Wydanie bieżące

1 marca 5 (269) / 2015

Przemysław Pieniążek,

SPOGLĄDAJĄC W ŹRENICĘ WSZECHŚWIATA (MARTWY SEZON)

A A A
Nie będzie cienia przesady w stwierdzeniu, że „Martwy sezon” jest jedną z najciekawszych rodzimych opowieści graficznych, które w ostatnich miesiącach ukazały się na naszym rynku. Album Jakuba Woynarowskiego intryguje bowiem poetycką precyzją w komponowaniu plansz oraz spójnością literackiego przekazu wywiedzionego z Schulzowskiej klasyki. Obok oczywistych nawiązań do utworu patronującego recenzowanemu tomowi, autor przytacza zmodyfikowane fragmenty „Ulicy Krokodyli”, „Republiki marzeń”, „Nocy wielkiego sezonu”, „Traktatu o Manekinach”, „Sanatorium pod Klepsydrą” czy „Genialnej epoki”, stanowiące narracyjny fundament dla (korespondujących z poszczególnymi wersetami) wizualnych impresji.

Oczywiście, trudno mówić tu o klasycznej fabule: formuła „Martwego sezonu” łączy w sobie tradycję strumienia świadomości z liryczną refleksją na temat uczestnictwa w przedziwnym, transcendentnym doświadczeniu. Jakub Woynarowski otwiera przed widzem/czytelnikiem podwoje „miasta jedynego na świecie”, położonego w efemerycznej krainie, gdzieś „na samym brzegu wieczności”. To miejsce, w którym (jak przekonuje narrator) nic nie dzieje się na darmo – wszelka aktywność podporządkowana jest kosmicznemu misterium „zstępowania w esencjalność”, którego kolejne akty odsłaniają mechanizmy procesu przechodzenia na drugą stronę (wszech)rzeczy.

Pochód geometrycznych figur, plątanina „tworów-propozycji” oraz utajona aktywność „cierpiących, okaleczonych, fragmentarycznych postaci życia” tworzą mozaikową konstrukcję, kryjącą pod płaszczyzną ornamentyki mnogość znaczeń otwierających się na potencjalne interpretacje. Sposób prezentowania przez Woynarowskiego kolejnych symbolicznych bytów przywodzi na myśl zabiegi narracyjne bliskie sztuce filmowej. W „Martwym sezonie” kluczową rolę odgrywają bowiem detale, powolne, choć niezwykle płynne „odjazdy”/„najazdy” zwiększające lub zmniejszające wielkość planu i odsłaniające prawdziwą naturę uwiecznionych na nim obiektów (vide: plaster miodu stający się okiem pszczoły).

Sekwencje zaskakujących przemian – natchnionych duchem łagodnej melancholii – fascynują wewnętrzną harmonią, kompozycyjną precyzją oraz bezbłędnie dobraną kolorystyką bazującą na barwnych dominantach. I, co najważniejsze, autor znajduje ciekawe wizualne ekwiwalenty dla takich karkołomnych określeń, jak chociażby „pasożytniczy grzyb zmierzchów”, prowadząc odbiorcę przez zakamarki świata „dawno osądzonego i dawno zamierzchłego”. Podobnie jak w Schulzowskich reminiscencjach, także w obrazach Woynarowskiego wyczuwalna jest zapowiedź przekroczenia ostatecznej granicy – owe miazmaty nieuchronnej katastrofy poprzedzonej więdnięciem, degeneracją i rozkładem piękna, ambiwalentnej, oferującej doznanie katharsis prywatnej apokalipsy, po której przychodzi czas odbudowy, nowego początku (być może) zapowiadającego inny wymiar egzystencji. „Martwy sezon” to graficzny majstersztyk, sprzyjający estetyczno-filozoficznej kontemplacji uprawianej w domowym zaciszu. W dodatku świetnie sprawdziłby się jako scenorys abstrakcyjnej animacji.
Jakub Woynarowski: „Martwy sezon”. Wydawnictwo Korporacja Ha!art. Kraków 2014.