Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (264) / 2014

Przemysław Pieniążek,

PROSTO Z FRONTU (TO BYŁA WOJNA OKOPÓW)

A A A
Zgodnie z intencją Jacquesa Tardiego, rozgrywająca się w latach 1914-1918 graficzna opowieść (dedykowana dziadkowi artysty) nie jest pracą historyczną, lecz zbiorem przejmujących epizodów poświęconych (w pierwszej kolejności) francuskim żołnierzom, wciągniętym i bezdusznie zmielonym przez tryby wojennej machiny. Autor „Krzyku ludu”, wiele zawdzięczający merytorycznemu wsparciu dokumentalisty Jean-Pierre’a Verneya, konstruował fabułę klasycznego dziś tomu w oparciu o nie tylko dostępne materiały źródłowe czy teksty kultury (literatura, film), lecz przede wszystkim o relacje pozostałych przy życiu widzów i aktorów militarnego teatru I wojny światowej. W związku z tym skrzętnie wymykająca się rygorom chronologii fabuła komiksu (opierającego się zarówno na pierwszo- jak i trzecioosobowym trybie narracji) w równym stopniu urzeka, co budzi niepokój zawartym na kartach utworu ładunkiem autentyzmu.

Chociaż Tardi pochyla się nad losami konkretnych jednostek, prawdziwym bohaterem „To była wojna okopów” jest zbiorowość, której „wielki anonimowy krzyk agonii” uwieczniony został na złowieszczym tle międzynarodowego konfliktu. Francuz pieczołowicie oddaje realia codziennej wegetacji (nie tylko!) na polowych fortyfikacjach, upływającej (poza wymianą ognia) na wzmacnianiu zasieków, naprawie uszkodzonych schronów czy żmudnym czuwaniu przy strzelniczych stanowiskach. Deszcz, przenikliwy ziąb, wszechobecne błoto, choroby, plaga szczurów, odór rozkładających się zwłok, mordercze opary iperytu, kanonada z wielkokalibrowych dział lub ostrzał z broni maszynowej – oto naturalny pejzaż miejsca, gdzie diabeł nie tylko mówi dobranoc, ale kłania się nisko przez całą dobę.

W gronie protagonistów komiksu Jacques’a Tardiego znajdziemy najróżniejsze typy osobowości: szlachetnych bohaterów, oddanych druhów, cwaniaków, lizusów, potencjalnych samobójców lub dezerterów. Wbrew pozorom, łączą ich te same wątpliwości oraz niepokoje, poczucie beznadziei oraz rozczarowania, nade wszystko zaś pragnienie powrotu do domu. Uwikłani w wojnę klas, beztrosko posyłani na rzeź lub stający przed obliczem plutonu egzekucyjnego, rezydenci ponurych przyczółków odnajdują chwile wyciszenia w pasie ziemi niczyjej, gdzie wciąż jest możliwy efemeryczny dialog z przeciwną stroną. 

Utrzymany w czarno-białej stylistyce album „To była wojna okopów” mocno wbija się w pamięć zarówno dzięki misternie budowanej narracji, jak również za sprawą sugestywnej szaty graficznej. Opowiadając o ideologicznym bankructwie wojen, banalizacji śmierci oraz drzemiącej w każdym z nas jakże ludzkiej tendencji do bardzo szeroko pojętego okrucieństwa (przejawiającego się również w ekspansywnym rozwoju przemysłu zbrojeniowego), autor często oddaje głos żołnierzom, których oblicza – trupie, potwornie okaleczone, emanujące skrajnym zmęczeniem i desperacją, trawione gorączką lub bólem – zwracają się w stronę czytelnika, stającego się tym samym niemym świadkiem dokonującego się pandemonium. Widmowe miasta, deliryczne wizje, truchła zwierząt rozerwanych przez eksplozje, wyszczerzone czaszki oraz wszechobecna agonia i rozkład mięsa armatniego stanowią estetyczny leitmotiv recenzowanego tomu, w którym pacyfistyczne przesłanie wybrzmiewa gorzką nutą, a dosadność przeplata się z wizualną metaforą. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla miłośników „Na Zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque’a, „Pożegnania z bronią” Ernesta Hemingwaya czy „Ścieżek chwały” Humphreya Cobba.
Jacques Tardi: „To była wojna okopów” („C’était la guerre des tranchées”). Tłumaczenie: Katarzyna Dargiel. Wydawnictwo Centrala – Mądre Komiksy. Poznań 2014.