Wydanie bieżące

1 marca 5 (269) / 2015

Karolina Obszyńska,

LEW NA ULICY

A A A
Jesteśmy w niewielkim miasteczku. Jego krętymi uliczkami, prowadzącymi do przedszkola, kościoła, szkolnej dyskoteki i podwórka, prowadzi nas konferansjer, spiritus movens całej historii (fantastyczny Kacper Pilch). Rzekomo znajdujemy się w zakamarkach jego głowy – przynajmniej takie można odebrać wrażenie. W ten sposób otwiera się przed widzem metaforyczna przestrzeń „Lwa ulicy” w reżyserii Cezarego Ibera – spektaklu dyplomowego studentów IV roku wrocławskiej PWST.

„Lew ulicy”, dramat Judith Thompson, to przede wszystkim opowieść o złu, które czai się w każdym z nas, o poszukiwaniu jego źródeł, o jego konsekwencjach i próbach oswojenia. Tekst kanadyjskiej dramatopisarki niezwykle rzadko staje się tworzywem dla polskich twórców teatralnych. Wrocławska inscenizacja to bodaj druga realizacja tego dramatu. Osią fabularną opowieści jest historia portugalskiej dziewczynki Isobel, którą na wysypisku śmieci pożera lew. Okazuje się, że opisywana sytuacja jest jedynie metaforą jej tragicznego losu – w istocie Isobel zostaje brutalnie zamordowana przez młodego mężczyznę, dostrzegającego w niewinnej dziewczynce ofiarę, przywodzącą na myśl przebłyski własnych, traumatycznych doświadczeń. Miotająca się na pograniczu życia i śmierci Portugalka obiera sobie za cel wytropić lwa-mordercę. Zadanie jest jednak trudne, bo, jak się okazuje, znamiona mordercy nosi w sobie każdy napotkany człowiek – a ściślej: każda z dwudziestu siedmiu postaci, w które wciela się dziesiątka aktorów wrocławskiej PWST.

W kontekście organizacji przestrzeni zwraca uwagę fantastyczna scenografia, przenoszącą wydarzenia do miejsca przypominającego rzeźnię (projekt pracowni plastycznej pod kierownictwem Ilony Szurkowskiej). Iber umiejscawia wydarzenia z dramatu Thomson w świecie zepsutych mediów – serialu telewizyjnego czy reality show, a o tragiczne losy bohaterów obwinia… społeczeństwo – czekających na szokującą telewizyjną papkę widzów i chętnie dostarczających jej dziennikarzy. Lew pojawia się w tej historii jako synonim ludzkiego id. Noszą go w sobie nie tylko mordercy, ale też homoseksualni księża, mężczyźni zdradzający swoje żony, dzieci gnębiące na podwórku inne dzieci, słowem – każdy. A od „każdego” nie da się uciec. Trudno go nawet poskromić.

Przy pomocy mocnego, teatralnego języka Cezary Iber opowiada o tym, co najgłębiej ukrywamy. Sięga po wiele środków scenicznych, również po konwencję musicalową, za której pomocą przełamuje linearność akcji. Na tym tle warto zwrócić uwagę na kilka aktorskich kreacji. Natalia Łągiewczyk jest równie wiarygodna jako wygłaszająca populistyczne tyrady przedszkolanka, jak i cierpiąca na porażenie umysłowe, jednak wciąż aktywna seksualnie kobieta. Interesująca jest także rola Małgorzaty Saniak – z małej Isobel przemienia się ona na oczach widzów w dojrzałą kobietę i matkę, która musi zmierzyć się z tragedia najbliższej rodziny.  

Spektakl to kolaż poskładany z kilkunastu scen, w których z trudnymi rolami mierzą się studenci. „Lew na ulicy” stał się dla nich wyzwaniem. Stanęli przez zadaniem odegrania niełatwych pełnych emocji scen, konieczności zbudowania na raz kilku postaci, niekiedy zupełnie skrajnych charakterów. Wydaje się, że jedną z trudności, na jakie napotykali, było samo brzmienie dialogów, momentami pełnych przesadnej bezpośredniości i towarzyszącej jej oczywistości przekazu. Te cechy tekstu sprawiają, że „Lew na ulicy” nie jest utworem łatwo poddającym się scenicznej interpretacji.
Judith Thomson: „Lew na ulicy”. Reżyseria: Cezary Iber. Choreografia: Baśka Gwóźdź. Scenografia i kostiumy: Magdalena Przywara. Muzyka: Arkadiusz Kątny. Obsada: Filip Bochenek, Jan Hussakowski, Monika Janik, Natalia Łągiewczyk, Ewelina Pankowska, Kacper Sasin, Katarzyna Dmoch, Kacper Pilch, Małgorzata Saniak, Piotr Wątroba. Premiera: 24 stycznia 2015. Duża Scena PWST we Wrocławiu.