Wydanie bieżące

15 lutego 4 (268) / 2015

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

WŚRÓD DRAPIEŻNIKÓW (IVY COMPTON-BURNETT: 'DOM I JEGO GŁOWA')

A A A
Wiktoriański pan Dulski

Fabuła pierwszych rozdziałów „Domu i jego głowy” Ivy Compton-Burnett stanowi zapis dialogu toczonego w domu Edgeworthów w dzień Bożego Narodzenia. Pan domu w rozmowie z żoną narzeka na córki i bratanka spóźniających się na śniadanie. Rozmowa doskonale zarysowuje podział ról w domu – despotyczny Duncan kontra zahukana Ellen. Dorośli potomkowie dawno zrozumieli swoje miejsce w tej rodzinnej scenerii – starsza córka, zręcznie posługująca się ironią i pozbawiona złudzeń co do pozycji kobiet zarówno w tym domu, jak i w społeczeństwie, młodsza, urocza starająca się zyskać przychylność ojca oraz lekko zblazowany, przyszły dziedzic majątku. Zanim rodzina przygotuje się do wyjścia do kościoła, przed czytelnikiem zarysuje się cała skomplikowana, choć może prosta układanka zależności – żony od męża, pominiętych w dziedziczeniu córek od ojca (co przypomina gorzkie losy sióstr Dashwood z „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen), pozującego na dandysa spadkobiercy. Duncan E. jawi się, niczym dobrze nam znana pani Dulska, jako zwolennik podtrzymywania rodzinnej fikcji – jednolitego, wygładzonego obrazu kochających się osób, przy czym w istocie jest tyranem, uparcie ignorującym śmiertelną chorobę żony.

Niezwykle krótka żałoba

Pierwsza pani E. znika z powieści w niemal zupełniej ciszy, umiera po kilkunastu godzinach od obwieszczenia pogorszenia się jej samopoczucia, dopiero po krótkiej agonii okazuje się, że symptomy choroby trwały od kilku miesięcy, jedynie mąż i pan domu nie chciał przyjmować ich do wiadomości ani pozwolić żonie na chwile słabości. Ta szalenie gorzka scena uporczywego trzymania się pozorów przypomina rzekome zaskoczenie pani Dulskiej chorobą i śmiercią męża oraz jej błyskawiczny powrót do normalnego życia. Podobnie jest u Edgeworthów – jedynie zmiana miejsca portretu matki – z holu do jadalni, oraz puste miejsce w salonie mogą przypominać o pani domu. Bardzo prędko zresztą Duncan zastępują ją drugą małżonką – znacznie od siebie młodszą Alison. Jej przyjazd rozpoczyna nowy rozdział w historii rodziny.

Gorzka postwiktoriańska Austen/pijana Austen

W ten sposób oceniłam autorkę nawiązującą i do powieści Jane Austen, często odczytywanych płasko przez pryzmat romantycznych historii, a w istocie będących ironicznymi portretami wyższej klasy średniej lub niższej arystokracji i karmiących ich umysły fantazmatów o poszukiwaniu idealnej żony/męża, i do wiktoriańskiej powieści psychologicznej wychodzącej spod pióra Elizabeth Gaskell czy Charlotte Brönte. Ramy życia Ivy Comptom-Burnett (1884 – 1969) muszą wskazywać, że autorka zetknęła się z powojennymi zmianami obyczajowości, tymczasem w dziwnym „Domu i jego głowie” świat zdaje się ograniczać do plotek, złośliwych komentarzy sąsiadów niezaznających trosk materialnych; niespodziewanie okazuje się, że czytelnik zostaje tutaj niejednokrotnie wystrychnięty na dudka, spodziewając się pojednania przy herbacie. Dla polskiego czytelnika nazwisko Compton-Burnett może znaczyć niezbyt wiele, nie licząc publikacji „Teraźniejszości i przeszłości” oraz „Więcej panów niż pań” w serii Nike w latach siedemdziesiątych. Susan Sontag w „Notatkach o kampie” podaje „Dom i jego głowę” jako wyrazisty przykład wspomnianej konwencji – przerysowanie melodramatyczności niektórych scen wraz z postaciami, które nie tyle mówią, ile biorą udział w słownych pojedynkach, czasem wygłaszając komunały, które ucieszyłyby Flauberta.

Wyzwanie dla czytelnika stanowią dialogi, które zastępują opisy, a w których niemalże od niechcenia padają kluczowe kwestie ustawiające wzajemne stosunki między bohaterami. Samo rozumienie tytułu ewoluuje – od pierwotnego utożsamienia tytułowej głowy domu z tyranizującym bliskich Duncanem do postawienia pytania, kto jest spiritus movens działań rodziny. Druga pani E. nieustannie zmusza pasierbów do konfrontowania swojej osoby ze zmarłą matką, jakby uporczywie chcąc udowodnić, że nie może zająć jej miejsca. Jak się zresztą okazuje, nie ma na to ochoty i w atmosferze skandalu opuszcza dom, by szybko zostać zastąpioną przez trzecią panią E. , której wybór jest poniekąd oczywisty.

Jak wytrwać w lekturze i czerpać z niej przyjemność?

Opowieść o rodzinie Edgeworthów i ich znajomych z bliżej nieokreślonego hrabstwa została steatralizowana i taki model lektury przyjęłam – koncentrując się na dialogach, dopowiadając sobie intonacje i gesty postaci, tam, gdzie nie zostały one skonkretyzowane przez autorkę. Ten sposób lektury sprawił, że powieść zaskakiwała mnie prawdopodobnie w miejscach zaplanowanych przez autorkę i dałam się uwieść tej dziwacznej, czasem absurdalnej historii. Mnogość nazwisk, które trzeba dopasować do osób i zapamiętać, gdyż charakterystyka pojawi się tylko raz – przy przedstawianiu postaci (w tym miejscu zalecam szybkie sporządzenie wykresu, kto jest kim), wreszcie mocno przyspieszająca akcja – pozornie rozmowy przy śniadaniu, kolacji, po mszy, na zebraniu kółka charytatywnego, a w tle – oświadczyny, śluby, chrzciny, narodziny, zgony, testamenty. Powieść dostarczyła mi wiele przyjemności, ale warto zastrzec, że do lektury potrzeba czasu i odpowiedniego nastawienia – rezygnacji z oczekiwania na powieść a’la Austen czy Dickens, a otwarcie na Noela Cowarda skrzyżowanego z Wilde’m i wspomnianą Zapolską.

W posłowiu Francine Prose do amerykańskiego i polskiego wydania pada wiele celnych sformułowań na czele z tym, że powieść okazuje się w istocie opowieścią w duchu darwinowskim o przetrwaniu wśród drapieżników zwanych rodziną, zaś zakończenie mogłoby wyjść spod pióra pijanej Jane Austen. W rzeczy samej „Dom i jego głowa” jest dziwną powieścią o ludziach z gruntu niemoralnych, którzy nawet nieszczególnie silą się na przybranie swych intencji w świętobliwe szaty. Ich cechą charakterystyczną jest okrucieństwo wobec bliźnich, bronią – plotka, celem zachowanie majątku. Nawet ubywanie z ich grona kolejnych osób potrafią wyjaśnić jako korzyść. Tekst niczym klamrę spina scena schodzenia się na posiłek – jedynie skład rodzinny ulega zmianie, zamiast pierwszej pani E. mamy już trzecią, a córki przybiły do małżeńskiej przystani, choć trudno rzec, czy to szczęśliwe zakończenie.
Ivy Compton-Burnett: „Dom i jego głowa”. Przeł. Jolanta Kozak, z posłowiem Francine Prose. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2014 [seria: Nowy Kanon].