Wydanie bieżące

1 lutego 3 (267) / 2015

Magdalena Kempna-Pieniążek,

ŻYCIE (W) PRZEDPOKOJU (GRY JASKÓŁEK)

A A A
„W kwietniu 2006 roku (…) natknęłam się na reportaż nakręcony w Bejrucie w 1984 roku. (…) Pewna kobieta, zablokowana przez bombardowania w swoim przedpokoju, powiedziała coś, co mną wstrząsnęło: »Wie pan co? Myślę, że mimo wszystko, być może, mniej więcej, jesteśmy tutaj bezpieczni«. Ta kobieta była moją babcią” – takim wyznaniem, umieszczonym na skrzydełku wydania „Gier jaskółek”, Zeina Abirached rozpoczyna opowieść o świecie swojego dzieciństwa. A jest to świat iście niezwykły, w którym przedostanie się na sąsiednią ulicę wymaga sprawności lekkoatlety biorącego udział w biegu z przeszkodami, aby dokądkolwiek zadzwonić, trzeba tkwić przy telefonie przez kilka godzin w oczekiwaniu na sygnał, a życiowa przestrzeń mieszkańców pewnej kamienicy kurczy się do jednego przedpokoju.

Bejrut A.D. 1984 to jedno z tych miejsc, w których absurdy i paradoksy wojny osiągają apogeum między innymi za sprawą mentalności mieszkańców miasta, którzy – oswojeni już z trudną rzeczywistością, w jakiej przyszło im funkcjonować – w naturalny sposób, a nawet z pogodą ducha dostosowują się do otaczających ich warunków. Zeina Abirached ukazuje niewiele więcej niż jeden dzień z ich życia. Pretekstem do rozpoczęcia opowieści jest sytuacja, w której rodzice narratorki utknęli w domu jej babci. Podczas gdy Nur i jej mąż, pełni niepokoju, oczekują na wyciszenie działań zbrojnych i możliwość powrotu do dzieci, protagonistka i jej brat spędzają czas w otoczeniu sąsiadów, tłumnie napływających do przedpokoju uznawanego za najbardziej bezpieczne miejsce w całej kamienicy. Każda z postaci, swoją drogą prezentujących społeczny przekrój Bejrutu czasów wojny, wchodzi do tej ciasnej, ale przytulnej przestrzeni z całym bagażem doświadczeń. W przedpokoju znajdzie się więc miejsce i dla starej Anhali, od kilku pokoleń służącej w tej samej rodzinie, i dla sympatycznego kombinatora Szukriego, którego ojciec, taksówkarz, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, i dla lekko ekscentrycznego Ernesta – cytującego z pamięci „Cyrano de Bergeraca” byłego nauczyciela, w głębi duszy niemogącego przeboleć śmierci swojego brata bliźniaka zastrzelonego przez snajpera.

Atmosfera panująca w przedpokoju, choć nie wolna od strachu, daje się opisać jako radosna i serdeczna. Abirached, mimo iż subtelnie punktuje problemy społecznej nierówności, skupia się raczej na tym, co najlepszego (a nie najgorszego) wojna może wydobyć z ludzi. Ściśnięci w na swój sposób demokratycznej przestrzeni przedpokoju bohaterowie dają świadectwo sąsiedzkiej solidarności i życzliwości. Ich przywoływane w retrospekcjach historie stanowią z kolei egzemplifikacje dwóch podstawowych tez „Gier jaskółek”: po pierwsze, wojna zawsze jest źródłem zła i bezsensownej śmierci; po drugie, życie zawsze toczy się dalej – bez względu przecież na zasieki, spadające z nieba bomby i czyhających za rogiem snajperów, dzieci przychodzą na świat, a młode panny marzą o pięknych sukniach ślubnych od najlepszych krawców.

Najprawdopodobniej ze względu na tematykę i przyjętą strategię narracyjną komiks Abirached jest porównywany z doskonałym „Persepolis” Marjane Satrapi. Myliłby się jednak ten, kto uznałby „Gry jaskółek” za dzieło epigońskie. Owszem, dokonania Abirached i Satrapi łączą pewne podobieństwa: obie autorki przyglądają się życiu w cieniu wojny, ukazują wydarzenia z perspektywy dziecka, dystansując tym samym czytelnika od koszmaru działań zbrojnych, i często posiłkują się trybem dygresji. Obok tych cech wspólnych, na uwagę zasługują jednak także – fundamentalne, jak sądzę – różnice. Satrapi poświęca znacznie więcej niż Abirached miejsca kwestii polityki i próbom zrozumienia niejednoznacznych kontekstów przemian zachodzących w Iranie. „Persepolis” to – w konfrontacji z „Grami jaskółek” – iście epicki fresk. Tymczasem autorka rodem z Libanu ogranicza się do zarysowania bardzo ogólnych ram konfliktu, który stanowi tło przedstawionych przez nią wydarzeń. Jej opowieść nabiera dzięki temu uniwersalnego wymiaru.

Lepiej także nie dawać się zwieść pozornym podobieństwom estetyki „Persepolis” i „Gier jaskółek”. Oczywiście, obie autorki konstruują monochromatyczne kadry, zamykając w nich postaci charakteryzowane za pomocą jednej, wyrazistej cechy wyglądu. Przyglądając się uważniej komiksowi Abirached, można jednak dostrzec w nim precyzję i dbałość o detal, których u Satrapi zdecydowanie brakuje. Autorka „Gier jaskółek” z pietyzmem odwzorowuje biblijne sceny zamieszczone na rodzinnej pamiątce, kilimie, który zawędrował wraz z bohaterami do przedpokoju. Z równie wielką uwagą Abirached szkicuje plany miejsc, w których toczy się akcja jej komiksu, skrupulatnie nanosząc na plansze druty kolczaste czy metalowe beczki stanowiące element codzienności mieszkańców wschodniego Bejrutu. Strategia taka jest jak najbardziej zasadna: w końcu przestrzeń to jeden z głównych (mimo iż nie wskazanych wprost) bohaterów „Gier jaskółek”. Autorka z zainteresowaniem śledzi jej przeobrażenia – bardziej niż wojenne działania interesuje ją „kurczenie się” mieszkań do „być może bezpiecznej, mniej więcej” strefy przedpokoju i zmiana topografii, do jakiej dochodzi w wyniku umieszczenia na ulicy kontenerów chroniących cywili przed kulami snajperów.

Komiks Abirached może się okazać zajmującą lekturą zwłaszcza dla tych, którzy na chwilę zawieszą pragnienie porównywania go czy to z dziełem Satrapi, czy to z jakimikolwiek innymi realizacjami nurtu wojennych rozliczeń, który od dłuższego czasu funkcjonuje na rynku graficznych opowieści. W przypadku tego typu historii liczy się wszak autentyzm stojącego za nimi doświadczenia. To ono przecież, a nie filtr, przez jaki zostaje przepuszczone, stanowi o esencji tytułowych, metaforycznych gier jaskółek.
Zeina Abirached: „Gry jaskółek. Umrzeć wyjechać powrócić” („Mourir, partir, revenir – Le Jeu des hirondelles”). Tłumaczenie: Marzena Sowa. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2014.