Wydanie bieżące

1 marca 5 (269) / 2015

Andrzej Ciszewski,

WITAJ W DOMU, AYMARZE (WIEŻE BOIS-MAURY)

A A A
Dziesiąty tom graficznego eposu „Wieże Bois-Maury” Hermanna Huppena stanowi godne domknięcie serii, będącej (parafrazując ulubioną sentencję rycerza Aymara) najlepszą w całym świecie komiksów przygodowo-historycznych. Rozpoczęty w 1984 roku cykl jest bowiem żywym dowodem na to, że opowieści o wiekach średnich wciąż posiadają wyjątkową witalność – podobnie zresztą, jak protagonista rzeczonego utworu. Dla niezorientowanych w temacie krótkie résumé: błędny rycerz Aymar de Bois-Maury przemierza Europę w asyście obrotnego giermka Oliwiera, wiodąc żywot (szlachetnego i prawego) najemnika. Tym sposobem niegdysiejszy właściciel tytułowych budowli – uznawanych za najpiękniejsze oraz najwyższe w całym świecie chrześcijańskim – gromadzi fundusze na opłacenie przyszłej armii, z pomocą której odzyska rodowe ziemie.

Pełna niebezpieczeństw wędrówka zacnego duetu (do którego z czasem dołączają kolejne postaci mające mniejszy lub większy udział w kształtowaniu przyszłych wypadków) staje się dla belgijskiego autora pretekstem do ukazania realistycznie nakreślonej panoramy XI wieku, ze szczególnym uwzględnieniem sfery obyczajowej, politycznej i kulturowej. Twórca przygód „Jeremiaha” zmyślnie rekonstruuje codzienne (często bardzo napięte) relacje między poszczególnymi stanami społeczeństwa, akcentując przy tym rolę przestrzeni życia religijnego. Jednocześnie Hermann w wiarygodny sposób przypomina o wstydliwym podbrzuszu każdej epoki, konfrontując bohaterów z sytuacjami zmuszającymi ich do walki o przetrwanie, jak i najróżniejszymi przejawami ludzkiej głupoty, krótkowzroczności czy hipokryzji, wyrastających na glebie przesądów, uprzedzeń i świętoszkowatych haseł.

Siłą napędową „Wież Bois-Maury” są przewijający się w otoczeniu Aymara niejednoznaczni bohaterowie. Germain, okaleczony w ramach sądu bożego były murarz dołączający do szajki wędrownych złodziei, szukająca zemsty piękna kuszniczka Heloiza de Montgri, uwikłany w bratobójczy konflikt bezkompromisowy Reinhardt von Kirstein, niedająca sobie w kocioł dmuchać Alda czy lekkomyślny William – to przykładowe postacie patronujące poszczególnym odcinkom cyklu, którego finalne epizody zabierają czytelnika na stepy Anatolii („Seldżuk”), do Ziemi Świętej („Khaled”) oraz, na drodze czasowej elipsy, w rodzinne strony krzyżowca („Oliwier”).

Jednym z najważniejszych atutów „Wież Bois-Maury”, obok naprawdę ciekawych fabuł, jest dopracowana warstwa wizualna każdego tomu oraz różnorodność zastosowanych poetyk. W pamięci na długo pozostają bezbłędne kompozycje plansz (pieczołowicie oddane rozwiązania architektoniczne i pobudzające wyobraźnię pejzaże uchwycone w różnych porach dnia, nocy czy roku) oraz dynamiczny, filmowy wręcz montaż kadrów, sprawdzający się nie tylko w naturalistycznie ukazanych sekwencjach pojedynków i pościgów. Mistrzostwem jest bez wątpienia dobór kolorów ustanawiających unikalny ton epizodów: najpiękniejszą paletę barw odnajdziemy w otwierającej cykl „Babette” oraz „Germainie”.

Z kolei „Heloiza de Montgri” proponuje bardziej stonowane, mroczne kadry, świetnie współgrające z klimatem opowieści. Posępniejsza aura charakteryzuje także rozgrywającego się w skandynawskiej scenerii „Sigurda”, którego fabuła mogłaby stanowić treść kolejnego odcinka przygód Thorgala Aegirssona (plansza przedstawiająca widmowe zamczysko uformowane z ciał nietoperzy to niezapomniany koncept wizualny tego albumu). Lektura „Aldy” pozwala natomiast dostrzec w opowieści elementy czarnego kryminału (rzecz jasna, dostosowanego do średniowiecznych realiów) oraz szekspirowskiej tragedii. Huppen po raz kolejny udowadnia, że posiada smykałkę do błyskotliwych puent: dowcipnych, melancholijnych, czasem wykorzystujących wizualną analogię (sugestywny finał „Germaina”) lub pozostawiających czytelnika z poczuciem moralnego dyskomfortu (odsłaniające moralne bankructwo krucjat zakończenie „Williama” oraz przejmujące zamknięcie „Seldżuka”).

Belg z powodzeniem przemyca do opowieści lekką nutę cudowności lub fantasmagorii – kolejno wybrzmiewających w albumach „Reinhardt” oraz „Sigurd” – jak również całkiem sporą dawkę humoru (słowno-sytuacyjnego), od czasu do czasu doprawiając całość szczyptą erotyki. W tej epickiej opowieści czytelnik raz za razem spotyka „starych znajomych”, których wątki (w większości przypadków) autor zamyka bez większego sentymentu, ale za to z dużym stopniem prawdopodobieństwa odnoszącego się do konsekwencji podejmowanych przez bohaterów decyzji. Nie inaczej jest w przypadku symbolicznej konkluzji serii przywołującej na myśl starą prawdę, że „coś się kończy, coś się zaczyna”.

Pomimo historycznego anturażu, „Wieże Bois-Maury” – komiksowy poemat rycerski nawiązujący do starofrancuskiej tradycji „Pieśni o czynach” – wiele mówią o nas samych: niezmiennych mimo upływu stuleci słabościach ludzkiej natury, ale także o wartościach, które zawsze pozostają w cenie. Pod tym względem Hermann w pełni zasługuje na miano trubadura opowieści graficznych.
Hermann: „Wieże Bois-Maury” („Les Tours de Bouis Maury”). Tłumaczenie: Grzegorz Przewłocki, Wojciech Birek. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2013-2014.