Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (265) / 2015

Dariusz Szymanowski,

NA MARGINESIE "OBYWATELA" STUHRA

A A A
Książki o filmie
Ostatnia propozycja Jerzego Stuhra – film „Obywatel” – nie schodzi poniżej pewnego, charakterystycznego dla tego twórcy (dobrego) poziomu. Historię Jana Bratka dobrze się ogląda, ale jeszcze lepiej czyta. Jest teraz po temu okazja, wydawnictwo Znak wydało bowiem niedawno książkę pt. „Obywatel Stuhr”, w której znajdziemy scenariusz z odautorskimi komentarzami.

1.

„Zezowate szczęście” (1960) – „Obywatel Piszczyk” (1988) – „Obywatel” (2014). Co łączy te filmy? Nadzwyczaj wiele: genialne kreacje aktorskie (Bogumiła Kobieli i Jerzego Stuhra), koncept bohatera, który ma w życiu niebywałego pecha, oraz sama forma. Spośród nich to właśnie sposób prowadzenia narracji w „Obywatelu” zasługuje na największe uznanie.

2.

„Obywatel”, choćby i nie chciał tego sam Jerzy Stuhr, będzie przez widzów odbierany jako dopowiedzenie historii Jana Piszczyka. Mimo że scenarzysta i reżyser w jednej osobie zmienił nazwisko głównego bohatera na Bratek, to konstrukcja psychologiczna postaci pozostała identyczna. Jan to bohater, którego ciągle biorą za kogoś innego; zawsze znajduje się w złym miejscu, w złym czasie. Chce dobrze, ale czego by nie robił, wszystko wychodzi jak zwykle, czyli na opak. Jan Bratek to maminsynek: zbyt poczciwy, aby się przeciwstawić, zbyt łatwowierny, aby odmówić. W dodatku cierpi na nieuleczalną chorobę zwaną romantyzmem, której jednym z objawów jest bezgraniczna wiara w ideały, a że Jan Bratek jest przy tym podatny na nieustannie wiejący wiatr historii, to idee, w które wierzy, co jakiś czas rozciągają się od lewej aż po prawą stronę. Co i rusz przydarzają mu się, zdawać by się mogło, niemożliwe zrządzenia losu: idzie do sąsiada pożyczyć szklankę soli, a zatrzymuje go esbecja za konspiracyjne spotkania; zamiast do „Solidarności” trafia do partii, i tak całe życie. Przez przypadek zostaje a to bohaterem (jako dzielny mleczarz kolportujący opozycyjne ulotki), a to zdrajcą (jako internowany „przez pomyłkę” jest szkalowany przez współwięźniów i posądzany o donosicielstwo).

3.

Materiały prasowe rysują analogię między „Obywatelem” a „Forrestem Gumpem” (określenie Piotra Dzięcioła – producenta filmu) albo „Seksmisją”, ale nie można chyba było skonstruować bardziej nietrafionych porównań. Bohater „Obywatela” przypomina raczej Adasia Miauczyńskiego z „Nic śmiesznego”, który również zdaje się kompletnie nie mieć wpływu na własne życie. Daje się nieść fali historii, która nim miota. Inny możliwy przypis: „Eroica” w reżyserii Andrzeja Munka. Warto zwrócić też uwagę na postać scenarzysty Jerzego Stefana Stawińskiego, który odpowiada zarówno za „Eroicę”, jak i za „Zezowate szczęście”, „Obywatela Piszczyka” i m.in. „Pułkownika Kwiatkowskiego”. 

4.

Najnowszy scenariusz Stuhra nie tyle definiuje istotę polskości, co z dokumentalną wręcz rzetelnością opisuje stan rzeczy: stereotypowy i wręcz absurdalny antysemityzm, obłudny katolicyzm naziemnego personelu Boga (gdzie nawet rzecznik prasowy Metropolii Warszawskiej nie zna sześciu prawd wiary), hurrapatriotyzm, za który nie raz w historii Polak chciał dostać po mordzie dla zasady i „dobrej prasy”.

5.

W jednej z recenzji przeczytałem, że „Obywatel” to film „kameralny, nieco ospały, działający na widza nie formą, a treścią”. Krytyk chybił jednak niemiłosiernie, bo o ile treść będzie zrozumiała pewnie jedynie dla Polaków, i to głównie tych z pokolenia Jerzego Stuhra, o tyle forma – szkatułkowa, retrospektywna, przeplatająca losy głównego bohatera i ustawiająca go niekiedy w takiej sytuacji, aby sam spojrzał na siebie z innej (czasowej) perspektywy (dowód: scena 128., „Angelika”) – jest genialna. Właśnie owa narracja – opowiadanie wsteczne i krzyżowe, gdzie losy wszystkich bohaterów przecinają się i wpływają na siebie nawzajem – ma uniwersalny charakter i nie daje się zgubić widzowi w meandrach opowiadanej przez Bratka historii. Cała w tym zasługa scenarzysty.

6[1].

W „Obywatelu” Stuhra rozczarowywać może jedynie puenta, która powinna być mniej nachalna[2]. Idealnym zakończeniem byłaby scena, w której główny bohater zrywałby wszystkie kable, rurki, zdejmował bandaże i opuszczając pokój wypełniony oficjelami, na pytanie któregoś z nich: „Gdzie pan idzie, panie Bratek?”, nuciłby słowa lecącej z radia piosenki: „Idę prosto, dopóki sam nie padnę / Idę prosto, to jest powód do troski / Idę prosto, mam w dupie obie wasze Polski / Idę prosto, nie zbaczam ni w lewo ni w prawo / Idę prosto, to dawno już nie jest zabawą” (Kult: „Prosto”).
 


[1] W przedostatniej scenie „Obywatela Piszczyka” naczelnik więzienia rozmawia z głównym bohaterem:

„Naczelnik: A wy w którą stronę idziecie, w prawo czy w lewo?

Jan Piszczyk: Nie wiem”.


[2] Czerwono-biała twarz głównego bohatera, naznaczona piętnem tego kraju na literę „P”, jest zbyt oczywistą metaforą.


„Obywatel Stuhr. Z Jerzym i Maciejem rozmawia Ewa Winnicka”. Wydawnictwo Znak. Kraków 2014.