Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (264) / 2014

Magdalena Piotrowska-Grot,

POWTÓRNE NIEWTÓRNE CZYTANIE (PIOTR KARWOWSKI: 'CZYTANIE MIŁOSZA')

A A A
Idea napisania kolejnej książki poświęconej twórczości Czesława Miłosza może wydawać się przedsięwzięciem co najmniej ryzykownym. Zaś rozważania poświęcone sposobowi czytania, procesowi odbioru i rozumienia mogą natrafić na niezrozumienie celu, w jakim powstają i ku jakiemu prowadzą. Połączenie tych dwóch aspektów sprawia, że wymagania wobec „Czytania Miłosza”, jeszcze przed rozpoczęciem lektury, są wyjątkowo wygórowane.

Przeciw zwątpieniu

Zmierzenie się z twórczością tak bogatą w opracowania i komentarze, jak dzieło Czesława Miłosza, nie jest dla literaturoznawcy zadaniem łatwym. Przede wszystkim bardzo trudno uniknąć badawczego epigoństwa i odnaleźć w literackim dorobku noblisty drzwi, których ktoś już wcześniej nie wyważył. Nawet jeżeli nie został opisany jakiś utwór, to zdiagnozowano pojawiające się w nim zjawiska i problemy, nie brakuje omówień całościowych, rozpatrujących globalnie problemy poruszane przez Miłosza, ale także badań mikrologicznych, poświęcających energię badawczą na drobny wycinek problematyki tych dzieł. To, czego nie doszukali się interpretatorzy poezji i komentatorzy eseistyki, niejednokrotnie uzupełnił sam Miłosz w licznych odautorskich komentarzach, wywiadach, omówieniach.

Czytelnikom Miłosza trudno jednak zgodzić się na stwierdzenie „to juz koniec”, wszystko zostało powiedziane. Nie leży bowiem w naturze współczesnego literaturoznawstwa wydawanie tak kategorycznych osądów – uwzględniając rolę czytelnika i już niejako przesiąknąwszy przekonaniem, że każde nowe odczytanie generuje nowe sensy dzieła, wierzymy, że można powiedzieć coś nowego i odkrywczego o literaturze już zbadanej. Gdyby bowiem uznano, że o tekstach kultury w ten czy inny sposób zostało już wszystko powiedziane, liczne kierunki studiów podyplomowych dających praktyczne wykształcenie zalałaby rzesza sfrustrowanych i niepotrzebnych filologów, którym nie zostało już nic do powiedzenia. Przede wszystkim jednak literacki materiał badawczy zwykle nie pozwala na wygłoszenie na jego temat skończonych, kompletnych osądów. Czytanie to bowiem zajęcie pozwalające na kompilację teoretycznych narzędzi i metod z indywidualnym postrzeganiem świata, zapleczem lekturowym danego literaturoznawcy i jego emocji. Nie jest pozbawione osobistego pierwiastka, który czasem zupełnie nieświadomie promieniuje na sensy danego tekstu. Na skończoną, szczelnie zamkniętą interpretację, na jedyne słuszne rozwiązanie nie ma miejsca we współczesnej humanistyce.

W sytuacjach literaturoznawczego zwątpienia promyk nadziei przynoszą zwykle nowe metodologie lub nowatorscy pisarze, z czego pierwsze zjawisko zdaje się oferować niezwykle szeroki wybór. Jednak autor „Czytania Miłosza” decyduje się na inne rozwiązanie – wybiera twórczość pisarza, która została omówiona przez wielu wybitnych badaczy, jednocześnie zaś była poddawana próbom nowatorskiego odczytania (jak choćby interpretacje ekokrytyczne). Niezmiernie trudno odnaleźć więc w dziele noblisty miejsca puste, niedookreślone, pozwalające na metodologiczną innowacyjność, choć z pewnością takie luki czekające na uzupełnienie są w znanych odczytaniach wciąż obecne. Zajmowane w tej kwestii stanowisko wynikać będzie z perspektywy, jaką badacz obiera wobec samych zagadnień procesu lektury właśnie, i z indywidualnej drogi definiowania literatury oraz możliwości jej interpretacji. Piotr Karwowski ewidentnie nie uznaje możliwości zamknięcia interpretacji, nie stara się uchwycić jednostkowego sensu, wyjaśnić metafor, rozwinąć symbolicznych przedstawień. Autor omawianej książki sięga po twórczość Miłosza, głównie „Widzenia nad Zatoką San Francisco”, „Ziemię Urlo”, ale także utwory poetyckie, za pośrednictwem ideologii estetycznej Paula de Mana próbując przedstawić nową metodę czytania Miłosza.

Przeciw „klasykom”

Uwagę czytelnika zwraca w książce Karwowskiego przede wszystkim metoda podawcza, zdecydowanie intrygująca na tle akademickich podręczników i klasycznych już odczytań poezji Miłosza, głęboko zakorzenionych w świadomości filologów. Początkowo może ona wywoływać opór. Eseistyczna forma książki, miejscami wręcz w sposób protekcjonalny odnosząca się do szkolnego czytania poezji Miłosza, z oczywistych przecież względów tę lekturę upraszczającego, jest jednocześnie w pełni uprawomocniona i nie do końca spełniona. Zapowiedziana na początku próba odtworzenia własnego, osobistego, niemalże intymnego sposobu czytania poezji wymyka się szybko tej formie i przemienia w syntetyczne przedstawienie projektu estetycznego Paula de Mana. Nie jest to jednak prywatne doświadczenie lekturowe zuniwersalizowane do sposobu czytania literatury w ogóle, lecz sprowadzone do badawczego, wyczerpującego studium rozważania filozoficzno-filologiczne. Wystarczy porównać pierwsze zdania autora, ocierające się niemalże o postulat „wyzwolonej czytelniczej wyobraźni” i interpretacyjnej swobody dla wszystkich: „Chodzi mi o ten prosty fakt, że nigdy żadna z interpretacji, na które trafiałem lub którą mi serwowano, nie wydawała się wystarczająco dobra” (s. 11), ze zdaniami z dalszych części: „Drugie odczytanie Miłosza przez poetów Nowej Fali uruchamia tę samą hermeneutykę, lecz z jawnym wskazaniem, że celem jest ona sama…” (s. 60). Zdania te właściwie ukierunkowane są na ten sam cel, jednak język przedstawienia stał się zdecydowanie mniej swobodny.

Książka wyraźnie pomyślana była jako wyrwanie się z ram klasycznie rozumianego naukowego dyskursu, wpada jednak w pułapkę językowego porządku dyscypliny. Trudno zarzucić prezentowanemu omówieniu braki merytoryczne, a autor broni się przed nimi, wskazując miejsca, w których zmuszony jest do pominięć czy uproszczeń. Wielu czytelników uzna ten sposób pisania za zaletę, łączy on bowiem osobisty stosunek do badanego przedmiotu z rzetelną wiedzą, równocześnie wprowadza jednak w książce pewien rys niespójności.

Język wywodu, choć istotny przy pierwszym kontakcie z książką, nie jest w tej pozycji oczywiście najważniejszy. Najistotniejsza może okazać się specyfika jej oryginalności, to, co wyróżnia „Czytanie Miłosza” od znanych odszyfrowań semantycznej skarbnicy twórczości noblisty, czyli sposób pojmowania samej lektury, przenoszenie ciężaru z praktyki hermeneutycznej na ideologię. Bardzo ważnymi elementami tej pracy na pewno są rozdziały poświęcone pojęciu mimesis w poezji Miłosza oraz próba wyjaśnienia zjawiska metalepsy i sposobów wykorzystywania przez poetę synekdochy.

W moim odczuciu najważniejsze w prezentowanej książce są nie wyraźnie wydzielone części teoretyczne, zdecydowanie w niej przeważające, a prezentacja właśnie sposobu czytania twórczości Miłosza, praktyka lekturowa skupiona na tekście i jego rozumieniu jako zdarzeniu jednorazowym, niepowtarzalnym i pozwalającym czytelnikowi na specyficzną swobodę – przy zachowaniu ostrożności wobec tekstu, który nie jest odzwierciedleniem rzeczywistości, a reprezentacją, niejednokrotnie zwodniczą i wymykającą się prostym operacjom objaśniania semantyki czy śledzenia tropów. Niezwykle cenne zdają się rozpoznania perswazyjności Miłoszowych przedstawień – subtelnej, zakorzenionej w bycie, wzniosłej, skupionej na okiełznaniu języka. Karwowski stara się nauczyć czytelnika podejrzliwości wobec tekstu, wyczulenia na narzędzia ironii i autoironii, ukazuje, co też niezwykle istotne, dzieło Miłosza jako swoistą całość, którą należy koniecznie odczytywać w sposób globalny (co niesie za sobą pewne istotne niebezpieczeństwa, do których jeszcze wrócę), zbiera pojawiające się w esejach i komentarzach pisarza przesłanki, które potwierdzić mogą słuszność przedstawionych tez niezwykle precyzyjnie. Pytania stawiane literaturze przez autora omawianej książki dotyczą przede wszystkim estetycznej drogi obranej przez Miłosza, nie semantyki, metaforyki czy alegorii, jeżeli zaś te tropy pojawiają się w orbicie zainteresowań badawczych, dotyczy to zdecydowanie nie ich pojedynczych znaczeń, a funkcjonowania owych elementów w sposobie budowania przez noblistę literackiego świata.

Zdecydowanie ciekawsza zdaje się część druga książki Karwowskiego, kluczowa, choć mniej obszerna niż teoretyczne wprowadzenie – część poświęcona właśnie na czytanie dzieł Miłosza, unaocznienie możliwości praktycznego wykorzystania w procesie lektury narzędzi dostarczonych przez de Mana.

(Na)przeciw Miłoszowi

Przytaczane przez Karwowskiego cytaty z „Widzeń nad Zatoką San Francisco” czy „Ziemi Urlo” są wykorzystywane w książce niezwykle utylitarnie, a ów utylitaryzm wprowadza w „Czytanie Miłosza” pewną sprzeczność. Owszem, wybrane cytaty potwierdzają tezy o słuszności zastosowania idei estetycznej de Mana w trakcie lektury dzieł Miłosza, ale łatwo byłoby też w tej ogromnej skarbnicy cytatów odnaleźć takie, które się jej wymykają.

Miłosz był świadomy literackości swoich dzieł, ich mimetyczności, ale jako reprezentacji, nie odzwierciedlenia. Wiele utworów jednak to bardzo świadome kreacje-projekcje powołujące do życia światy dekonstruujące tkankę świata rzeczywistego, kreacje mające powołać do życia przestrzenie teoretycznie nierealne. Tak będzie choćby w przypadku tekstów nawiązujących do koncepcji apokatastasis, trudno bowiem stwierdzić, iż ich „pozaludzkie wskazywanie” (Nycz 2004: 175-183) nie jest jednocześnie antropocentryczne. Karwowski rozdziela w swej książce wiele aspektów czytania literatury, które dzieło Miłosza, jako jedno z nielicznych, pozwala połączyć. Utwory pisarza w niezwykły sposób jednocześnie tworzą pewien system estetyczno-ideologiczny i pozostają pojedynczymi zdarzeniami lekturowymi, które koniecznie należy odczytywać indywidualnie, unikając uogólnień. Jak choćby w przypadku metafizycznych rozpoznań poezji Miłosza ­– nieraz będziemy mieli do czynienia w tej twórczości z nawiązaniami do metafizyki obecności, by innym razem odkryć jej absolutne zaprzeczenie i rozbicie klasycznych podziałów na to, co duchowe i materialne, dobre i złe itd.

„Czytanie Miłosza. O trzech postaciach ideologii estetycznej” to książka niezwykle zaskakująca i zmuszająca czytelnika do poszukiwania własnej ścieżki lekturowej, nie tylko wobec twórczości Miłosza. W części interpretacyjnej pokazane zostały liczne miejsca dzieł pisarza pozwalające na dopowiedzenia i uwolnienie z ram bardzo silnych głosów badaczy, które nie łatwo oddzielić od własnej lektury. W książce nie brakuje fragmentów niejasnych, nie do końca precyzyjnych, ale też wybrana przez autora koncepcja wymaga ogromnej wiedzy merytorycznej, zwłaszcza że często zderzana jest z zupełnie innymi metodologiami. Praca Karwowskiego zdecydowanie otwiera nowe pola dyskusji nad twórczością nie tylko Czesława Miłosza, ale może stanowić przyczynek do re-interpretacji innych dzieł, jedynie pozornie badawczo wyczerpanych. Stanowi także, prawdopodobnie nie do końca zamierzenie, ważny głos w debacie o możliwości dalszego trwania filologii. Przede wszystkim zaś przypomina o otwarciu się na tekst i oswobodzeniu czytelnika.
LITERATURA:
R. Nycz: „Literatura jako trop rzeczywistości. Poetyka epifanii w nowoczesnej literaturze polskiej”. Kraków 2004.
Piotr Karwowski: „Czytanie Miłosza. O trzech postaciach ideologii estetycznej”. Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego. Warszawa 2014.