Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (266) / 2015

Andrzej Ciszewski,

FERALNY MAJOR POWRACA (GARAŻ HERMETYCZNY)

A A A
W czasach swojej młodości Jean „Moebius” Giraud fascynował się opowieściami o niestrudzonych podróżnikach i śmiałych odkrywcach. Nie dziwi zatem, że bohaterem jego pierwszych form komiksowych (powstających na kartach szkolnego zeszytu) był dzielny obieżyświat eksplorujący afrykański ląd. Trudno dziś powiedzieć, czy protagonista tych graficznych próbek przypominał wyglądem majora Gruberta (pożyczony kolegom zbiór prac nigdy nie wrócił do młodego artysty), choć niewątpliwie można go uznać za pierwowzór wąsatego bohatera (noszącego charakterystyczny korkowy hełm), którego fantazyjne eskapady drukował początkowo magazyn „Pilote”, zaś w latach 1976-1979 ukazywały się pod szyldem czasopisma „Métal Hurlant”.  

Wydana nakładem oficyny Egmont Polska reedycja „Garażu hermetycznego” (w 2005 roku dzieło Moebiusa – wzbogacone o kilka dodatkowych historii – opublikowano u nas pod tytułem „Feralny Major”, pochodzącym od  trzynastostronicowego epizodu obecnego także w recenzowanym wznowieniu) to zaproszenie do uczestnictwa w przygodzie, w której fabuła wydaje się sprawą drugorzędną. Słynny ilustrator westernowych przygód porucznika Blueberry’ego proponuje bowiem nielinearną, pełną niedopowiedzeń oraz zagadkowych zwrotów akcji opowieść, której kluczowe wydarzenia związane są z osobami majora Gruberta i Jerry’ego Corneliusa. To właśnie w należącym do drugiego z bohaterów tytułowym obiekcie inżynier Bernier przypadkowo niszczy kablostatek, nakręcając tym samym spiralę dramatycznych wydarzeń. Na domiar złego spłoszony technik (pragnący uciec przed domniemanym gniewem właściciela garażu hermetycznego) zabija strażnika, przypieczętowując tym samym swój los zbiega. Ale szczęśliwie Bernier spotyka na swojej drodze zamaskowanego łucznika, który również ma do odegrania rolę w tym onirycznym spektaklu. W międzyczasie przebywający na pokładzie statku kosmicznego „Ciguri” major Grubert oraz pędzący w opancerzonym „Buraksie 2000” Cornelius nieuchronnie zmierzają ku własnemu przeznaczeniu, na które stara się wpłynąć złowrogi Bakalit.

Komiksowe uniwersum Moebiusa jest miejscem, gdzie (dosłownie) wszystko może się zdarzyć, a w dodatku nic nie jest takie, jakie się początkowo wydaje. Nonszalancko snując narrację – bez jasno wyznaczonego planu czy celu, za to chętnie przeskakując z wątku na wątek – Francuz igra z oczekiwaniami odbiorcy, mistrzowsko żonglując przy tym różnorodnymi poetykami i konwencjami. W „Garażu hermetycznym” elementy twardej SF, space opery, westernu, burleski, pastiszowej opowieści o superbohaterach oraz „melodramatu profetycznego” zespalają się bowiem w jedną, unikalną całość. Równocześnie twórca „Arzacha”, z werwą kreśląc panoramę mocno surrealistycznej rzeczywistości, przepracowuje utarte schematy i fabularne klisze, wprowadzając doń konteksty umożliwiające szereg nowych odczytań oraz potencjalnych interpretacji. Parodystyczne nawiązanie do konwencji komiksu odcinkowego (przejawiające się także w lapidarnych i przekornie zabawnych streszczeniach poprzednich epizodów, jak i w designie winiety ulegającej cyklicznym metamorfozom) nie przeszkadza Giraudowi w snuciu  wielopoziomowej narracji, zanurzonej w żywiole popularnych mitów, archetypów oraz psychoanalitycznych symboli.

Inicjacyjny rytuał, transgresja czy mesjanizm to przykładowe kategorie rozwijane przez Moebiusa w ramach dzieła będącego czytelnym wyrazem artystycznej swobody; dzieła o kompozycji otwartej, pełnego autotematycznych wtrętów, w założeniach mającego wprowadzać odbiorcę w wielowarstwowy system przejść i połączeń umożliwiających pełniejsze zrozumienie światopoglądu francuskiego plastyka oraz jego artystycznej wizji, konsekwentnie realizowanej przez współautora cyklu „Incal” także w kolejnych utworach. Jednocześnie praca nad perypetiami majora Gruberta stanowiła dla Moebiusa przyczynek do poznawania i zrozumienia samego siebie jako człowieka i twórcy. Przypomnijmy, że Grubert – ów balansujący między wymiarami wędrowiec – mógł (za pomocą opatentowanych przez siebie trzynastu generatorów poszerzających) zmieniać dowolną, jałową i samotną asteroidę w ogromny, złożony i wielopoziomowy świat. Ciekawa metafora procesu tworzenia opowieści, prawda?

Doniosłości „Garażu hermetycznego” należy także upatrywać w jego szalenie zróżnicowanej oprawie wizualnej. Nieskrępowana wyobraźnia Girauda przejawiała się bowiem zarówno w pełnych rozmachu, pieczołowicie eksponujących rolę detalu planszach czy wysmakowanych portretach, jak i rysunkowych, absurdalnych żartach. Tym, co może zaskoczyć znawców tematu, jest fakt, że – w odróżnieniu od opublikowanych w Polsce (głównie) czarno-białych przygód „Feralnego Majora” – ubiegłoroczna reedycja tomu bazuje na pochodzącym z lat 80. jego amerykańskim, pełnokolorowym wydaniu sygnowanym logo Marvel Comics. Wbrew opiniom purystów, ostro potępiających ów akt „zbezczeszczenia” Moebiusowskiego arcydzieła, wprowadzona paleta barw nie obniżyła estetycznego waloru tej graficznej opowieści, nadając jej za to nowy wymiar wzrokowego oddziaływania. Jedno z całą pewnością nie uległo zmianie: „Garaż hermetyczny” to absolutny kanon gatunku, udowadniający, że komiks jest niezależną, pełnowartościową gałęzią sztuki. Do wielokrotnej lektury i kontemplacji.
Moebius: „Garaż hermetyczny” („Le Garage Hermétique”). Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.