Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (265) / 2015

Przemysław Pieniążek,

NA SŁUŻBIE DO SAMEGO KOŃCA (STRAŻNICY - POCZĄTEK. OZYMANDIASZ / KARMAZYNOWY KORSARZ)

A A A
Kanadyjski scenarzysta i rysownik Darwyn Cooke z właściwym sobie wdziękiem przedstawił perypetie Gwardzistów: bohaterskiej formacji, której (nie zawsze) chlubne tradycje ze zmiennym powodzeniem starali się kontynuować Strażnicy. Twórca komiksowych przygód charyzmatycznego Parkera był również współautorem skryptu „Jedwabnej Zjawy” (rewelacyjnie zilustrowanego przez amerykańską graficzkę Amandę Conner), ze sporą dawką humoru oraz psychodelii ukazującego okoliczności, w jakich córka Sally Jupiter, Laurel, została drugim wcieleniem tytułowej heroiny o wyjątkowo mocnych pięściach i twardych obcasach.

Odczuwalnie słabszy poziom prezentowały za to prequele napisane przez Briana Azzarello. Amerykanin – zasłużenie cieszący się estymą w branży graficznych opowieści – wziął na warsztat historie dwóch najbardziej charyzmatycznych, nieprzewidywalnych i (nie)zdrowo pokręconych Strażników, czyli Komedianta oraz Rorschacha. Jednak reinterpretacje zaproponowane przez scenarzystę „Stu naboi” w niewielkim stopniu rozwinęły doskonale znane fanom komiksu Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa biografie owych (anty)bohaterów. Okolicznością łagodzącą była solidna oprawa wizualna epizodów, zilustrowanych przez J.G. Jonesa (rysującego perypetie brutalnego Edwarda Blake’a) oraz Lee Bermejo, który sugestywnie ukazał neo-noiorowy, wielkomiejski habitat zamaskowanego Waltera Kovacsa.

Zdecydowanie ciekawszy pod względem fabularnym okazał się trzeci zbiorczy tom serii „Strażnicy – Początek”. W nim bowiem scenopisarskie stery przejął J. Michael Straczynski, analizujący biogram drugiego Nocnego Puchacza, Daniela Dreiberga (odcinek świetnie zilustrowany przez rodzinny duet Andy i Joe Kubert wspieranych przez Billa Sienkiewicza), dookreślając równocześnie psychologiczny profil Jona „Doktora Manhattana” Ostermana (rozdział okraszony nastrojowymi pracami Adama Hughesa). Smakowitym bonusem zaserwowanym przez amerykańskiego mistrza pióra była natomiast narysowana przez Eduarda Risso nowelka, której protagonistą został Edgar Jacobi – czarny charakter, lepiej znany jako Mistyczny Moloch. W gronie autorów kontrowersyjnej miniserii, z różnym skutkiem eksplorującej oraz rozbudowującej uniwersum klasycznych dziś „Strażników”, znalazł się także scenarzysta Len Wein, współtwórca postaci Rosomaka czy Potwora z Bagien. Efekt jego pracy być może nie rzuca na kolana, ale bez dwóch zdań jest bardzo dobrym zwieńczeniem graficznego cyklu.

Ciężka jest głowa, co koronę nosi („Ozymandiasz”)

„W tych ostatnich minutach, zanim podejmę swoją wielką misję, pragnę wspomnieć i wyjaśnić wydarzenia, które doprowadziły mnie do tej chwili. Istnieje bowiem minimalne ryzyko, iż me starania nie powiodą się, a ja nie wrócę… Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest oczywiście małe, jako że przygotowałem się na wszelkie ewentualności… ale nawet najmądrzejszemu człowiekowi na świecie zdarzało się czasem popełnić błąd… a na koniec to historia oceni słuszność moich działań… Czy nam się to podoba, czy nie, historia zawsze ma ostatnie słowo”. Datowany na 1985 rok wyimek z pamiętnika Adriana Aleksandra Veidta wprowadza czytelnika w kameralną, konsekwentnie opierającą się na pierwszoosobowej narracji opowieść, ukazującą kolejne rozdziały życia przyszłego herosa przybierającego greckie imię faraona Ramzesa II – Ozymandiasza.

Bohater, od najmłodszych lat przejawiający fenomenalny poziom intelektu (po latach gwarantujący mu tytuł najmądrzejszego człowieka na Ziemi), nie miał co liczyć na zrozumienie ze strony otoczenia (pomijając, rzecz jasna, swoich rodziców). Zgodnie z wolą ojca, udawał przeciętnego chłopaka, w dodatku regularnie padającego ofiarą szkolnych chuliganów. Do czasu. Niezłomny charakter, chłodno skalkulowane dążenie do wytyczonego celu oraz przynoszący pożądane efekty trening kung fu sprawiły, że spod przybranej przez Adriana tożsamościowej fasady zaczął przebijać wizerunek genialnego stratega i zdobywcy – ot, symbolicznego potomka Aleksandra Wielkiego, którego śladami bohater wyrusza aż do północnej Turcji.

Żywiąc przekonanie, że odpowiedzi na nurtujące pytania nie można otrzymać, lecz trzeba je poznać, Veidt dobrowolnie rezygnuje z bogactwa odziedziczonego po zmarłych rodzicach, w stu procentach realizując maksymę „od zera do miliardera”. Na równi z wielką karierą w świecie globalnego biznesu Adrian wykorzystuje ostrze swojego intelektu oraz zabójczą precyzję ciosów do walki z przestępczością. Wbijając się w lekko obciachowy kostium zamówiony na Halloween oraz przyjmując imię legendarnego „króla królów” uwiecznionego w poemacie Percy’ego Bysshe Shelleya, Ozymandiasz naturalną koleją rzeczy zasila szeregi Strażników. Bacznie obserwując rozwój wypadków na arenie międzynarodowej, Veidt wprowadza w czyn jasno wytyczone przez siebie cele, w których eliminacja „czynnika ludzkiego” wydaje się nieunikniona.

Scenariusz Lena Weina – podejmujący wątki kluczowe nie tylko dla całej miniserii, ale także dla samych „Strażników” –  oferuje cenny wgląd w psychikę ambiwalentnego protagonisty, którego motywy działań w równym stopniu bazują na pragnieniu naprawy świata, jak i (zasadniczo rzecz ujmując) wypranym z emocji rachunku pożądanych zysków oraz dopuszczalnych strat. Nienagannie budowana dramaturgia przynosząca kilka widowiskowych konfrontacji (vide: pierwsze spotkanie Ozymandiasza z Komediantem) prowadzi czytelnika w stronę doskonale znanego mu finału – co wcale nie oznacza, że historia nie trzyma w napięciu.

Posągowe wręcz oblicze Veidta, połączone z chłodno kalkulującym spojrzeniem zawsze czujnych oczu, kapitalnie rozrysowane sekwencje walk oraz wywołujące gęsią skórkę sceny wizyjne to tylko niektóre z atutów oprawy wizualnej „Ozymandiasza”, zilustrowanego przez Jae Lee (przy znaczącym udziale kolorystki June Chung). Egzaltowany styl prac artysty – któremu zasłużoną popularność przyniósł między innymi wywiedziony z powieściowej sagi Stephena Kinga cykl „Mroczna Wieża” – bezbłędnie koresponduje z duchem opowieści Weina, zacnie dookreślającej wątki niejednokrotnie tylko zasygnalizowane w graficznym arcydziele duetu Moore-Gibbons. 

Rejs potępionych („Karmazynowy Korsarz”)

Jednym z ciekawszych zabiegów dramaturgicznych zaproponowanych przez autorów „Strażników” było wprowadzenie szkatułkowej narracji. Czytany przez nastolatka komiks „Opowieść o Czarnym Okręcie” przenosił bowiem czytelnika w upiorną, deliryczną rzeczywistość, w której balansujący na granicy poczytalności rozbitek dryfował po wodnym żywiole na tratwie zbudowanej z gnijących ciał jego dawnych kamratów. Owo makabryczne interludium zainspirowało Lena Weina do napisania perypetii Szkota Gordona McClachlana, młodszego oficera marynarki wojennej Jego Królewskiej Mości Jerzego III.

Zadekowany na pokład „Pendragona” wojak staje w obronie członka załogi, który za kradzież rumu zostaje przywiązany do liny, a następnie (z tragicznym skutkiem) przeciągnięty pod kilem statku. Bohater, do żywego poruszony okrucieństwem kapitana, wznieca przeciwko przywódcy bunt, który w mgnieniu oka staje się jednoosobową rebelią. Kiedy macierzysty statek zostaje ostrzelany przez hiszpańską fregatę, przywiązany do armaty McClachlan wpada w mroczne odmęty, cudem uwalniając się z potrzasku. Dryfującego na zaimprowizowanej tratwie oficera ratuje złowroga załoga nie mniej posępnego okrętu, choć słowo „ratunek” w odniesieniu do dalszych losów protagonisty trudno uznać za stosowne.

Krwawa, utrzymana w fantasmagorycznym tonie reinterpretacja klasycznej opowieści o Latającym Holendrze oferuje szaleńczą żonglerkę oklepanymi rekwizytami rodem z literacko-filmowego horroru (czarna magia, makabryczne obrzędy, żywe trupy i potworności z piekła rodem). Jednak utrzymany w minorowej tonacji teatrzyk grozy Lena Weina – bezbłędnie narysowany oraz pokolorowany przez Johna Higginsa – oferuje także (prościutkie, ale jednak) rozważania na temat przeznaczenia i wolnej woli, prowadzące do przewidywalnego, choć w gruncie rzeczy najbardziej stosownego zakończenia.

Bohater na bank potrzebny („Dolarówka”)

W odróżnieniu od Adriana Veidta, William Benjamin Brady nigdy nie był prymusem. Sprawdzał się za to w najróżniejszych dyscyplinach sportowych. Jednak kontuzja przekreśliła świetnie zapowiadającą się karierę zawodowego futbolisty. Po feralnym wypadku rosły przystojniak próbował swoich sił w broadwayowskiej rewii, po cichu marząc o karierze w Hollywood. Odpowiadając na prasowy anons, bohater trafia na casting, po którym zostaje Dolarówką: trykociarską „maskotką” Banku Narodowego. Choć Brady potulnie przywdziewa charakterystyczny strój („jakby ktoś zwymiotował na amerykańską flagę” – powie z rezygnacją o swoim uniformie) z niewygodną peleryną, to jednak nie ma złudzeń, że stać go na dużo więcej niż odgrywanie roli fikcyjnego herosa tłukącego zastępy podstawionych rabusiów. Niemniej, ku swojemu zdumieniu, William pomyślnie przechodzi rekrutację na członka Gwardzistów, mimo iż zamaskowani stróże prawa doskonale wiedzą, z kim mają do czynienia (bo czego nie robi się dla dobrego PR-u). Co najważniejsze, sympatyczny skądinąd młodzian będzie mógł wreszcie udowodnić, że pod przebraniem ukrywa się ktoś więcej niż tylko kapitalistyczna marionetka.

Utrzymana w konwencji pośmiertnego monologu historia Dolarówki wdzięcznie koresponduje ze scenariuszem Darwyna Cooke’a (rekonstruującego okoliczności powstania protoplastów Strażników), płynnie łącząc walor humorystyczny z bardziej gorzkimi akcentami. Zacna oprawa graficzna przygotowana przez  Steve’a „The Dude” Rude’a (wspieranego przez kolorystę Glena Whitmore’a) niewątpliwie uatrakcyjnia lekturę tej komiksowej miniatury, wieńczącej summa summarum naprawdę przyzwoity tom, jak i wartą uwagi wydawniczą inicjatywę. 
Len Wein, Jae Lee, John Higgins, Steve Rude i inni: „Strażnicy – Początek. Ozymandiasz / Karmazynowy Korsarz” („Before Watchmen: Ozymandias / Crimson Corsair”). Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.