Wydanie bieżące

15 lutego 4 (268) / 2015

Zuzanna Sokołowska,

30 SEKUND MELANCHOLII

A A A
Są takie sytuacje, które wywołują permanentną chęć ucieczki – daleko od miasta, ludzi, rytuałów, które stają się tak przewlekłe, że aż nudne. Idealnym schronieniem okazuje się wtedy las, najlepiej wiosenną lub letnią porą, kiedy soczystość zieleni podbijana jest przez promienie słońca, a pląsy ptaków działają jak naturalny antydepresant.

Krzysztof Maniak uwielbia samotne spacery po lesie. Idzie po prostu przed siebie, bez bliżej określonego celu, próbując  wtopić się w otaczający krajobraz. Powrót na łono natury wydaje się karkołomnym zadaniem. W mieście trudno jest się zgubić. W razie problemów z orientacją w terenie, w pobliżu znajdzie się niezawodny smartfon, zawsze prowadzący do celu, lub pomocna dłoń przechodnia, który – zatrzymany pytaniem: „Przepraszam, gdzie jest ulica…?” – w przypływie empatii pomieszanej z litością próbuje, nerwowo przy tym gestykulując, wskazać prawidłowy kierunek zagubionemu turyście. Las, który bez wątpienia jest pierwotnym, najbardziej naturalnym miejscem przypisanym bezpośrednio człowiekowi, staje się dziś trudnym do okiełznania terytorium, obcym miejscem, gdzie trudno się zadomowić.

Maniak, skazany na siebie podczas leniwych spacerów, nie ustaje w próbach oswajania leśnego środowiska. Artysta postanowił zarejestrować za pomocą kamery swoje eskapady. Jego wędrówki złożyły się na niezwykle stonowaną filmową wystawę „30 sekund wiszenia na gałęzi zanim pękła”, którą można oglądać w katowickim BWA. Nie jest to na pewno ekspozycja, w której widz będzie gorączkowo szukał ukrytych znaczeń, składających się na jednoznaczną interpretację. Maniak po prostu snuje melancholijną narrację o swej prywatnej, leśnej kryjówce, w której czuje się bezpiecznej niż w oswojonym, przeraźliwie hałaśliwym mieście.

Wystawa składa się z czterech realizacji wideo. Na pierwszy plan wysuwa się obraz, w którym artysta ukryty za mroczną gęstwiną z niepokojącym wyrazem twarzy obserwuje i nasłuchuje. Nie wiadomo, czy ucieka przed tropiącym go drapieżnikiem, czy po prostu wsłuchuje się w dźwięki lasu, próbując odetchnąć po męczącej wędrówce. W kolejnym obrazie Maniak stara się wpasować w leśny krajobraz. Chowa się w trawach, leży bezwładnie pośród rozkładających się, wysuszonych, martwych roślin. Wykorzystując naturalny mechanizm ochronny zwierząt, jakim jest mimikra, upodabnia się do otaczającej przestrzeni. Bezbronny, wystawiony na bezpośredni atak, nieruchomieje, poddając się obezwładniającej atmosferze lasu, utkanej z zapachu zwiędłych liści oraz niepokojących dźwięków, których charakter trudno jednoznacznie określić. Kolejny film artysty to aktywna kontemplacja prowincjonalnego krajobrazu, szumu drzew i słońca rozgrzewającego powietrze. Sielankowy obraz zostaje przerwany przez kadr ukazujący artystę wiszącego na gałęzi, która pęka pod naporem jego ciała.

Swoim działaniem Maniak bezpośrednio nawiązuje do melancholijnych performensów Basa Jana Adera – holenderskiego artysty, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas samotnej podróży przez Atlantyk. Nigdy nie odnaleziono jego ciała; nigdy też jednoznacznie nie stwierdzono, co się naprawdę stało. Czy było to starannie przygotowane zniknięcie, spreparowane w imię sztuki, czy rzeczywiście niczego nie spodziewający się artysta został pochłonięty przez wody oceanu? W trakcie swojej artystycznej kariery Ader zasłynął perfomensami, w których oddawał się celowym upadkom z dachu, roweru pędzącego w stronę rwącej rzeki czy rozrzucaniu i zostawianiu na pastwę losu i wiatru swoich ubrań. Maniak zawisł tymczasem na suchej gałęzi, badając możliwości swojego ciała, którego ewolucyjny potencjał został stępiony przez wielkomiejskie przyzwyczajenia, ograniczające zdolność do naturalnej obrony. Gałąź gwałtownie pęka, a obraz zostaje przerwany przez głuchy dźwięk spadającego na miękką trawę ciała.

Krzysztof Maniak nie sili się na wizualne fajerwerki, które mają zmusić widza do poszukiwania wielowątkowych interpretacji lub wywołać w nim podskórnie wyczuwalne domysły. Artysta próbuje zniknąć, wchłonąć się w naturalny, niezwykle poetycki krajobraz, udając się w bajkową, wręcz oniryczną podróż na skraj lasu, w którym kiełkują najbardziej pierwotne, zwierzęce instynkty. Tylko tyle i aż tyle.
Krzysztof Maniak:30 sekund wiszenia na gałęzi zanim pękła”. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, 23.01-01.03.2015. Kuratorka: Marta Lisok.