Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (264) / 2014

Jan Zając,

GDZIE TY MIESZKASZ? MIĘDZY SWEMI. W JAKIM KRAJU? W... ZIEMI (SZCZEPAN TWARDOCH: 'DRACH')

A A A
Wielu czytelników z łatwością zgodziłoby się ze stwierdzeniem, że Szczepan Twardoch pisze książki o Śląsku. Śląskie wątki pojawiały się przecież we wszystkich niemal dziełach tego autora, z wyjątkiem może „Sternberga”. Z drugiej jednak strony, równie dobrze można by powiedzieć, że żaden z jego utworów nie koncentrował się w pełni na tej tematyce. Żeby pozostać jedynie przy powieściach – w „Epifanii wikarego Trzaski” czy „Przemienieniu” Śląsk był właściwie tylko tłem wydarzeń, a choć w „Wiecznym Grunwaldzie” i „Morfinie” opisano losy polsko-niemieckich mieszańców, to powieści te nie podejmowały problemu śląskości jako takiej. Będzie to pewne uproszczenie, ale Szczepana Twardocha zajmowały dotychczas inne sprawy. W jego wczesnych utworach chodziło przede wszystkim o zbudowanie ciekawej fabuły: sensacyjnej, historycznej lub fantastycznej; w utworach późniejszych z kolei o rozważanie spraw, owszem, doniosłych, ale rozważanie celujące w uniwersalność – charakterystyczne dla Twardocha są dociekania historiozoficzne, filozoficzne, etyczne czy genderowe: kryzys męskości, związek męskości z przemocą, rola przemocy w życiu człowieka i jego historii, wynikające z niej wyzwania etyczne – tak można by streścić problematykę „Wiecznego Grunwaldu” i „Morfiny”.

Z dwóch co najmniej powodów kreślę to zestawienie przy okazji premiery „Dracha”, najnowszej powieści Twardocha. Po pierwsze, Twardoch, jak wiadomo, przeszedł od pisania powieści gatunkowych do pisania powieści „po prostu”. Jak sam lubi o sobie mówić – chce być pisarzem „bezprzymiotnikowym”, nie fantastycznym, sensacyjnym czy politycznym. Transfer Twardocha do tzw. mainstreamu już od kilku lat jest faktem, „Drach” tylko to potwierdza, powiększając dystans tej twórczości względem programowo prostego i przezroczystego języka autorów popularnych powieści fantastycznych. Stąd wynika druga kwestia, z którą wiąże się kilka pytań: czy więc „Drach” rzeczywiście jest pierwszą powieścią Twardocha o Śląsku? Czy „bezprzymiotnikowy” w tym przypadku znaczy również – nie śląski? Wreszcie – kim lub czym jest tytułowy drach?

Tę kwestię Twardoch wytłumaczył na długo przed premierą książki. Na początku 2013 roku w jednym swoich felietonów wyłożył etymologię tego śląskiego słowa, pochodzącego od niemieckiego Drache – co znaczy: „latawiec”, ale i „smok”. Pierwszego znaczenia używają na przykład rodzice, strofujący swoje dzieci – w tym kontekście słowo to po raz pierwszy pojawia się w książce. „Str?mi sie, ty drachu!” – krzyczy do Josefa Magnora, jednego z głównych bohaterów powieści, jego matka. Jest rok 1906, a Josef ma wtedy osiem lat i z głęboką fascynacją podgląda skutki niefortunnego połączenia alkoholu z pełnieniem obowiązków rzeźnika podczas świniobicia. Jednak nie tylko zatroskana o los przyszłego wusztu i żyml?ków mamulka widzi małego Zeflika. Przypatruje mu się także Drach, smok, który będzie go obserwować również, gdy Josef będzie walczył na wojnie, gdy wróci, by się ożenić, gdy będzie swoją żonę zdradzać, gdy będzie pracować w kopalni, gdy będzie zmagać się z obłędem i gdy będzie umierać. I nie tylko jego ogląda drach – drach widzi wszystko, drach wszystko pamięta, tak jak pamięta prawnuka Josefa Magnora – Nikodema Gemandera, młodego, zdolnego śląskiego architekta. To druga z postaci, na której skupia się narracja książki, spisanej właśnie jako opowieść Dracha.

Twardoch, pozostając wierny metodzie pisarskiej wypracowanej w „Wiecznym Grunwaldzie” i „Morfinie”, stwarza wszystkowiedzącego narratora, którego wiedza uzasadniona jest jego metafizyczną naturą. Drach jest czarnym bogiem, znanym z „Wiecznego Grunwaldu” Zmejem, żmijem, mrocznym, chtonicznym bóstwem. Jednocześnie jednak – co dla nowej powieści Twardocha nawet ważniejsze – jest on ziemią. Ludzie chodzą po nim jak wszy, drążą w nim tunele i wydobywają z nich jego czarne odchody, a potem sami do niego wracają, rozpływając się w nim, jak rozpływa się wszystko inne. Drach wie wszystko dlatego, że wszystko ostatecznie jest nim. Również dlatego dla Dracha wszystko zawsze jest teraz.

Wykreowawszy takiego narratora Twardoch – po raz kolejny – rzuca się w historię, wykorzystując „wieczne teraz” Dracha do stworzenia pełnej rozmachu panoramy Śląska XX wieku, rozpiętej między postaciami Josefa i Nikodema. Tytuły kolejnych rozdziałów zastępuje datami, te nie są jednak ułożone chronologicznie – w każdym z rozdziałów opisane są wydarzenia z wielu różnych lat, a opowieść Dracha sięga niekiedy nawet i do średniowiecza. Nie jest jednak tak, by spojrzenie Dracha wydobywało z historii jakieś jej ukryte sensy czy zbieżności – lub inaczej: tworzy ono same zbieżności, wszystko wyrównując. Historie Josefa i Nikodema (którzy obaj są zresztą złamanymi mężczyznami, tak charakterystycznymi dla prozy Twardocha), historie Magnorów i Gemanderów, historie wojen i powstań oraz życia w II RP, PRL-u i III RP zdają się splatać ze sobą w jakąś misterną sieć, jednak ich znaczenie – w pełni przecież dla Dracha zrozumiałe – nie różni się wcale od znaczenia życia saren, zdziczałych psów, drzew i kamieni.

Jedna tylko z postaci przedstawionych w powieści czuje, czym jest Drach – stary Pindur, wioskowy wariat, a zarazem mędrzec. W pewnym momencie będzie on opowiadać Josefowi: „Człowiek, chop i baba, kamień, s?rnik, haz?k, kot a pies, str?m, wszisko to samo. Wszisko je jednym. Ziymia to je taki srogi drach, łażymy po jego ciele, a na grubach kopiymy jego ciało, kere je czystym sł?ńcym [...]. My s?m niym. Tym drachym, łażymy po jego ciele, ale tyż s?m my jego ciałym, poradzisz se to forsztelować? Jak błecha, kero żere twoj?m krew, ôna je tob?m, ja?”.

Należy jednak powiedzieć więcej – Drach nie tylko jest ziemią, jest on przede wszystkim ziemią śląską, więcej nawet, jest on Śląskiem, ponieważ to historię Śląska opowiada. I w drugą stronę – tylko ze Śląska może pochodzić taka wizja ziemi, przerytej układem trawiennym kopalń, z których wydobywa się czarne złoto, wynik organicznych procesów zachodzących w tym dziwnym ciele, którego gazy są toksyczne i zabójcze. I choć wszystko zdaje się zmieniać, jak zmieniały się w XX wieku polskie i niemieckie nazwy i granice, tak nie zmienia się nic, bo zawsze trwać będzie czarne, ciężkie cielsko bestii, którym jest ta ziemia, dająca życie wszystkiemu, co jest na jej powierzchni, na wszystko idealnie obojętna i gotowa przyjąć z powrotem w siebie wszystko, co z siebie wydała.

„Drach” jest więc pierwszą książką Twardocha w pełni poświęconą Śląsku, zarazem jednak nie traci przez to w żaden sposób na uniwersalności. Jest też chyba najbardziej mroczną powieścią pilchowickiego autora, co po „Morfinie” i „Wiecznym Grunwaldzie” wydaje się szczególnym osiągnięciem. Wrzucenie w wir dat i wydarzeń, achronologicznie przeplatających się ze sobą przez całą książkę, może początkowo oszałamiać, pozwala jednak osiągnąć dwa zasadnicze efekty – pokazuje skomplikowanie historii Górnego Śląska oraz pozwala spojrzeć na nią oczami Dracha. A w tym spojrzeniu cała ta historia nie ma większego znaczenia niż życie sarny – a więc ma znaczenie ogromne.

Twardoch kreśli w „Drachu” pieczołowitą charakterystykę regionu, opisując jego historię i kulturę oraz doskonale wykorzystując język śląski. Powieść tę można czytać jako śląską sagę – i czytelnicy, którzy takiej sagi poszukują, będą w stanie ją odnaleźć, o ile nie powstrzyma ich przed tym chłodny, rozproszony i często bezlitosny styl narracji, skądinąd świetnie poprowadzonej. Równocześnie jednak ta charakterystyka zdaje się unieważniać samą siebie – Twardoch rezygnuje z wszystkich esencjalnych cech śląskości jako kategorii kulturowej, więcej nawet, jako kategorii po prostu ludzkiej. Zamiast tego opisuje Śląsk jako ziemię, niewzruszoną i chłodną, jako żywioł, z którego wszystko pochodzi i do którego wszystko musi wrócić. Jeśli wieczny Grunwald, Ewige Tannenberg, był metafizycznym żywiołem historii jako potęgi potencjalności, to w „Drachu” wyłania się zupełnie co innego – „wieczny Śląsk” – brutalny żywioł materii z potęgą jej konieczności.
Szczepan Twardoch: „Drach”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2014.