Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (266) / 2015

Aleksandra Sowa-Zduńczyk,

LITERATUROZNAWSTWO WYCZERPANIA (ANDRZEJ SZAHAJ: 'O INTERPRETACJI')

A A A
„W pewnym sensie w literaturoznawstwie wszystko już było” (s. 93) – twierdzi Andrzej Szahaj, a jego najnowsza książka „O interpretacji”, wydana przez Wydawnictwo Universitas w serii „Horyzonty nowoczesności”, nie stoi w sprzeczności z tym twierdzeniem. Nie ujmuje to jednak w niczym jej wartości. Pozycja, o której mowa, stanowi zbiór artykułów dotyczących zagadnienia interpretacji, a publikowanych wcześniej na łamach „Tekstów Drugich” i „Przestrzeni Teorii” między rokiem 1997 a 2013. Wyłania się z nich stosunkowo jasny i konsekwentny pogląd autora na interpretację, jej miejsce w dzisiejszej humanistyce, relacje łączące ją z kategoriami prawdy i rzeczywistości. Poglądy swoje Andrzej Szahaj prezentuje w większości artykułów ujętych w zbiorze w opozycji do twierdzeń innych badaczy, co owocuje praktycznym przeglądem najważniejszych współczesnych stanowisk zajmowanych wobec interpretacji w profesjonalnych badaniach. „O interpretacji” pozwala się zatem traktować jako pewną syntezę, ważną zarówno dla celów badawczych, jak i dydaktycznych.

Książkę otwiera konfesyjny wstęp, będący próbą osobistej odpowiedzi na pytanie „Dlaczego interpretacja?”. Uwagę czytelnika przyciąga jego żartobliwy i erudycyjny ton. Szahaj opowiada o początkach swojej fascynacji interpretacją i bogatych doświadczeniach naukowych, które wpłynęły na jego własne poglądy w tej dziedzinie. Robi to w sposób, który pozwala czytelnikowi mieć nadzieję, że autor jest autentycznie zainteresowany tematem, o którym mówi, że podchodzi do niego z pasją, a równocześnie ma bogatą i rzetelną wiedzę o przedmiocie swojego zainteresowania. Książka „O interpretacji” nadziei tej nie zawodzi.

Pierwszy zamieszczony w książce artykuł to „Granice anarchizmu interpretacyjnego”, tekst z 1997 roku. Wywołał ówcześnie burzliwą dyskusję w środowisku literaturoznawczym, spotkał się zarówno z gorącymi pochwałami, jak i ostrą polemiką. Dzisiaj można go nazwać kamieniem milowym w polskim literaturoznawstwie, a tezy w nim zawarte są powszechnie znane, choć wciąż podlegać mogą dyskusji. Dość przypomnieć, że głównym założeniem autora jest pochodzenie wszelkich ograniczeń interpretacyjnych od wspólnoty interpretacyjnej, w jakiej dana interpretacja powstaje. W swoim stanowisku Szahaj bliski jest neopragmatystycznej koncepcji Richarda Rorty’ego i Stanley’a Fisha, w przeciwieństwie jednak do tego pierwszego uważa, że nie ma całkowitej dowolności w użyciu tekstu. Interpretację autor traktuje jako sprawę społeczną, nie prywatną. Prawomocne użycie tekstu warunkuje znalezienie wspólnoty, „która przyjmuje daną interpretację jako wiarygodną, ciekawą czy w jakiś inny sposób znaczącą.” (s. 29). Zatem granice anarchizmu interpretacyjnego wyznacza z jednej strony ograniczona liczba wspólnot kulturowych, z drugiej zaś etyka, rozumiana jako odpowiedzialność za słowa i tolerancja. Konieczna jest akceptacja współistnienia wielu równorzędnych interpretacji, wynikających z idiosynkratyzacji kultury, czyli również pokojowa koegzystencja wielu wspólnot interpretacyjnych (aktualna sytuacja polityczna niestety jasno dowodzi, że owa pokojowa koegzystencja jest postulatem tak słusznym, jak trudnym do spełnienia).

W tomie „O interpretacji” zamieszono również odpowiedź Andrzeja Szahaja na polemiki, które pojawiły się po publikacji „Granic anarchizmu interpretacyjnego”. Wiele głosów stanowiło jedynie uzupełnienie tez autora. Nie dziwi, że wśród poruszonych kwestii spornych pojawia się m.in. zagadnienie etyki interpretacji, które faktycznie w podstawowym tekście Szahaja zostało niedopowiedziane. Zastrzeżenia w tej kwestii zgłaszają Ewa Rewers i Andrzej Zybertowicz. Szahaj podkreśla konieczność zaangażowania w wartości wybrane przez daną jednostkę jako własne i tym samym wpisanie się w konkretną wspólnotę kulturową i interpretacyjną. Wybór ten określa jednak jako indywidualny i czasowy, to znaczy możliwy do zmiany pod wpływem dowolnych okoliczności wewnętrznych lub zewnętrznych. Konieczny jest etnocentryzm równoczesny ze świadomością względności własnych poglądów. Autor trzeźwo zauważa, że wynikająca z tego założenia koegzystencja wielu zróżnicowanych pod względem wartości wspólnot prowadzi nieuchronnie do konfliktu, w którym niekoniecznie zwyciężą idee nam bliskie. Zaskakujący wydaje się wyprowadzony stąd wniosek, że to zagrożenie powinno motywować każdą społeczność i jednostki do niej należące do nieustannej czujności moralnej. Prawdopodobnie winna ona przybrać formę obrony kluczowych wartości. Pod znakiem zapytania stoi jednak kwestia formy i skuteczności tej obrony, gdyż może ona w pewnym momencie stanąć w sprzeczności z tolerancją, którą wcześniej badacz wskazał jako jedną z głównych wartości etycznych. Wobec tego dylematu Szahaj postuluje stawianie pewnych granic tolerancji, trudno jednak określić na czym miałyby one polegać.

Wiele kontrowersji wzbudziło również twierdzenie autora, że w tekście nie jest nam dane żadne znaczenie pierwotne, struktura, forma (różnie określane w zależności od teorii), nic, co nie byłoby efektem interpretacji. Wszelki sens pochodzi od interpretatora czy, dokładniej, od wspólnoty interpretacyjnej – udowadnia Szahaj, bardzo logicznie budując swoją argumentację i przywołując raz jeszcze swych popleczników: Fisha, Rorty’ego, Putnama. Rozwijając koncepcję przedstawioną w pierwszym artykule, autor zwraca szczególną uwagę na konstrukty kulturowe (m.in. teorie poetyki) tak dalece skonwencjonalizowane, że wydające się uczestnikom danej kultury faktami, „»twardą« rzeczywistością historyczną” (s. 49) . Po bliższym zbadaniu okazuje się jednak, że i one są konstruktem interpretacyjnym. O wyższości jednych interpretacji nad drugimi decydują ich walory pragmatyczne i retoryczne – podsumowuje Szahaj. W końcowej części artykułu powraca kwestia przemocy i konfliktu między wspólnotami. Autor postuluje zachowanie równowagi między dogmatyzmem a tolerancją. Przyznaje jednak, że nie ma praktycznej recepty na ten problem, w związku z tym proponuje wypisywać „różne recepty” (s. 65), czyli próbować wielu metod. Wobec ostrej krytyki Włodzimierza Boleckiego przyszło Szahajowi bronić swojego prawa do wypowiadania się w dziedzinie humanistyki, która nie jest dla niego pierwotna (za taką należy uznać filozofię, nie literaturoznawstwo). W efekcie powstał niezwykle interesujący tekst, nakreślający przemiany zaszłe w humanistyce współczesnej, koniec epoki specjalizacji i walory przenikania się dyscyplin naukowych.

Ogromną wartość książki stanowi m.in. artykuł „Paradygmaty interpretacyjne a narodziny literaturoznawstwa postawangardowego”. Szahaj przedstawia w nim osiem schematów modeli interpretacyjnych obecnych we współczesnym literaturoznawstwie. Poczynając od interpretacji intencjonalistycznych i psychologistycznych, poprzez marksizm, hermeneutykę, fenomenologię, strukturalizm, dekonstrukcję i inne, a kończąc na neopragmatyzmie, pokazuje ewolucję i rozwój tej dyscypliny i dochodzi do bardzo ważkich wniosków. Przede wszystkim zauważa, że punkt ciężkości interpretacji zostaje przeniesiony z autora, poprzez tekst, na czytelnika, czyli interpretatora jako przedstawiciela konkretnej wspólnoty kulturowej. Po drugie dostrzega odchodzenie od założenia, że jakiś sens w tekście jest pierwotnie dany, w kierunku dostrzegania konstruowania sensu wyłącznie w procesie interpretacyjnym. W końcu jednak najciekawszy wydaje się wniosek dotyczący waloryzującej mocy interpretacji, która wiąże ją z relacją władzy. Szahaj stawia śmiałą tezę, że w literaturoznawstwie, podobnie jak w literaturze, wszystko już było, mamy do czynienia z literaturoznawstwem wyczerpania, zatem teraz można już tylko dowolnie układać klocki, które mamy do dyspozycji – równorzędne metodologie literaturoznawcze. Postuluje rezygnację z prób naśladowania nauk ścisłych oraz ograniczenie aspiracji poznawczych nauki do konkretnego „tu i teraz”. Myśl tę autor rozwija w tekście „Literaturoznawstwo wyczerpania?”. Zauważa również istotny problem powiązany z kwestią równorzędności metodologicznej, a mianowicie wspomniany już koniec specjalizacji w nauce i konieczność dostosowania do tego stanu rzeczy współczesnych systemów kształcenia.

Pisząc o hermeneutyce (jak zaznacza, wyłącznie w podejściu Gadamerowskim), Szahaj deklaruje zgodę z większością jej tez. Sprzeciw jego budzi jednak twierdzenie mówiące o zlewaniu się w procesie interpretacji horyzontów dzieła literackiego i jego interpretatora. Konsekwentnie badacz sprzeciwia się założeniu, że w tekście interpretowanym możemy znaleźć jakiekolwiek treści, sensy dane „z góry”, niezależne od interpretującego, a zatem nie istnieje coś takiego jak „horyzont dzieła literackiego”. Autor twierdzi, że kwestia rozdzielenia tego, co w interpretacji obiektywne, od tego, co subiektywne, lub, inaczej, nakreślenie granicy miedzy tym, co pochodzi od tekstu samego, a tym, co od interpretatora, jest najważniejszym problemem filozoficznym literaturoznawstwa, zarazem kwestią nierozstrzygalną, podobną w swej naturze do sporu o istnienie Boga.

Szahaj sympatyzuje z podejściem prezentowanym przez Michała Januszkiewicza, który postuluje twórczą wymianę między tekstem a interpretatorem – tekst stymuluje interpretującego do zmian, a sam otrzymuje twórczą interpretację. Podejście to jednak nie satysfakcjonuje autora w pełni, gdyż nie rozwiązuje problemu założenia, że tekst jest prymarny w stosunku do interpretacji i ma wpisaną w siebie treść niezależną od interpretatora. Szahaj, odwołując się do teorii poznawczej Kanta, przypomina, że nie mamy dostępu bezpośredniego do poznawanych rzeczy i należy zwrócić przede wszystkim uwagę na poznającego, a nie na przedmiot poznania. Twierdzi (za Fishem), że podobnie w literaturoznawstwie należy zwrócić uwagę przede wszystkim na kontekst, warunki i założenia interpretatora, a nie na sam tekst, który staje się jedynie pretekstem do naszych działań poznawczych i twórczych. „Dramatem interpretacji” (s. 113) nazywa rozdźwięk miedzy koniecznością, moralnym nakazem odnoszenia się z szacunkiem do innego, w przypadku interpretacji do autora, a praktykowaną koniecznością poznawania i interpretowania jedynie własnych konstruktów (gdyż nie jesteśmy w stanie odtworzyć „co autor miał na myśli” ani nawet rozdzielić tego od własnych presupozycji i wniosków).

Odwagi autora wymagało zmierzenie się z kanonicznymi tekstami Janusza Sławińskiego o interpretacji. Szahaj rzuca wyzwanie podstawowym założeniom jego teorii, mocno zakorzenionym w strukturalizmie. Przede wszystkim podważa dychotomiczny podział na to, co Sławiński nazywa analizą i interpretacją. Również w tym przypadku autor konsekwentnie utrzymuje, że nie ma w tekście nic, co nie podlegałoby interpretacji, nic pewnego, nic „bezpośrednio obserwowalnego” (s. 115). Jedyny podział, na który badacz skłonny jest przystać, to podział na interpretacje, o których interpretacyjności zapomnieliśmy, i te, które wciąż się nie skonwencjonalizowały. Różnica ta wydaje się Szahajowi analogiczna do różnicy „pomiędzy metaforami żywymi i tymi, które umarły na dosłowność” (s. 116). Autor twierdzi również, że „aspekt historycznoliteracki różni od aspektu krytycznoliterackiego tylko stopień konwencjonalizacji interpretacji, nic więcej” (s. 119). Wbrew założeniom Sławińskiego Szahaj dowodzi, że nie ma mowy o obiektywności interpretacji, a jeśli chodzi o wartościujące podejście do tekstu, to żadna nie jest od niego wolna. Odwołując się ponownie do teorii Stanley’a Fisha, kwestionuje cztery kryteria prawdziwości interpretacji, o których pisze Sławiński. Zamiast prawdziwości proponuje posługiwanie się raczej terminem wiarygodności lub perswazyjności interpretacji, które są możliwe do zweryfikowania w odniesieniu do lokalnych wspólnot interpretacyjnych. Ze Sławińskim zgadza się Szahaj w jednym punkcie – mianowicie obaj uważają, że rezultat interpretacji często jesteśmy w stanie przewidzieć, w ogólnym zarysie, już na początku pracy interpretatora. Wynika to ze jego światopoglądowych założeń – dopowiada autor „O interpretacji”.

Cenny jest także artykuł na temat koncepcji intencjonalizmu, w którym Szahaj polemizuje z tezami Erica D. Hirscha. Niezmiennie nie zgadza się z dualistycznym założeniem, że istnieje rozumienie tekstu, które uchwytuje jego obiektywne znaczenie, oraz interpretacja, wprowadzająca elementy krytyki i oceny. Według Hirscha każde rozumienie jest ponadczasowe, polega bowiem na odtworzeniu autorskich intencji, co miałoby być możliwe dzięki rekonstrukcji macierzystego kontekstu dzieła. Interpretacja cechuje się uzależnieniem od momentu historycznego, jest przejściowa, zmienia się wraz ze zmianą kontekstu interpretatora. Szahaj rzetelnie referuje założenia koncepcyjne Hirscha, starając się uczynić je możliwie zrozumiałymi dla czytelnika. Obstaje jednak przy swoim stanowisku, że nie istnieje nic w tekście, co nie byłoby wynikiem interpretacji, innymi słowy „nie ma niczego w tekście, czego by pierwej nie byłoby w kontekście” (s. 45). Dowodzi, że próba odtworzenia intencji autorskich, która jest kluczowa dla podejścia Hirscha, ma dokładnie tę samą naturę, co interpretacja krytyczna. Badacz zauważa, że uświadomienie sobie relatywności, zmienności i czasowości metodologii, założeń i narzędzi, które poprzez konwencjonalizację są postrzegane jako twarde fakty naukowe, nie podburza fundamentów naszej dyscypliny. Szahaj zakłada, że wnioskiem powinien być pluralizm metodologiczny, który spójny jest z współczesną idiosynkratyzacją kultury i nie ma wartości negatywnej. Skazani jesteśmy na konwersację, dialog i nieustanne uzgadnianie stanowisk, tłumaczenie swoich różnic, tak w potocznej komunikacji, jak i w dyskursie profesjonalnym oraz w samej interpretacji.

Książka Andrzeja Szahaja, mimo że jest zbiorem tekstów powstających w różnym czasie, czytelnikowi jawi się zatem jako spójny wywód merytoryczny, w którym autor prezentuje swoje stanowisko, odpiera polemiczne argumenty, sprawdza swoje założenia w konfrontacji z najbardziej wpływowymi poprzednikami (hermeneutyka, strukturalizm, intencjonalizm), żeby ostatecznie przywołać kanoniczną już dziś książkę krakowskich badaczy „Kulturowa teoria literatury”, która jego własne tezy niejako potwierdziła i spopularyzowała. Można się nie zgadzać z podstawowymi założeniami Szahaja, przyznać jednak trzeba, że wywodowi badacza nie sposób odmówić konsekwencji i spójności. Tezy swoje prezentuje w sposób jasny i przystępny, przy okazji przybliżając czytelnikowi stanowiska swoich polemistów czy interlokutorów w dialogu o interpretacji. Najbliżsi mu pozostają oczywiście Fish i Rorty, jednak teorie innych badaczy, takich jak Hirsch, Sławiński czy Gadamer, prezentuje z równą rzetelnością.
LITERATURA:
Sławiński J.: „O problemach »sztuki interpretacji«”. W: tegoż: „Dzieło. Język. Tradycja”. Kraków 1998.

Andrzej Szahaj: „O interpretacji”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2014 [seria: Horyzonty nowoczesności, t. 112].