Wydanie bieżące

1 listopada 21 (69) / 2006

Anna Katarzyna Dycha,

ZEROVA

A A A
“I Think We’ve Lost”. Herb Recordings 2006.
Białostocki zespół Zerova istnieje niespełna trzy lata, ale już 12 października tego roku swoją premierę miała ich debiutancka płyta. W dodatku wydana przez brytyjską wytwórnię.

To miłe zaskoczenie. Z kapeli znanej w lokalnych kręgach, która trochę koncertowała (data pierwszego oficjalnego koncertu – 20 stycznia 2006.), dorobiła się wydanej własnym sumptem płyty (rozeszło się ok. stu egzemplarzy) i czasem słyszanej w „trójkowym” programie z muzyką alternatywną muzycy Zerovy wyrośli na artystów najwyższej próby.

Przyznają, że zaczynali od zera, od zabawy. „Nie mieliśmy nic – wspominają Adrian i Paweł. - zbieraliśmy możliwie jak najwięcej sprzętu po znajomych, po rodzinie. Kolumny, stary wzmacniacz, gitara, komputer. No i zaczęliśmy. Pościągaliśmy stoły do garażu, poustawialiśmy, podłączyliśmy się i mieliśmy naprawdę fajną zabawę Akordeon to zasługa mojego dziadka” – dodaje Adrian. Potem zaangażowali w muzykę całą swoją energię i wszystkie pieniądze. Rozwijali swoje instrumentarium. Po pewnym czasie mieli tyle materiału muzycznego, że postanowili coś z nim zrobić. Zapakowali demo z ośmioma utworami i wysłali do różnych wytwórni. Z jedną z nich, Herb Recordings (gustującą w twórcach progresywnych głównie z Wysp Brytyjskich i Stanów Zjednoczonych), podpisali roczny kontrakt. Brzmi niewiarygodnie? A jednak. „Dopiero zaczynamy. W styczniu wyszliśmy do szerszej publiczności. Zagraliśmy raptem cztery koncerty” – skromnie mówią twórcy zespołu.

Na płycie „I Think We’ve Lost” dominują składne, harmonijne melodie doskonale obudowane charakterystycznymi i zróżnicowanymi bitami z łagodnych przechodzącymi w silniejsze, bardziej zdecydowane. Wypełniają każdy utwór. Dzięki ich przestrzennej sile muzyka płynie. Jej elektroniczny wymiar podkreśla przetworzona gitara. Do tego dodać trzeba delikatne dźwięki pianina, akordeonu i melodyki. Wokale Pawła schowano w tle. W żaden sposób nie przytłaczają całości, ale podkreślają melodię, uzupełniają ją. Na teksty składają się głównie powtarzane pojedyncze słowa, które nie układają się w konkretny przekaz.

Płyta zaczyna się od nowości. „Fukka’jo” to wymyślone słowo, brzmiące jak połączenie języków: duńskiego, fińskiego czy islandzkiego, co podkreśla korzenie ich muzyki. Nie jest tajemnicą, że muzycy z Zerova inspirują się takimi zespołami, jak: Mum czy Sigur Ros. Kolejna nowość to „Unnamed place”. „Hide Away” z samplowanymi łyżkami i długopisami na pewno rozpoznają bywalcy koncertów. To pierwszy utwór, jaki zespól napisał. „Somebody Read my Poem” z „plumkającymi” samplami przypomina dokonania Radiohead. Natomiast „Today I’ve Passed the Barn” (tak, chodzi o stodołę gdzieś w pobliżu ich studia na podlaskiej prowincji) na początku spokojny, rozkręca się z czasem, nabiera energii. Ostatnie trzy utwory wskazują kierunek, w którym Zerova chce pójść. Stawiają na melodie, wokale, rytm, „smutne”, minimalistyczne dźwięki. Właśnie tak brzmi „You won’t”. Singlem z powodzeniem mógłby być „Water House” z ciekawym bitowym przejściem i powtarzanym: „Hello I’m Loosing You”. I chwytający za serce finał płyty: „Świerszcze” (w oryginale „Crickets”). Adrian wyjaśnia, że ten ponad ośmiominutowy utwór ma część właściwą i zamykające outro. Sam nagrał prawdziwe świerszcze, które potem zsamplowali.

“I Think We’ve Lost” to prawie godzina doskonałej na jesień i zimę, przejmującej, smutnej muzyki, która działa kojąco.