstawieniu „Wiśniowy sad” w reżyserii Izabelli Cywińskiej to właśnie kategoria czasu zaznacza się najbardziej. Szczególnie mocno zostaje tu podkreślony proces odchodzenia od bliskich ludzi, znajomych miejsc, przeszłych zdarzeń i nierozerwalnie związany z tym koniec etapu życia, jakiegoś związku, okresu dobrobytu. Chybotliwość i niestabilność to cechy przytrafiające się bohaterom umieszczonym w gęstwinie zielonego bluszczu. Wszystko plącze się wokół ich stóp, a oni nie wiedzą, w jaki sposób wydobyć się z tej niepokojącej matni. Spektakl ukazuje stan zawieszenia i życiową stagnację, czyli dwa powody, dla których człowiek wybiera przeciętną stabilizację lub powiela fatalne schematy zachowań, zamiast rzucić się w wir nowych doznań. Sztuka Czechowa pozwala przyjrzeć się bliżej tym momentom zatrzymania, zawieszenia, wycofania ze świata. Cywińska zastawia na swoich bohaterów różnorodne pułapki. Jedną z nich może się okazać wieloletni nałóg, inną styl życia, mała obsesja, przymus bycia w drodze, czasem zaś coś wynikającego z lęków i zahamowań samotności – wszystko, co pozwala żyć niechlujnie na powierzchni samego siebie, bez konieczności konfrontacji z czymś głębokim.

Pierwsza część spektaklu obraca się wokół przemijania w jego namacalnych aspektach: zmiana pokoleń, odchodzenie i narodziny, życie i codzienność rozpatrywane są w perspektywie jednostkowej. Czas zapętla się we wspomnieniach postaci, obrazy z przeszłości, na pozór przyjemne i sentymentalne, niekiedy dotykają boleśnie, kaleczą wnętrze i ranią bliskich. Rozmowy o przeszłości zawierają w sobie gorzką nutę. Lubow Raniewska z radością ogląda zabawki w swoim dziecięcym pokoju. Wszystko pozostało takie samo: szafa, lalki, klaun. Stopniowo bohaterka zaczyna rozumieć, że dom rodzinny nie jest oazą spokoju i bezpieczną przystanią. Uświadamia sobie, jak wiele doznała bólu i rozczarowań po wyjściu z domu w dorosły świat. Wyeksponowana w przedstawieniu ceremonia wyjmowania z dna szafy i kufra zabawek przypomina psychologiczny zabieg odkrywania tego, co przez lata gromadzi człowiek w magazynie podświadomości. Pamięć o zdarzeniach i próba odtwarzania w umyśle emocji to zjawiska ułomne i niepewne, atakujące i przemijające. Z pokładów ludzkiej psychiki wszystko wydobywa się znienacka albo mimo woli.

Antonina Choroszy w roli Lubow stara się zbudować wiarygodny portret psychologiczny postaci. Niestety, stworzona przez nią bohaterka nie jest autentyczna w swoich emocjach, uczuciach i rozterkach. Zabrakło także momentów przemiany, mozolnej walki z własnymi ograniczeniami, których doświadcza Raniewska w dramacie Czechowa. Istotnie, aktorka błyszczy na scenie, prezentuje piękne, udrapowane suknie, ale ów blask staje się nieco matowy. W kolejnych sekwencjach odczuwa się brak całej gamy emocji: dezorientacji i zagubienia, buntu i wściekłości, strachu i poczucia krzywdy. Choroszy koncentruje się na sobie, ale nie dokonuje konstruktywnego podsumowania dotychczasowego życia. W jednej ze scen, kiedy przypomina sobie obraz stojącej w wiśniowym sadzie matki, jest poruszająca. Aktorce udało się w tej sekwencji pokazać wzruszający portret kobiety, która ciągle na kogoś czeka. Nadal stara się przekuć bolesne doświadczenie w coś wartościowego. Za chwilę stanie się znów chłodna i obojętna na to, co stanie się z rodzinnym domem i wiśniowym sadem.

Inne osoby występujące w sztuce nie tylko tworzą obraz rodziny, ale także ilustrują społeczeństwo w okresie przemian na początku XX wieku. Lokaj Firs (Michał Grudziński) to człowiek dystyngowany, wierny ideałom i oddany tym, którym służy; brat Raniewskiej, Gajew (Tadeusz Drzewiecki), bywa czarujący, ale także w pewnych sytuacjach nieporadny; Duniasza (Agnieszka Różańska) jest zalotna i chwilami zabawna, natomiast Jasza (Michał Kocurek) to postać uparcie dążąca do wyznaczonego celu.

Największymi zaletami spektaklu są melancholijna scenografia i odpowiednio dobrana do niej muzyka. Wiecznie zielone liście bluszczu wypełniają całą scenę, połyskują delikatnym blaskiem z wnętrza domu lub światłem księżyca. Liście zyskują na scenie lunarną poświatę. Bluszcz porasta ogrodzenia i pnie drzew, dyskretnie spowija kamienice i domy z kolumnami, a swoją zielnością szczególnie emanuje, gdy świat okrywa biały śnieg. Księżyc jest obrazem nieśmiertelnej duszy – duchowego pierwiastka, który nieustannie ociera się o zatracenie i wciąż odradza na nowo. Rytm księżycowych faz mówi o tajemnicy nierozerwalnej  jedności wzrostu i przemijania – życia i śmierci. Istnienie bohaterów tonie także w chłodnej zieleni cmentarzy, w księżycowych smugach, zimnym metalicznym odblasku przenikającym międzylistne przestrzenie.

Tęsknota staje się czymś, czego nie można udźwignąć. Nie da się wskrzesić czasu przeszłego, dawnej świetności, bogactwa, piękna. Srebrny blask księżyca spowije wszystko wokół, a liście ukryją w gęstwinie każdą chwilę. Rozrastające się gałęzie bluszczu zasłonią całą przestrzeń. Scena to wizja świata podporządkowanego naturze i rytmowi czasu. Wszystko odkłada się na murach, pękniętych szybach, porysowanych balustradach. Wiśniowy sad nie istnieje; zastąpił go bluszcz, wśród którego z pewnością skrywa się gęsta sieć pajęczyny. Pamięć w sztuce Czechowa nie daje bohaterom żadnego wsparcia, jest po prostu uporczywa i  nie do wymazania. Przypominają się zatem słowa z wiersza Jonasza Kofty: „pamiętajcie o ogrodach…” – także i tych wydobytych z rodzinnej przeszłości.

LITERATURA:

Barrault J.-L., Dlaczego „Wiśniowy sad”?. W: Czechow w oczach krytyki światowej. Wybór R. Śliwowski. Warszawa 1971.
Antoni Czechow: „Wiśniowy sad”. Reżyseria: Izabella Cywińska. Scenografia i kostiumy: Katarzyna Adamczyk. Muzyka: Jerzy Satanowski. Reżyseria świateł: Prot Jarnuszkiewicz. Choreografia: Marta Szumieł. Asystentka reżysera/inspicjentka: Jadwiga Figiel-Idziak. Występują: Bożena Borowska-Kropielnicka, Antonina Choroszy, Gabriela Frycz, Anna Mierzwa, Agnieszka Różańska, Janusz Andrzejewski, Ildefons Stachowiak, Tadeusz Drzewiecki, Filip Frątczak, Grzegorz Gołaszewski, Sebastian Grek, Michał Grudziński, Bolesław Idziak, Michał Kocurek. Premiera 14 grudnia 2013 r. Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu.