Wydanie bieżące

1 lutego 3 (267) / 2015

Marta Baron-Milian,

FICOWSKI, TOY STORY I LOS DŁUGODYSTANSOWCA (JERZY FICOWSKI: 'LEWE STRONY WIDOKÓW')

A A A
„I radbym jeszcze dodać, że w tych wszystkich wspomnianych i nie wspomnianych wyżej dyscyplinach Jerzy Ficowski dystansuje, jak to dziś też chyba widać wyraźniej, zajechanych krytycznie do utraty tchu poetów swej formacji, dla których wedle dekretów tamtego wciąż jeszcze dogorywającego czasu – miał być na zawsze częścią tła, na jakim oni mieli być czytani. Ale kto wie, czy to nie oni będą teraz tłem dla niego” – taką radosną „wytrzymałościową” metaforą zamyka w „Lewych stronach widoków” Jerzego Ficowskiego swoje kilka stron Piotr Sommer. Że „zajechani” pokoleniowi koledzy wpadli na metę bez tchu, to oglądamy od dawna. Nie trzeba przecież chyba przypominać, jak w sportach wytrzymałościowych ważna jest re-generacja, na którą czasu zdecydowanie im poskąpiono. Ale żeby zaraz Ficowski poetów swej formacji dystansował? Trudno powiedzieć. Widzę to raczej tak, że dopiero wyłania się na tym długim dystansie zza zakrętu i zaczyna nadrabiać zaległości. Co będzie dalej? Tego nie wie nikt, ale – co jest bez wątpienia dobrą wiadomością – wciąż pozostaje jeszcze szansa, że może wpaść na metę w znacznie lepszej kondycji niż „krytycznie zajechani” koledzy.

Dobry sezon

Nadrabianie zaległości odbywa się jednak w ostatnich dwóch latach z niespotykaną na żadnym z wcześniejszych odcinków trasy i dość nawet zaskakującą dynamiką, by jeszcze raz posłużyć się podsuwaną przez redaktora tomu, „wytrzymałościową” metaforyką. Trudno bowiem uporać się z lekką dezorientacją, gdy na stronie głównej Onetu natrafiamy na nazwisko Jerzego Ficowskiego. Zdjęcie co prawda już nie jego, tylko Antoniego Pawlickiego, odtwórcy roli pisarza w filmie Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze „Papusza”, ale – jak to mówią – zawsze coś. Tymczasem trzeba się jednak pogodzić z tym, że w powszechnej świadomości to fala powracającego zainteresowania fenomenem Papuszy przysporzyła ostatnimi czasy Ficowskiemu, w znacznie większej mierze niż literatura, sławy jako odkrywcy talentu pierwszej cygańskiej poetki Bronisławy Wajs – nie tylko dzięki wspomnianemu filmowi, ale i dzięki książce Angeliki Kuźniak pod tym samym tytułem, wydanej w 2013 roku nakładem Wydawnictwa Czarne (za której główną zasługę uznawałaby fakt ukazania życia bohaterki na tle wstrząsającej historii zagłady Romów, która w Polsce jest tak często pomijana i sprowadzana na margines narracji o Zagładzie). Zarówno filmowa jak i literacka technika przedstawienia tej historii zdają się mieć ze sobą wiele wspólnego – grają „światłocieniem”, raz po raz ukazując jasną i mroczną stronę „cygańskiej” aktywności Ficowskiego. Oprócz tego że w roli odkrywcy i popularyzatora kultury cygańskiej sprawdził się znakomicie, bywa posądzany i o to, że zwietrzył w poetyckiej aktywności Papuszy całkiem niezły interes, że rozbudził literacką pasję, która niespodziewanie okazała się jej przekleństwem, doprowadzając do złamania plemiennego kodeksu, ściągając na nią posądzenia o zdradę, skazując na wykluczenie ze społeczności, samotne życie i zmagania z chorobą psychiczną. Narosłe wokół tej historii kontrowersje tu jednak się nie kończą – ogień oskarżeń nękał Ficowskiego z obydwu stron: romska wspólnota oskarżała go o przekroczenie największego tabu, za które uznaje się przetłumaczenie cygańskiego języka. Translacyjna operacja otrzymała status gwałtu na inności, zamachu na odrębność, wbrew woli członków społeczności. Druga, literaturoznawcza i krytycznoliteracka, „strona” jednak także sformowała szyki, podejrzewając pisarza o sfałszowanie tłumaczeń wierszy Papuszy, którym sam nadać miał rzekomo literacką formę. W tej elektryzującej i przykuwającej ostatnio szczególną uwagę historii na obraz Ficowskiego raz więc pada światło, które wydobywa jego naturę odkrywcy, wyjątkowo gościnną dla Inności, innym razem natomiast z cienia wyłania się Ficowski-kolonizator, który za pośrednictwem symbolicznej przemocy realizuje własne cele.

Pozostaje tylko cieszyć się, że nie w tym punkcie zapalnym kończy się zainteresowanie Ficowskim w ciągu ostatnich dwóch czy trzech lat, że wreszcie nie pozostajemy tylko przy cyganologicznych, schulzowskich i – być może przede wszystkim – związanych z Holocaustem oraz tomem „Odczytanie popiołów” wątkach jego twórczości, do których wreszcie na większą skalę zaczynają dołączać poezja i proza Ficowskiego. I tak, rok 2014 przyniósł nam dwa ważne wydarzenia, z których pierwszym jest wznowienie nakładem wydawnictwa Nisza tomu lekko surrealistycznego tomu opowiadań spod znaku Schulza i Kafki, zatytułowanego „Czekanie na sen psa”, po raz pierwszy opublikowanego w 1970 roku oraz nowy, obszerny wybór poezji Ficowskiego, dokonany przez Piotra Sommera, od wielu lat dbającego o popularyzację tej twórczości. Mowa oczywiście o „Lewych stronach widoków”, opublikowanych przez Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, w serii pod redakcją Mariusza Grzebalskiego.

Mapa błądzenia

Piotr Sommer w swojej lekturze Ficowskiego – co wynika i z wyboru, i z posłowia – eksponuje często te poetyckie oblicza autora „Amuletów i definicji”, które zawsze wydawały mi się raczej mało interesujące, a czasem wręcz drażniące naiwnym „folklorem”, płaską stylizacją oraz zastępami – zdarza się, że dość przewidywalnych – kontaminacji, metonomazji, neologizmów, przytłaczających ilością i swym jakby zbyt bliskim sąsiedztwem. Wszystko to jednak zaczyna nas zaskakiwać, wciągane w szerszy interpretacyjny kontekst. Ficowski w „Lewych stronach widoków” jeszcze wyraźniej jawi się jako poeta odchylenia, błędu i błądzenia, który w swoich poetyckich eksploracjach zdaje się podążać często podobnym co Paul De Man czy może zwłaszcza Harold Bloom – bo jakby nieco romantycznym z ducha – śladem, wyznaczonym przez Nietzscheańską retorykę tropów. Cygańskie bezdroże jest dla tej opowieści tłem nie do przecenienia, na którym Ficowski jawi się jako prawdziwy tropiciel – szukający śladów rzeczywistości wśród językowych tropów. Jednak w świecie poezji Ficowskiego nie ma tras, są bezdroża i „mapy błądzenia”. Sam Bloomowski tytuł „A Map of Misreading”, pasuje nam do twórczości Ficowskiego jak ulał, gdy czytamy w wierszu „Autobiografia przypadku” z tomu „Pantareja”:

mapa mojej podróży

dopiero powstanie

wydeptywana błądzeniem





staną po moim przejściu

drogowskazy dezorientacji

z pomyłek wyrosną szlaki





to przed nimi

tak się broniłem

zagadywaniem otchłani





Ficowski jest poetą permanentnej parabazy, którego ciągłe błędy i odchylenia prowadzą na językowe manowce, fundując zarazem filozofię języka poetyckiego z wpisaną w niego błędnością, która zasadza się na widzeniu retorycznej substytucji jako nieuchronnej falsyfikacji. Stąd wynikają tak ciekawe językowe dewiacje i wypaczenia, od których roi się w poezji Ficowskiego i które zyskują jakby swoje nowe życie, włączone w tę wizję retorycznego błądzenia.

Ficowski zdaje się prowokować język do niewierności, zgadzając się na pozorny charakter, dzierżonej w ręku przez podmiot, władzy nad językiem. Tym żywi się jego twórczość, jak stwierdzi w korowodzie paradoksów z wiersza „Inskrypcja parzysta”: „Wdzięczność moja bezdrożom / że błądzę tak trafnie […] omyłkom co znajdują / więcej niż zgubiłem”. Aporia przeciw adresowi, amulet przeciw definicji, manowce przeciw szlakom – to subwersywne mechanizmy wyłaniające się ze starcia między wolą podmiotu a oporem języka. Ficowski jednak godzi się torować im drogę, by jakoś wymknąć się znienawidzonej językowej inercji. Odczuwamy to w jego poezji jako swoistą perwersyjną naturę tropów, z którą pozwala nam się zetknąć, stawiając na emancypacyjny potencjał języka. Autor „Pantarei” pisze tak, jakby chciał przygotować dla języka nocną scenę, na której będzie mogło się wreszcie okazać, że – gdzieś poza podmiotowym panowaniem – język żyje własnym życiem. Jeśli oczywiście pamiętamy bajki o ożywających pod osłoną nocy zabawkach…

Jak widać, Ficowski to raczej nie „ten typ”, którego moglibyśmy kiedykolwiek zobaczyć na mecie. Nawet jeśli okaże się niezłym wytrzymałościowcem, z całą pewnością w którymś momencie zboczy z trasy.
Jerzy Ficowski: „Lewe strony widoków”. Opracowanie i wybór Piotr Sommer. WBPiCAK, Poznań 2014.