Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (265) / 2015

Przemysław Pieniążek,

KŁOPOTY TO NASZA SPECJALNOŚĆ (STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ / ECSTASY)

A A A
Wydania DVD
Co mają wspólnego zażywny staruszek, którego biografia nierozerwalnie splata się z przełomowymi wydarzeniami minionego stulecia, oraz młodzian szukający sensu istnienia w narkotyczno-muzycznym transie? Obaj posiadają unikalny talent do wikłania się w nie lada kłopoty, z których zawsze udaje im się wyjść obronną ręką.

Człowiek XX wieku („Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”)

Jesień życia Allana Karlssona (Robert Gustafsson) nie należy do najprzyjemniejszych. Kiedy jego wierny druh – kot Mołotow – zostaje rozszarpany przez lisa, rozmiłowany w materiałach wybuchowych i dźwięku eksplozji senior dokonuje na drapieżniku srogiej pomsty (przy użyciu parówek oraz kilku lasek dynamitu). W rezultacie niedoszły stulatek trafia do domu spokojnej starości, którego personel pieczołowicie przygotowuje się do obchodów jubileuszu ich sędziwego rezydenta. A ten, zgodnie z tytułem, w tajemnicy opuszcza mury placówki, by za garść drobniaków kupić bilet w jedną stronę na autobus jadący do przypadkowo wybranej miejscowości (traf pada na Byringe).

Zanim jednak rozpocznie eskapadę, bohater z typowym dla siebie roztargnieniem zabiera ze sobą walizkę, której przykazał mu pilnować wyjątkowo krewki młodzian. Problem polega na tym, że wytatuowany awanturnik to członek motocyklowego gangu Never Again, zaś nieporęczny bagaż po brzegi wypchany jest pieniędzmi. Tym samym ujmująco spokojny matuzalem wprawia w ruch machinę emocjonujących, chwilami niebezpiecznych zdarzeń, które – biorąc pod uwagę wyjątkowo barwny żywot Allana Karlssona – nie robią na bohaterze większego wrażenia.

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” to adaptacja głośnej powieści Jonasa Jonassona, wydanej w blisko czterdziestu krajach oraz sprzedanej w liczbie sześciu milionów egzemplarzy. Film w reżyserii Feliksa Herngrena z powodzeniem oddaje ducha literackiego oryginału, proponując gawędziarską opowieść o XX-wiecznym Kandydzie, będącym nie tylko naocznym świadkiem, ale także aktywnym uczestnikiem, ba, inicjatorem wielu przełomowych wydarzeń w historii minionego stulecia. W rozgrywające się we współczesnej Szwecji perypetie bohatera – orędownika (przejętej po świętej pamięci matce) maksymy „Jest, jak jest, a co ma być, to będzie” – Herngren umiejętnie wplata liczne retrospekcje, świetnie dookreślające portret rezolutnego stulatka.

Pobyt na oddziale psychiatrycznym, praca w fabryce armat, wybuchowa służba w brygadach międzynarodowych (zwieńczona przypadkowym ocaleniem życia generałowi Franco), emigracja do Stanów Zjednoczonych (gdzie w równym stopniu budował wysokościowce, co rewolucjonizował „bombowy” projekt Roberta Oppenheimera) czy kariera podwójnego agenta przyczyniającego się do upadku muru berlińskiego – to zaledwie przykładowe rozdziały pasjonującej biografii Karlssona, nawiązującego zadziwiające znajomości z takimi personami, jak Józef Stalin, Harry S. Truman, Ronald Reagan, Michaił Gorbaczow czy… Herbert Einstein, wyjątkowo tępy brat bliźniak słynnego fizyka.

Uroczo igrające z najróżniejszymi konwencjami gatunkowymi (czarna komedia, obyczajówka, kino drogi, film szpiegowski) dzieło Feliksa Herngrena wiele zawdzięcza galerii cudacznych, solidnie zagranych postaci. Rewelacyjnie ucharakteryzowany Robert Gustafsson (ceniony aktor filmowy i teatralny, nie bez kozery wygrywający w rankingach na Najśmieszniejszego Człowieka w Szwecji) tworzy przekonujący duet z Iwarem Wiklanderem (wcielającym się w postać przedsiębiorczego dróżnika Juliusa). Dzielnie wspierają ich natomiast David Wiberg (jako wciąż poszukujący swej życiowej drogi ekscentryk Benny) oraz Mia Skäringer (niedająca sobie w kaszę dmuchać Gunilla). Godny uwagi występ zaliczają także Ralph Carlsson w roli flegmatycznego inspektora Aronssona oraz Jens Hultén kreujący sympatycznie przerysowaną postać szefa zmotoryzowanej bandy. Wisienką na torcie jest natomiast epizod w wykonaniu Brytyjczyka Alana Forda – niezapomnianego Cegłówki z „Przekrętu” (2002) Guya Ritchie’ego – który idealnie sprawdza się w gangstersko-komediowym repertuarze.

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” to udana ekranizacja zabawnej, krzepiącej opowiastki – być może nieco na wyrost okrzykniętej nowym „Forrestem Gumpem” – gwarantująca blisko dwie godziny dobrej zabawy, która udzieliła się także Amerykanom przymierzającym się do nakręcenia anglojęzycznej przeróbki szwedzkiego hitu.  

Wielka ekstaza Piotrusia Pana („Ecstasy”)

MDMA, disco-ciasteczko, piguła, drops – to tylko niektóre określenia popularnego narkotyku, patronującego filmowemu moralitetowi Roba Heydona adaptującego bestsellerowy utwór szkockiego skandalisty, Irvine’a Welsha. Protagonistą oraz narratorem „Ecstasy” jest Lloyd Buist (bardzo przyzwoity występ Adama Sinclaira), trzydziestoletni lekkoduch szukający sensu istnienia w tanecznych imprezach spod znaku rave, połączonych z regularną konsumpcją tytułowego specyfiku. Bohater chętnie spędza czas w towarzystwie oddanych druhów – zakręconego na punkcie zdrowej żywności Ally’ego (naturalny Keram Malicki-Sánchez) oraz Woodsy’ego (przekonujący Billy Boyd, wreszcie wychodzący z cienia hobbita Pippina), który w syntetycznej ekstazie poszukuje doświadczenia transcendencji.

Można powiedzieć, że Lloyd żyje bez zobowiązań – pomijając oczywiście więzi łączące go z gangsterem Solo (idealnie dobrany Carlo Rota), dla którego szmugluje towar wprost z Amsterdamu. Równocześnie zabawowy młodzian stara się znaleźć wspólny język z własnym ojcem (sugestywny Stephen McHattie), który po śmierci żony topi rozpacz w alkoholu. Zmuszony do spłacenia fikcyjnego długu (w wyniku różnych zbiegów okoliczności narastającego wraz z rozwojem akcji filmu), Buist Junior postanawia nieco „dorobić” na boku, korzystając z naddatków pojawiających się przy jednej z transakcji. Nie trzeba dodawać, że czujny nos Sola w mig wywęszy ów „drobny” kant, który da się bohaterowi mocno we znaki. A ten, w najmniej odpowiednim (?) momencie zakochuje się – z wzajemnością – w pięknej Heather Thompson (czarująca Kristin Kreuk), na co dzień zaangażowanej w pracę na rzecz… społecznej kampanii antynarkotykowej.

Kanadyjska „Ecstasy” balansuje między komentarzem społecznym, kryminalną komedią a nieco sztampowym melodramatem, który jednakże przyjemnie wygrywa aurę rodzącego się uczucia między bohaterami. Na uwagę szczególnie zasługuje wątek dokonywanego przez Lloyda (skądinąd wrażliwego gościa) rachunku sumienia, konfrontującego protagonistę z tłumionymi przez niego emocjami, lękami czy wątpliwościami. Apologia miłości i wolnego wyboru, jak również poszukiwanie autentycznego wymiaru egzystencji oraz istoty prawdziwie duchowego doświadczenia – dzieło Kanadyjczyka nie jest pozbawione ambicji, które zostają częściowo spełnione.

„Ecstasy” zdecydowanie daleko do „Trainspotting” (1996) Danny’ego Boyle’a (choć uważny widz dostrzeże w filmowych perypetiach Lloyda sporo narracyjno-wizualnych nawiązań do tego kinowego przeboju) czy „Acid House” (1998) Paula McGuigana – drapieżnych, otoczonych nimbem kultowości adaptacji prozy autora „Porno”. Ale film Roba Heydona – bazujący na estetycznie wysmakowanych ujęciach, stroniącym od efekciarstwa montażu oraz pulsującej, a kiedy trzeba niezwykle przestrzennej ilustracji muzycznej – sprawdza się jako słodko-gorzka, chwilami lekko psychodeliczna love story. Dla koneserów.
„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” („Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann”). Reżyseria: Felix Herngren. Scenariusz: Felix Herngren, Hans Ingemansson. Obsada: Robert Gustafsson, Iwar Wiklander, David Wiberg, Mia Skäringer, Jens Hultén, Alan Ford, Ralph Carlsson. Gatunek: czarna komedia. Produkcja: Szwecja 2013, 114 min. Dystrybucja: Kino Świat.
„Ecstasy”. Reżyseria: Rob Heydon. Scenariusz: Rob Heydon, Ben Tucker. Obsada: Adam Sinclair, Billy Boyd, Keram Malicki-Sánchez, Kristin Kreuk, Carlo Rota, Stephen McHattie. Gatunek: melodramat / sensacja. Produkcja: Kanada 2011, 99 min. Dystrybucja: Kino Świat.