Wydanie bieżące

1 marca 5 (269) / 2015

Natalia Gruenpeter,

CIĘŻAR CODZIENNOŚCI (OLIVE KITTERIDGE)

A A A
„Olive Kitteridge”, miniserial produkcji HBO, napędza postać silnej kobiety, która uwikłana jest w złożone życie rodzinne, a przede wszystkim w trudne relacje z synem. Adaptacja nagrodzonej Pulitzerem książki Elizabeth Strout podąża w tym wymiarze śladami „Mildred Pierce” Todda Haynesa (2011). W obydwu przypadkach kilkugodzinny format miniserialu dał twórcom możliwość opowiedzenia o kilkunastu- lub nawet kilkudziesięciu latach życia bohaterów w sposób, który omija narracyjne klisze i psychologiczne uproszczenia.

Akcja rozgrywa się w niewielkiej nadmorskiej miejscowości na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Tytułową bohaterkę poznajemy w momencie spaceru po polanie. Olive powolnym krokiem dociera do miejsca, które wybiera na odpoczynek, rozkłada koc, nastawia przenośne radio, po czym ze spokojem wyjmuje pistolet, za pomocą którego – jak się domyślamy – zamierza popełnić samobójstwo. W tym momencie narracja zostaje zawieszona na rzecz szeregu długich retrospekcji, z których dowiadujemy się, jak doszło do tego, że kobieta podjęła dramatyczną decyzję o odebraniu sobie życia. Dwadzieścia kilka lat życia Olive i jej męża Henry’ego ukazano jako długą, wyboistą drogę małżeństwa, jako bolesne dorastanie ich syna w cieniu apodyktycznej, zimnej matki, a także jako kulturową i obyczajową przemianę. Ostatni wątek materializuje się w postaci lokalnej apteki prowadzonej przez Henry’ego. Miejsce, w którym pracował życzliwy i troskliwy farmaceuta znający każdego ze swoich klientów, zamienia się w chłodną, bezosobową przestrzeń, gdzie nie ma miejsca na rozmowę, służącą tylko handlowym transakcjom.

Lisa Cholodenko utkała tę opowieść z szeregu zachowań, gestów i słów, które pozwalają odbiorcy emocjonalnie zbliżyć się do bohaterów. Zmywanie naczyń czy pielęgnacja ogródka to czynności, które w żaden sposób nie posuwają akcji naprzód, ale stają się znaczące w powtórzeniach czy nawarstwieniach. Wydaje się, że w dużej mierze tematem „Olive Kitteridge” jest po prostu codzienność, która może być doznawana jednocześnie jako upiorny, nieznośny ciężar oraz jako pocieszenie i poczucie bezpieczeństwa. Z miniserialu wyłania się obraz świata, który zaludniają dwa typy ludzi różniących się właśnie postawą wobec banału życia, a w szczególności wobec codziennych kontaktów z innymi ludźmi. Jedni, jak Olive, przyjmują je z nieukrywaną irytacją. Drudzy, jak jej mąż, potrafią cieszyć się zwykłymi gestami, życzliwością i ciepłem. Obraz ten nie jest jednak schematyczny ani czarno-biały. Obie postawy są bowiem zarazem darami i przekleństwami. Ludzie tacy jak Henry potrafią wprawdzie doznawać radości, ale niebezpiecznie zbliżają się w tej afirmatywnej postawie do błaznów lub głupców. Olive z kolei zagląda pod powierzchnię społecznych konwenansów, buntuje się, ale sprawia wrażenie niezdolnej do osiągnięcia szczęścia. Usposobienia te nie wynikają zresztą ze świadomego wyboru, ale z jakiegoś trudnego do określenia splotu okoliczności, które ukształtowały osobowości postaci. Nad Olive ciąży wręcz coś, co przypomina antyczne fatum. Kobieta żyje bowiem w cieniu samobójczej śmierci ojca i choć sama robi wszystko, aby nie obciążyć swojego syna podobną traumą, krzywdzi go w inny sposób.

W tytułową bohaterkę wcieliła się Frances McDormand, która z brawurą wykreowała postać bardzo złożoną i wewnętrznie sprzeczną, ale nie nieprawdopodobną. Olive Kitteridge to zimna, zgorzkniała, cyniczna jędza, która wszystkich traktuje protekcjonalnie i nieustannie umniejsza ich osiągnięcia, uczucia, pragnienia. Jednocześnie jest obdarzona inteligencją, poczuciem humoru i odwagą. Z jednej strony, bohaterka z niebywałą lekkością traktuje społeczne konwenanse, jest niegrzeczna i pozwala sobie na mniejsze i większe złośliwości. Z drugiej, najważniejsze decyzje w swoim życiu podejmuje, biorąc pod uwagę zobowiązania wobec innych, nie tylko bliskich, ale i nieznajomych, na przykład dzieci bawiących się beztrosko na tej samej łące, na której zamierza odebrać sobie życie. Przede wszystkim jednak Olive naprawdę dostrzega w ludziach to, co ukrywa się pod warstwą codziennych nawyków, widzi ich pęknięcia, ma wgląd w życie psychiczne tych, którzy są blisko szaleństwa lub decyzji o samobójstwie. Dlatego nawiązuje bliższą relację z kobietą chorą na depresję i schizofrenię, a wiele lat później staje się wręcz aniołem stróżem jej syna.

Henry Kitteridge odnajduje z kolei pokrewną duszę w młodej, pogodnej dziewczynie, która zaczyna pracę w jego aptece. Richard Jenkins i Zoe Kazan tworzą aktorski duet, który wprowadza do miniserialu komediową nutę. Uśmiech Jenkinsa przywołuje zresztą na myśl role Jeffa Danielsa w „Głupim i głupszym” albo Gerarda Depardieu w „Przyjacielu gangstera”. Przyjaźń tej dwójki balansuje na granicy śmieszności czy wręcz błaznowatości, ale w przedziwny sposób jej nie przekracza. Po przeciwnej stronie stoi bowiem surowa, cyniczna Olive, która zbyt pochopnie odrzuca codzienne, powtarzalne gesty i konwencjonalne zachowania, raniąc tym innych, w tym swoich najbliższych. Można więc widzieć w wątku przyjaźni Henry’ego i młodej pracownicy satyrę na małomiasteczkową fasadowość, która wciąż jest rozbrajana przez inteligencję i przenikliwość Olive. Miniserial zachęca jednak raczej do postawy empatycznej, a pragnienie kontaktu, życzliwości i ciepła napędzające postać Henry’ego wydaje się całkowicie zrozumiałe.

„Olive Kitteridge” pokazuje bowiem złożoną, gęstą sieć międzyludzkich relacji, od której nie ma ucieczki, która czasami potrafi być piekłem, a czasami jedynym źródłem radości. Wydarzenia, spotkania i ludzkie decyzje przedstawione są jako pokrewieństwa, powtórzenia i dalekie echa przeszłości nieustannie ścigającej każdego z bohaterów. Wizualne lejtmotywy – sceny wspólnych posiłków Kitteridge’ów czy pielęgnacji przydomowego ogródka – nadają tej opowieści wiarygodność i narracyjną spójność. Rozwinięcie tego rodzaju historii wymaga bowiem czasu i w tym właśnie kryje się olbrzymia zaleta miniserialu. Wszystko rozgrywa się tutaj w swoim własnym tempie. Dzięki temu też różne tonacje – melodramatyczna, komediowa, a w scenie w szpitalu wręcz coenowska – mogą wybrzmieć bez żadnych dysonansów i fałszywych nut.
„Olive Kitteridge”. Reżyseria: Lisa Chodolenko. Scenariusz: Jane Anderson. Obsada: Frances McDormand, Richard Jenkins, Bill Murray, John Gallagher Jr. i in. Gatunek: dramat / ministerial TV. Produkcja: USA 2014, 233 min.