Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (263) / 2014

Anna Katarzyna Dycha,

CURLY HEADS. TO IDZIE MŁODOŚĆ

A A A
Drapieżny, pełny zadziornego rocka, eksplodujący emocjami, zaskakująco spójny. Taki jest debiut Curly Heads, młodego zespołu z Dąbrowy Górniczej, zatytułowany „Ruby dress skinny dog”. Dowód na to, że gitarowe granie powraca i ma się świetnie.

O tym, że Dawid Podsiadło ma zespół, z którym przygotowuje materiał, wiadomo było od dawna. Po drodze jednak młody chłopak z Zagłębia Dąbrowskiego wygrał popularny talent show i musiał zająć się swoją karierą solową. Płyta (była wydarzeniem), koncerty, nagrody. Wciąż jednak pamiętał o swoim zespole. Kontrakt z wytwórnią negocjował tak, by w przyszłości mógł też grać i nagrać płytę z Curly Heads. I nagrał, a w zasadzie nagrali. To nie jest Dawid z zespołem. Curly Heads – świadoma grupa – proponuje spójny materiał. Dojrzały, przekonujący, odważny.

„To jest płyta, której trzeba słuchać głośno” – przekonuje gitarzysta Oskar Bała. Rzeczywiście, jej moc jest wtedy jeszcze większa. Nerwowe gitary, pełen wściekłości krzyk wokalisty. Jakby od tych piosenek miało zależeć jego życie. Słychać, że bliski sercu Curly Heads jest brytyjski indie rock. Czerpią z muzycznej tradycji – pobrzmiewa echo zespołów Arctic Monkeys, Muse czy Franz Ferdinand – ale są przy tym współcześni, zachwycają świeżością. Wielki atut to niewątpliwie Dawid Podsiadło, jeden z najciekawszych wokalistów, który pojawił się w ostatnim czasie na polskiej scenie. Prezentuje tutaj szeroki wachlarz swoich możliwości. Nie pokazał ich w takiej mierze na debiucie „Comfort and happiness”. Był tam bardziej powściągliwy, nastrojowy. Tak, jakby wiedział, że będzie okazja, by wyśpiewać więcej. Z ekspresją, z emocjami, zadziornie. Nie przekracza jednak tej cienkiej granicy, za którą jego wściekła złość mogłaby już tylko śmieszyć. Wie, jak użyć swojego głosu. Wie, jak zaskoczyć. Wie, jak pozostawić niedosyt.

Płyta ma wiele porywających momentów. Otwierające „Love again” z wykrzyczanym finałem. Singlowe, mocne „Reconcile” z tamburynem. Rozedrgane, niepokojące „Diadré” z wokalem, w którym trudno rozpoznać dobrze znane brzmienie Podsiadły. „Noadvice” z niewiarygodnymi chórkami. Nie brakuje eksperymentów. Najbardziej zaskakuje finałowy „M.A.B” – kosmiczny, spowolniony, wyciszony, z przetworzonym wokalem. To materiał, od którego nie można się uwolnić. Gdy się kończy, mimowolnie wciskam „play”, by nacieszyć się tą muzyką. Melodie refrenów długo buszują po głowie.

Debiut Dawida Podsiadło był wydarzeniem zeszłego roku. Ten należy do zespołu, którego jest wokalistą. Curly Heads. Zapamiętajcie tę nazwę. Na pewno jeszcze ją usłyszycie.
Curly Heads: "Ruby dress skinny dog" [Sony Music Polska, 2014].