Wydanie bieżące

1 lutego 3 (267) / 2015

Natalia Gruenpeter,

PUŁAPKI CZASU, ZAUŁKI NIEPAMIĘCI (BIAŁY PTAK W ZAMIECI)

A A A
„Miałam siedemnaście lat, kiedy moja matka zniknęła” – w ten sposób bohaterka i narratorka nowego filmu Gregga Arakiego rozpoczyna opowieść o swojej rodzinie. Tajemnicze zniknięcie Eve, matki, żony i gospodyni domowej, poprzedza coraz dziwniejsze zachowanie kobiety, która przedstawiana jest jako rozczarowana życiem, seksualnie niespełniona frustratka. Na przeciwnym biegunie stoi ojciec Kat, opanowany, łagodny, z pokorą znoszący wszelkie wybryki żony. Kat mówi o nim: „jeżeli zedrzesz powierzchnię, pod spodem będzie jeszcze więcej powierzchni”. Ta dowcipna i wnikliwa charakterystyka postaci sygnalizuje zarazem krąg problemów związanych z fasadowością życia na amerykańskich przedmieściach. Idealna rodzina mieszkająca w idealnym domu okazuje się zaklętym kręgiem obłudy, skrywanych uraz i represjonowanych pragnień. Oczywiście, tego rodzaju opowieść może się wydawać konwencjonalna i wtórna; już od wielu lat kino niemal obsesyjnie przygląda się ciemnej stronie amerykańskiego snu. Takie postawienie sprawy nie oddaje jednak sprawiedliwości filmowi Arakiego. „Biały ptak w zamieci” jest bowiem czymś więcej niż kolejnym portretem amerykańskiej rodziny w kryzysie. W mojej opinii, to przede wszystkim precyzyjne, misternie utkane studium pamięci, która – niczym tytułowa zamieć – nie pozwala widzieć rzeczy wyraźnie, skazując bohaterów na błądzenie w śnieżycy fałszywych wyobrażeń.

Akcja filmu rozgrywa się w drugiej połowie lat 80., ale wydarzenia towarzyszące zniknięciu Eve przeplatane są retrospekcjami, w których widzimy początki jej małżeństwa i dzieciństwo Kat. Przeskoki czasowe sygnalizowane są całkowitą zmianą poetyki zdjęć, które nawiązują do lat 50. Matka bohaterki odkurzająca dywan w dużym pokoju wygląda jak żywcem wycięta z reklam z magazynu „LIFE” z połowy ubiegłego wieku albo z filmów Douglasa Sirka. Z prostych obliczeń wynika, rzecz jasna, iż czas, o którym opowiada Kat, to początek lat 70., zatem stylistyczne odwołanie do okresu wcześniejszego o dwie dekady wydaje się nieuzasadnionym anachronizmem. Ale w kinie Arakiego nic nie jest przypadkowe. Wspomniana stylizacja to nie tylko dowcipna gra z konwencjami czy celebracja kiczu; to również fabularna wskazówka. Oglądając „Białego ptaka w zamieci”, trudno nie myśleć o „Daleko od nieba” Todda Haynesa, będącym hołdem złożonym kinu Sirka. Więcej nie wypada pisać, aby nie zdradzić odważnego finałowego zwrotu akcji, który zmusza widza do ponownego przemyślenia wszystkiego, co do tej pory zobaczył.

Istnieje jeszcze jedno wyjaśnienie tej temporalnej niespójności poetyki zdjęć z fabularną chronologią. Eve przedstawiona jest jako perfekcyjna pani domu z połowy XX wieku, bo tak wyobraża ją sobie nastoletnia Kat, wyzwolona, wychowana w innej kulturze, nierozumiejąca życiowych wyborów rodziców, a przede wszystkim matki. Wszystko w „Białym ptaku w zamieci” przefiltrowane jest przecież przez wrażliwość i pamięć narratorki, która opowiada historię zniknięcia matki. Warto dodać, że opowiada ją w sposób zaskakujący – spokojnie, bez zbędnych emocji, niemalże chłodno. Kat jest przekonana, że jej matka odeszła, co być może ułatwia jej pogodzenie się z sytuacją. Ale dziewczyna jest także narratorką, której nie należy do końca ufać. Jej osąd rzeczywistości zbudowany jest na niestałych fundamentach nastoletniej tożsamości lub – jak przyznaje sama Kat – na wzburzonym morzu szalejących hormonów. Najważniejsza wydaje się tutaj odmowa identyfikacji z matką, którą przepełnia zazdrość o młode ciało córki, o jej pierwszą miłość i – w końcu – o przebudzoną seksualność. Portret skomplikowanej relacji matki i córki jest w „Białym ptaku w zamieci” wyjątkowo interesujący. Araki w błyskotliwy sposób zostawia widzowi wizualne tropy, sugerujące, że matka i córka są dla siebie zwierciadłami, w których odbijają się wspomnienia, marzenia, żale i niepokoje.

Być może duża w tym zasługa Laury Kasischke, autorki literackiego pierwowzoru filmu. Warto wspomnieć, że decyzja o adaptacji cudzego tekstu nie jest typowa dla twórczości Arakiego. Znakiem rozpoznawczym amerykańskiego reżysera zawsze był autorski, niemal osobisty wgląd w niepoukładane życie nastolatków. Jedyną próbę zmierzenia się z powieścią stanowił zrealizowany dekadę temu „Zły dotyk”, który zresztą łączy z „Białym ptakiem w zamieci” o wiele więcej niż fakt istnienia literackiego pierwowzoru. W obydwu filmach znaczącą rolę odgrywa narrator będący uczestnikiem przedstawianych wydarzeń. Obydwa też w interesujący i niezwykle plastyczny sposób eksplorują problem pamięci. Dzieło sprzed dekady zorganizowane było wokół wyobrażeń czarnej dziury symbolizującej gwałtowną wyrwę w pamięci, całkowite wyparcie wydarzeń, które były zbyt traumatyczne, aby mogły zostać zintegrowane przez świadomość bohatera. W najnowszym filmie Arakiego podobną rolę pełnią obrazy śnieżnej zamieci, która przywołuje inny rodzaj zapominania: powolnego, naturalnego, spowodowanego bezlitosnym upływem czasu. Sygnałem głębokiego pokrewieństwa tych dwóch filmów są również początkowe słowa narratorów. Bohater „Złego dotyku” rozpoczyna swoją opowieść od słów: „Tego lata, kiedy miałem osiem lat, pięć godzin zniknęło z mojego życia”.

Choć obydwa filmy podejmują poważną tematykę, niepozbawione są typowego dla Arakiego humoru. W „Białym ptaku w zamieci” nośnikami tego pierwiastka są przede wszystkim przyjaciele Kat. Wygadana, błyskotliwa czarna dziewczyna ze sporą nadwagą i ekscentrycznie ubrany gej są przerysowani, zabawni, niemal karykaturalni, ale nie śmieszni. Araki zbliża się do granicy śmieszności, ale nigdy jej nie przekracza. Kino tego twórcy nieustannie przypomina dojrzałemu widzowi, że kiedyś też był nastolatkiem, testując tym samym granice jego wyrozumiałości dla dzikości i niefrasobliwości nastoletniego życia, pytając o możliwość identyfikacji z samym sobą z przeszłości. W tym wymiarze „Biały ptak w zamieci” jest niezwykle nostalgiczny, dlatego być może najbardziej spodoba się tym, którzy dojrzewali razem z reżyserem i jego filmami. Przyjemność płynąca z oglądania tego dzieła zależeć będzie więc w dużej mierze od sympatii wobec autorskiej wizji, jaką Araki konsekwentnie rozwija od końca lat 80., od gotowości do rozpoznawania nieprzypadkowych plakatów wiszących w pokojach bohaterów, od miłości do Depeche Mode, The Cure czy Siouxsie and the Banshees czy – może przede wszystkim – od myślenia o przeszłości z czułością, zrozumieniem i nutą nostalgii.
„Biały ptak w zamieci” („White Bird in a Blizzard”). Scenariusz i reżyseria: Gregg Araki. Obsada: Eva Green, Shailene Woodley, Thomas Jane i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Francja / USA 2014, 91 min.