Wydanie bieżące

15 lutego 4 (268) / 2015

Przemysław Pieniążek,

ISTOTA PERFEKCJI (MICHAEL JORDAN. NADCHODZI BYK / POLINA)

A A A
Albumy „Michael Jordan. Nadchodzi Byk” Wilfreda Santiago oraz „Polina” Bastiena Vivèsa łączy nie tylko formuła graficznego biografizmu, ale także refleksja dotycząca zysków i strat, jakimi okupione jest poszukiwanie doskonałości. 

Być jak Mike („Michael Jordan. Nadchodzi Byk”)

„Ta historia jest oparta na faktach, ale dostosowana do komiksowego medium” – powyższe zdanie bardzo trafnie określa charakter graficznej powieści, w niebanalny sposób łączącej aspekty tradycyjnej human story z psychodelicznym studium jasnych i ciemnych stron amerykańskiego snu. Proponując selektywną impresję na temat biografii Michaela Jeffreya Jordana, Wilfred Santiago od razu przykuwa uwagę czytelnika, proponując mu najlepsze miejsce na widowni podczas meczu w Madison Square Garden A.D. 1991. Wtedy to bowiem wychodząca z cienia drużyna Chicago Bulls spuściła na parkiecie widowiskowy łomot (rzecz jasna w ramach lekko naginanych zasad fair-play) buńczucznym i wyjątkowo agresywnym Detroit Pistons. Sukces „Byczków” nie byłby w pełni możliwy bez brawurowej gry gładkogłowego zawodnika z numerem 23 na koszulce.

Oczywiście, w recenzowanym albumie odnajdziemy też najważniejsze punkty przełomowego starcia młodziaków ze starymi wyjadaczami, za jakich w tamtym okresie uchodził skład Los Angeles Lakers – absolutny faworyt Ligi NBA, w czym niemałą zasługę miał Earvin „Magic” Johnson. Kolejne sukcesy podopiecznych trenera Philipa Jacksona ukazane zostają przez pryzmat osobistych doświadczeń „latającego Mike’a”, który po trzecim meczu finałów w kalifornijskim Inglewood uzyskał tytuł Najbardziej Wartościowego Gracza (MVP – Most Valuable Player).

Zwięzłe rekonstrukcje rozgrywek kluczowych dla dalszej kariery Jordana autor komiksu przeplata z sekwencjami ukazującymi dzieciństwo i szkolną młodość przyszłego gwiazdora. Urodzony na Brooklynie (lecz wychowujący się w Wilmington w Północnej Karolinie) bohater nie dość, że sprawiał rodzicom i pedagogom nieliche problemy wychowawcze, to w dodatku miał poważny problem z obraniem życiowej drogi. Marząc o karierze piosenkarza i sportsmena (amatorsko ćwiczył się w różnych dyscyplinach), Mike ostatecznie decyduje się poświęcić koszykówce, co z początku wcale nie przynosi oczekiwanych rezultatów. W albumie odnajdziemy zatem wzruszające sceny, w których przyszły „Byczek” rzewnie chlipie w poduszkę.

Wykorzystując różnorodne techniki narracji (komentarz sportowy, kolaż wycinków prasowych dookreślających przedstawione na kartach komiksu wydarzenia czy zlepek medialnych doniesień na temat MJ), Wilfred Santiago ukazuje protagonistę zarówno w chwilach największego splendoru, jak i prywatnie: podczas rozmowy z ojcem Jamesem Jordanem (nie zabrakło także wątku tragicznej śmierci rodzica) oraz w chwilach bliskości z żoną Juanitą Vanoy. Autor odnotował także opuszczenie w 1993 roku przez sportowca NBA (na rzecz mało efektownej gry w baseball pod szyldem Birmingham Barons) oraz jego zaskakujący powrót do Ligi dwa lata później.

Snując opowieść o charyzmatycznym koszykarzu, autor koncentruje się m.in. na ciemnych stronach oszałamiającego sukcesu „Aira”, przyciągającego nie zawsze życzliwą uwagę środków masowego przekazu (wypominających bohaterowi zamiłowanie do hazardu). Santiago skutecznie przebija się przez złoty kokon spowijający gwiazdora, pozwalając dostrzec w Jordanie nie tylko fenomenalnego sportowca ustanawiającego nowe rekordy, ale także wrażliwego, ciut zagubionego człowieka, ze zmiennym powodzeniem starającego się dźwigać brzemię symbolu doskonałości, którym się stał.

Towarzyszący promocji napoju Gadorade dżingiel „(I Wanna) Be Like Mike” uruchomił proces masowej identyfikacji fanów/konsumentów (bez względu na wiek, pochodzenie czy status społeczny) z osobą Jordana, z jednej strony ucieleśniającego ideę American dream, z drugiej niebezpiecznie redukowanego do poziomu towaru, pobudzającego nadzieje, zaangażowanie oraz aspiracje kibiców/klientów. Dewiza „Chcę być jak Mike” z miejsca wyznaczała osobisty horyzont dążeń wszystkich spragnionych sukcesu, ale przede wszystkim gotowych na osiągnięcie perfekcji w swojej branży: niezależnie od tego, czy delikwent był aktorem, pisarzem, piosenkarzem, politykiem, mechanikiem czy osobą smażącą hamburgery.

Obudowany licznymi nawiązaniami do społeczno-politycznych i kulturowych wydarzeń zachodzących w Stanach Zjednoczonych początku lat 90. (vide: echa rezonujących na inne miasta zamieszek w Los Angeles, których powodem było uniewinnienie policjantów oskarżonych o brutalne pobicie czarnoskórego taksówkarza Rodneya Kinga), album „Michael Jordan. Nadchodzi Byk” zasługuje na uwagę także ze względu na swój (chwilami mocno deliryczny) aspekt wizualny.

Zamiłowanie do karykaturalno-surrealistycznej kreski, dynamiczna kompozycja kadrów (pomysłowo wykorzystujących siłę detalu), zapadające w pamięć plansze uwieczniające sportowe tryumfy MJ (vide: wykorzystana na okładce ilustracja dokumentująca wygrany mecz z Detroit Pistons), świetna kolorystyka oraz dowcipne zabiegi narracyjne – wplecione w opowieść sekwencje zatytułowane „Pewnego idealnego poranka na przedmieściach Chicago” bazujące na efekcie „gadających stóp” – to główne walory dzieła Wilfreda Santiago. Zaskakująco solidna komiksowa rozgrywka, przekonująca fabularnym dystansem, graficzną brawurą oraz celnością refleksji.

Przerwana lekcja baletu („Polina”)

Polina Ulinowa od młodości marzyła o tym, aby zostać tancerką baletową. Co prawda podczas egzaminu wstępnego fizyczne predyspozycje dziewczynki zdają się przemawiać na jej niekorzyść, bohaterka zostaje jednak przyjęta w poczet przyszłych adeptek prestiżowego przybytku, trafiając następnie do szkoły teatralnej. Tak rozpoczyna się jej wieloletnia, bynajmniej nie usłana różami relacja z profesorem Nikitą Bożyńskim. Cieszący się opinią (jednak nie wśród wszystkich pedagogów) nauczyciela kompetentnego, surowego oraz stroniącego od baletowych konwenansów, brodaty okularnik o niedźwiedziej posturze wyznaje prostą zasadę: taniec to sztuka, a tej nie można się nauczyć. Ale od czego jest ciężka praca, pozwalająca lepiej zrozumieć własne słabości czy ograniczenia, jak również odkryć najważniejsze atuty? Zgłębiająca tajniki tańca Ulinowa przyjmuje propozycję Bożyńskiego (oferującego jej główną rolę w tworzonym przez siebie monodramie), poszukując równocześnie swojej artystycznej drogi. A ta zawiedzie bohaterkę aż do Berlina, gdzie Polina stanie w obliczu doświadczeń, które w znaczący sposób wpłyną na jej przyszłość.

Ludzie nie powinni widzieć nic poza emocjami, które tancerka ma przekazać. Artysta jest nieustannie niezadowolony, gdyż szuka doskonałości – dopiero pod koniec życia może zdać sobie sprawę z rzeczywistej wartości tego, czego dokonał. Refleksje nauczyciela Poliny przypominają primabalerinie o trudzie i wyrzeczeniach wybranego przez nią zajęcia (a może to ona została wybrana?), w którym sukces nie ma najmniejszego sensu, jeśli nie towarzyszy mu kontemplacja. Właśnie tej ostatniej kategorii sprzyja nieśpieszny rytm albumu Bastiena Vivèsa, utrzymany w różnych odcieniach szarości i ciemnego różu. Lekki, szkicowy wręcz styl prac francuskiego artysty (przełamywanych konturowymi dominantami) doskonale sprawdza się przy rysowaniu zarówno figur oraz układów choreograficznych (często uchwyconych na tle „pustych” przestrzeni), jak i różnorodnych planów (zmienianych w obrębie kadrów czy całych plansz), zmyślnie dookreślających emocjonalne profile bohaterów oraz wcale nie oczywiste relacje między postaciami.

Porywająca skromnością, szczerością przekazu i talentem swego twórcy „Polina” jest przykładem kameralnego występu, który ma szansę zagrać na strunach duszy także tych czytelników, którzy wszelkiej maści „balety” omijają szerokim łukiem.
Wilfred Santiago: „Michael Jordan. Nadchodzi Byk” („Michael Jordan. Bull on Parade”). Tłumaczenie: Bartosz Sztybor. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2015.
Bastien Vivès: „Polina” („Polina”). Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2015.