Wydanie bieżące

1 lutego 3 (267) / 2015

Dawid Kujawa,

TOŃ DETALU (MARK FORD: 'CHWILA NIEUWAGI')

A A A
Dwight Garner w opublikowanej ubiegłego roku w „The New York Times” recenzji zebranych wierszy Marka Forda pisał: „Strofy pana Forda nie przypominają kwiatów powoli więdnących w swoich wazonach. Jest on poetą, który zagania do swoich linijek zderzające się ze sobą detale, jakby je destabilizując, by ogłosić, jak czyni to w utworze «Chciałbym», że «pod każdą sekundą pulsuje / niewidzialna horda podejrzanych powiązań» [fragment wiersza w przekładzie Adama Zdrodowskiego – D.K.]”. Amerykański krytyk nie mylił się w swoich sądach ani trochę, bo w dynamicznych wersach twórcy „Soft Sift” słowom nie daje się chwili wytchnienia, nieustannie zmuszając je do formowania nowych konstelacji, co nie tylko pozwala na ciągłe balansowanie na granicy komunikatywności, ale – być może przede wszystkim – wprawia w drżenie widmowy świat, zaskakująco wyraźnie prześwitujący tu spod warstwy czarnego tuszu.

Ford jest poetą dobrze u nas znanym i cenionym, przekłady jego wierszy ukazywały się dotychczas na łamach „Literatury na Świecie”, „Odry” czy choćby na portalu Cyc Gada, a on sam gościł w 2002 roku na festiwalu Port Legnica, jednak „Chwila nieuwagi”, tom, który ukazał się właśnie za sprawą Instytutu Mikołowskiego, jest pierwszą książkową prezentacją poezji Brytyjczyka w Polsce.

Pasmo, na którym nadaje autor „Landlocked”, zdecydowanie wyróżnia go na tle innych aktywnych dziś twórczo poetów z Wysp, nie znaczy to jednak, że nie można ustawić Forda w obszarze żadnej ze znanych nam tradycji, mianując go kolejnym poetą o „odrębnej” manierze: wystarczy wspomnieć, że Ford jest redaktorem wyboru wierszy Johna Ashbery?ego, autorem anglojęzycznego przekładu Rousselowskich „Nouvelles Impressions d?Afrique” oraz biografii twórcy „Locus Solus”. Dodać można jeszcze, że krytycy zauważają w jego dorobku ogromny wpływ poezji Franka O?Hary, a jako motto drugiego tomu posłużył Fordowi wyimek z opus magnum Georgesa Pereka – „Życia instrukcji obsługi” (o wszystkich tych kwestiach wspomina Jacek Gutorow w tekście „Drift Music (Mark Ford)” pełniącym rolę posłowia w wydanym przez Mikołów tomie). Zainteresowania twórcy zdecydowanie kierują się zatem w stronę dorobku Amerykanów, nawet jego oczarowanie Francuzami zdaje się niejako zapośredniczone przez literaturę zza Atlantyku. Nie chcę, by ustawienie wymienionych wyżej nazwisk obok siebie sprawiło, że niniejszy tekst przypominać zacznie list referencyjny, konieczne jednak wydaje mi się zarysowanie kręgu lekturowych fascynacji poety, na których, jak sądzę, wykiełkowało jego zamiłowanie do referencyjnej destabilizacji („zorientowałem się, że próbuję / to powiedzieć po hiszpańsku lub marokańsku, choć wiedziałem, / że nie znam / żadnego z potrzebnych słów…”, „Nierealne”), do zagłębiania się w generującym raz za razem intensywne rozbłyski znaczeń językowym gabinecie luster („Hej ho! flagę na maszt, lub piracką / banderę, choćby nawet dziurawą i postrzępioną, a także / wyr-r-r-ugować ulubioną literę piratów, zamieniając / «brata» w «bat» i «port» w «pot»!”), ale i do stosowania formalnych rygorów (w wyborze znajdziemy pięciostrofowe pantum „Po Afryce”, vilanellę zatytułowaną „Fragmenty” etc.).

Głęboki oddech, stanowiący retoryczną figurę, ale i rozumiany przecież literalnie, nierozerwalnie związany z długą, rozwlekłą wręcz amerykańską frazą – obok Ashbery?ego wskazać trzeba tu oczywiście Walta Whitmana, któremu Ford składa hołd w tytułowym utworze ze swojego trzeciego tomu, „Sześcioro dzieci” – ma dla poety znaczenie szczególne, ten nie zapomina bowiem nigdy, że już na poziomie zmysłowego odbioru czytelnik bezpośrednio doświadcza istoty tekstu poetyckiego: „Nauczyciele, alkoholicy, długodystansowcy, ludzie w drodze / Do pracy w Tokio, ściśnięci jak sardynki. Ich płuca / Świszczą, ciężko pracują, pragną wytchnienia; potrzebują / Zimnego kompresu, delikatnej bryzy, czegoś, co zatrzyma / Nieustanny grzechot suchych ziarenek przesypujących się / W uszach” („Wielka zatoka”).

O tym, jak duże znaczenie dla twórczości Forda ma tętno wiersza i cała jego warstwa brzmieniowa, przekonać mogli się uczestnicy zeszłorocznego Zbiegu Poetyckiego na Dziko, który brytyjski poeta uświetnił swoją obecnością, odwiedzając Polskę po raz drugi. Autor „Chwili nieuwagi” interpretuje swoje wiersze, kurczowo trzymając się rządzącego nimi rytmu (rytmu wolnego od wszelkich surowych zasad organizacji, frywolnego niczym na Aylerowskim „Spiritual Unity”), eksponując każdą paronomazję i bezwstydnie upajając się aliteracjami, jakby próbując wyczyścić słowa z semantycznego osadu i za wszelką cenę wydobyć ich glosolaliczny charakter. Sposób, w jaki poeta realizuje swoje teksty, przywodzi na myśl anegdotę Josepha Hillisa Millera o Wallasie Stevensie czytającym swoje wiersze w Nowym Jorku, sprawiającym wrażenie kogoś, kto nie zważając na hałasy wielkomiejskiego życia, całkowicie pochłonięty jest dźwiękiem coraz ciszej i wolniej artykułowanych słów. Tym większe uznanie należy się więc autorom świetnych przekładów, które nie tylko zachowują bryzę głębokiego oddechu Fordowskiej frazy, ale i nie tracą nic z obecnego w tej poezji rwącego strumienia „znaczących”, wskazujących fałszywe tropy i niejednokrotnie prowadzących czytelnika na manowce lekturowych doświadczeń. Wysoka jakość tłumaczeń nie powinna zresztą zaskakiwać, dokonali ich bowiem Jacek Gutorow i Adam Zdrodowski, których nikomu przedstawiać nie trzeba.

Opis dorobku Forda, nawet najbardziej powierzchowny i lakoniczny, nie może ograniczać się do garści komunałów o podawaniu w wątpliwość mechanizmów referencji, o języku na autopilocie, „o poezji flowchart”. Dla autora takiego jak Ford, w pełni zadomowionego w literaturze modernistycznej, kryzys komunikacji to już permanentny stan języka, stanowi on status quo i jest punktem, w którym dopiero rozpoczyna się poetycki roller coaster. Szczególnie urzekają utwory o „medytacyjnej” strukturze, pozwalające twórcy stopniowo, coraz głębiej wnikać w starannie wybrany detal, drążyć w nim tunele o zachwycających konstrukcjach – często detal ten wyłania się zresztą z biograficznego doświadczenia poety, i to właśnie, obok pozornej niedbałości oraz „gorączkowości” tekstów, skłania krytyków do wskazywania na o?harowski (nie mylić z o?harystycznym!) rodowód tych wierszy. „Początek sierpnia, kasztany już / Usychają – rozpłaszczone, wystrzępione liście / Są pokryte plamami, niezrozumiałe cienie / Mówią zapomnianym językiem. Śmiało, / Powiedz nam, jakimi meandrami biegnie oddech / Ich narkotycznych soków, gdzie kończą się nasze / Niedole?” („Klepsydra”); „nie czujemy drobin kurzu siadających nam na ramieniu, ani wdychanych / zarazków, ich śmiercionośnych kuzynów. Nieusuwalne; wnikają / w wewnętrzne miasto, które / nie ma legendy” („Pod lipami”).

W jednym z wywiadów, jaki twórca „Six Children” przeprowadził z Johnem Ashberym (tekst zatytułowany „Po Całości” w przekładzie Łukasza Sommera ukazał się w „Literaturze na Świecie”, nr 7–8, 2006), uwagę przykuwa fakt, iż nowojorczyka właściwie w ogóle nie pyta się tu o jego pisarską strategię: tym, co Ford próbuje wyciągnąć z rozmówcy, są przede wszystkim opowieści o osobistych doświadczeniach autora „Łyżwiarzy” – doświadczeniach, których ślady bez trudu odnaleźć można w jego dziełach. Eksperymenty brytyjskiego poety, choć tak mocno skupiony jest on na maltretowaniu językowego materiału, często wyrastają właśnie z zapośredniczonego przez medium doświadczenia zmysłowego, co jeszcze bardziej zbliża go do poetów zza oceanu („Wszystko zastygło, / a jednak jakiś paproch wciąż drażni oko, które chce chłonąć / Scenę, stłuczkę, pstrokate barwy formiki”, „Wielki podział”). Nie trzeba chyba zaznaczać, że nie ma to nic wspólnego z naiwnym stosunkiem do samego gestu pośredniczenia – w końcu, jak pisze Ford, „tajemnice / Mrowią się poza zasięgiem pięciu zmysłów” („Anioł na manowcach”).
Mark Ford: „Chwila nieuwagi”. Przeł. J. Gutorow, A. Zdrodowski. Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka. Mikołów 2014.