Wydanie bieżące

15 marca 6 (270) / 2015

Joanna Soćko,

UNIWERSYTECKI (NIEDO)ROZWÓJ (PIOTR NOWAK: 'HODOWANIE TROGLODYTÓW')

A A A
Ten sam rok, ten sam cel. Dwa różne kontynenty, dwie różne reklamy uniwersytetu. Na jednej z nich, obok rysunku studenta z dumnie podniesioną głową, widnieje napis, który w języku polskim mógłby brzmieć następująco: „Uniwersytet Pentecost. Doskonali duszę, umysł i ciało”. Na drugiej, pod rysunkiem bombki zawieszonej na choince i nad obrazkiem reniferów ciągnących sanie z Mikołajem, widnieje napis: „Merry Humanitas. Pójdźmy wszyscy… się zapisać. Zimowa rekrutacja trwa”. Pierwsza reklama pochodzi z Afryki Zachodniej; z Ghany – kraju, który, zgodnie z polityczną poprawnością, powinniśmy nazwać „krajem rozwijającym się”. Klasyczna idea uniwersytetu, z której wyrasta to reklamowe hasło, została przeszczepiona do tej części świata przez Brytyjczyków i w warunkach cieplarnianych przetrwała, jak widać, do dziś. Tym, co ma na uniwersytet przyciągać Ghańczyków – płacących za edukację horrendalne pieniądze – jest ogólny rozwój człowieka, jaki zapewnić ma uczelnia wyższa. Druga reklama pochodzi, rzecz jasna, z Polski – kraju, który, analogicznie, powinniśmy nazwać „krajem rozwiniętym”. W tym przypadku groteskowe połączenie polskiej i amerykańskiej tradycji bożonarodzeniowej czyni ze szkoły wyższej świąteczną wydmuszkę, którą warto się zainteresować nie dlatego, by mogła nieść z sobą jakieś edukacyjne korzyści, ale dlatego, że jest „wesoła”, a ponadto pozwala skorzystać z „sezonowej wyprzedaży miejsc”. Reklama ta, choć stanowi być może przykład skrajny, nie jest bynajmniej niechlubnym wyjątkiem. By daleko nie szukać: inna śląska uczelnia wyemitowała nie tak dawno teledysk, z którego dowiadujemy się, że „Uniwersytet Śląski też jest happy”, co najwyraźniej, obok reklamy miasta, było prymarnym celem przedsięwziętej przez uniwersytecką telewizję promocji.

Sposób, w jaki uniwersytet zabiega o swoich studentów, świadczy przede wszystkim o tym, jak ludzie z nim związani postrzegają potencjalnych adeptów, ich motywacje i potrzeby. W tym kontekście, porównanie dwóch, na pozór nieistotnych billboardów wydaje się znaczące, nasuwa bowiem pytanie o to, czy kierunek postępu owej „rozwiniętej” części świata nie prowadzi do niedorozwoju pewnych istotnych obszarów życia społecznego. Niedorozwoju, który w Polsce, prawdopodobnie, objawia się szczególnie jaskrawo. Odpowiedź na pytanie, do jakiego odbiorcy skierowana jest oferta śląskiej wyższej szkoły humanistycznej, wydaje się bowiem zatrważająca: z całą pewnością nie jest to przecież ani odbiorca inteligentny, ani dążący do zdobycia wiedzy. Jest to odbiorca, który, według przewidywań autorów kampanii, dążyć może co najwyżej do świątecznej szopki, dlatego też sprzedaje mu się szkołę wyższą jako cyrkową atrakcję. Co gorsza, proponowana tutaj edukacja wcale nie obiecuje poprawy tego stanu rzeczy, stając się wymowną egzemplifikacją mocnej tezy ostatniej polskojęzycznej publikacji Piotra Nowaka. Oto polskie uczelnie wykształcają ludzi ograniczonych umysłowo – hodują troglodytów: „masowość i zdziecinnienie studentów (…) pociągają za sobą zdziecinnienie całej kultury uniwersyteckiej” (s. 70) – pisze Nowak, trafnie komentując zauważalne we wspomnianej reklamie zjawisko.



Z armatą wśród szermierzy

Książka o hodowaniu troglodytów jest kolejnym głosem w toczących się już od dobrych paru lat dyskusjach o kryzysie uniwersytetu. Piotr Nowak ostro wypunktowuje najważniejsze grzechy wyższej edukacji: biurokratyzację, parametryzację, brak autonomii, standaryzację wiedzy, stagnację umysłową starszych profesorów, zajmujących miejsca młodym naukowcom, itp. Porusza problem niefortunnych transformacji, będących wynikiem procesu bolońskiego i przemian implikowanych przez rządowe reformy. Zwraca w końcu uwagę na związek pomiędzy „katastrofą uniwersytetu” a społecznym „wtórnym analfabetyzmem”, wynikającym z tego, że większość społeczeństwa nie czyta książek. W dyskusji o kondycji kultury uniwersyteckiej Piotr Nowak objawia się jako wyznawca elitaryzmu: „współczesne społeczeństwo chciałbym podzielić według stosunku, jaki ma ono do książek” (s. 111), przemawiając, rzecz jasna, z pozycji elit: „na pewno starałem się czytać dobre książki” (s. 112). Autor najwyraźniej nie czuje się komfortowo, gdy „troglodyci” nie uznają wyższości miejsca, z którego, jako profesor, przemawia: „u podstaw ich podejrzliwości – pisze Nowak o studentach – tkwi przekonanie, że jesteśmy sobie równi” (s. 75-75). Trzeba przy tym przyznać, że krytyka wobec egalitaryzmu jest w książce Nowaka reprezentowana konsekwentnie i autor zdaje sobie sprawę, że takie postawienie problemu wymaga w istocie zakwestionowania całego ustroju społecznego: „Demokracja planetarna nie sprawdza się. Hordy troglodytów usiłują zakrzyczeć wolność mniejszości, ściągając osoby szlachetne, mądre i wrażliwe do poziomu rynsztoka, w którym tamci lubią polegiwać” (s. 78).

Tytułowa teza książki Nowaka nie jest specjalnie odkrywcza. Ogólne intuicje dotyczące zmian w charakterze kształcenia studentów wyraził już w druku np. Tomasz Bilczewski, łącząc to zjawisko z obecnym ustrojem gospodarczym: „Instrumentalizacja kształcenia uniwersyteckiego jako skutek uboczny procesu dostosowywania jego struktur do potrzeb wolnego rynku może kierować uczelnie ku ideałowi szkoły przyzakładowej kształcącej automaty obsługujące kolejne automaty” (Bilczewski 2011: 49-50 – wyróżnienie J.S.). Również inne wypunktowane przez autora problemy zostały już dostrzeżone i były wielokrotnie podejmowane, zarówno w lokalnych dyskusjach organizowanych w wielu uniwersyteckich miastach, jak też w czasopismach (np. „Tygodnik Powszechny”, „Znak”, „Więź”) i książkach (np. „Gdy myślę uniwersytet…” K.Z. Sowy czy „Uniwersytet zaangażowany. Przewodnik Krytyki Politycznej”). Podczas lektury „Hodowli troglodytów” można więc odnieść wrażenie, że Nowak pisze o utraconym etosie uniwersytetu w skomercjalizowanym społeczeństwie, tak jakby wcześniej nie było książki Tadeusza Sławka „Antygona w świecie korporacji”, i zastanawia się nad społecznym miejscem uniwersytetu, tak jakby Michał Paweł Markowski nie próbował już zmierzyć się z tym problemem, formułując koncepcję „polityki wrażliwości”. Z postulatami wspomnianych autorów Nowak, rzecz jasna, w dużej mierze by się nie zgodził, ale faktem jest, że publikacje te formułują konkretne odpowiedzi na pytania, których ponowne zadanie służy Nowakowi głównie do zajadłej krytyki studentów, kadry uniwersyteckiej, rządzących, urzędników i całej tej większej części społeczeństwa, która „postanowiła zatrzymać się w rozwoju” (s. 9).



Remedium?

Odpowiedź na pytanie, co właściwie Piotr Nowak proponuje w związku z przedstawioną sytuacją, nie jest łatwa. Książka wydaje się rozchodzić w szwach łączących zapis dyskusji z udziałem autora z różnymi esejami, które mają raczej charakter publicystyczny i służą przede wszystkim przedstawieniu opinii autora o otaczającym go świecie. Zastanawia przy tym fakt, że utyskując na „partactwo i ogólne schamienie” (s. 10), autor książki używa języka, który nie świadczy o intelektualnej subtelności charakterystycznej dla „wykształcenia i ogłady” (tamże), będących przedmiotem jego tęsknoty. Truizmy typu: „ludziom świat wisi”, „człowieczeństwo zeszło na psy” czy adnotacja o profesorach, których „gnioty wypełniają tornistry studentów” (s. 10, 123), to tylko niektóre przykłady toporności przedstawionych tutaj refleksji. W kontekście tej publikacji wzmianki autora o „dobrych książkach”, przemyślanych filozoficznych dziełach („Krytyka czystego rozumu” Kanta) i wyborze lektur, które warto czytać (w przeciwieństwie do tych, które wystarczy kartkować (s. 125)), brzmią szczególnie groteskowo. Trudno powiedzieć, czy ma się tu do czynienia z krótkowzrocznością, (auto)ironią, czy też rozpaczą, której efekt stanowi przyłączenie się do „hodowania troglodytów”, będące wynikiem niewiary w intelektualne możliwości potencjalnego czytelnika.

Jedną z najciekawszych propozycji Piotra Nowaka jest śmiałe zawezwanie do tego, by porzucić uczelnię i wyprowadzić krytyczną refleksję poza uniwersytet: „to wszystko, co do tej pory robiliśmy w jego murach, musimy nauczyć się robić gdzie indziej” (s. 85). Nie chodzi jednak bynajmniej o rezygnację z etatu, autor dopowiada bowiem: „na uniwersytecie odrabiamy pensum, myślimy poza nim. I powoli uczymy się z tym żyć” (tamże). Jako przykład takiego pozauniwersyteckiego ośrodka myśli autor podaje Fundację Augusta hr. Cieszkowskiego, fundującą czasopismo i wydawnictwo „Kronos” (wydawcę, rzecz jasna, między innymi „Hodowania troglodytów”). Autor przedstawia tym samym współzałożoną przez siebie placówkę jako arkę Noego, która ratuje życie gatunku przed potopem zalewającej świat głupoty. Nowak wysuwa tutaj niezwykle mocną tezę: „Twierdzę, że uniwersytet starego typu jest martwy oraz że nie ma sensu galwanizować trupa. Przeciwnie. Trzeba pomóc mu zejść z tego świata” (s. 84). Tezę tę znacząco osłabia jednak jeden z kolejnych esejów, w którym autor – dołączając się do sarkastycznie komentowanego przez niego „języka poleceń” – formułuje listę swoich dyspozycji. Chce tym samym, jak twierdzi, wyręczyć urzędników, by spełniony został postulat środowiska akademickiego dotyczący zmian w sposobie finansowania wyższych uczelni. Spełnienie owych czternastu wystosowanych przez autora poleceń miałoby prowadzić do „rzeczywistej odnowy Uniwersytetu” (s. 107), nieprzypadkowo zapewne zapisanego tu z dużej litery. Za jeden z najbardziej „uzdrawiających” postulatów uważam pomysł, o którym mówi się, o ile mi wiadomo, stosunkowo niewiele, a mianowicie: by odejść od finansowania każdego studenta na rzecz finansowania grup ćwiczeniowych, w których, stosunkowo niska, minimalna i maksymalna liczba studentów byłaby z góry określona. Poza tym postulatem znajdziemy tu również rekomendację indywidualnego systemu tutoringu i, co za tym idzie, „elitarnych” indywidualnych studiów międzywydziałowych, a także polecenie, by prace biurokratyczne pozostawić biurokratom i nie przerzucać ich na pracowników nauki.

Część problemów wspomnianych przez Piotra Nowaka wciąż domaga się poważnej dyskusji, która skonsolidowałaby ludzi nauki nie tylko wokół wspólnego wypracowywania konkretnych rozwiązań dotyczących sposobu zarządzania, finansowania i oceniania (zwanego dziś parametryzacją), ale przede wszystkim wokół formułowania odpowiedzi na pytanie o rolę i o sens istnienia uniwersytetu pojmowanego jako ośrodek krytycznego myślenia. To od odpowiedzi na to podstawowe pytanie zależeć musi kierunek postulowanych przez środowisko akademickie zmian. Należy przy tym wyraźnie zaznaczyć, że nieprzypadkowo kryzys uniwersytetu objawia się w tym samym czasie, w którym jesteśmy świadkiem kryzysu humanistyki. Wszak pytanie o Uniwersytet, który – pisany z dużej litery – mógłby w końcu stanowić poważną propozycję dla młodego pokolenia, jest pytaniem stricte humanistycznym i fakt, że pozostaje ono bez odpowiedzi, istotnie świadczy o niedorozwoju ważnego aspektu współczesnych, „zachodnich” społeczeństw. Tu rację ma niewątpliwie Michał Paweł Markowski: zmiany w tej sferze należy rozpocząć od poważnego zastanowienia się nad tym, czym obecnie jest i czym powinna być humanistyka. Dopiero później można odpowiadać na pytanie o to, jak powinna wyglądać jej „parametryzacja”. Należy również głęboko rozważyć związek pomiędzy uniwersytetem a demokracją, o którym wspomina Piotr Nowak. Być może – jak sugeruje autor – ustroju demokratycznego nie da się już uratować. Być może jednak demokrację można uzdrowić. W tym przypadku potrzebuje ona uniwersytetu, który mógłby ów leczniczy proces rozpocząć. I to nie tylko w postaci rzetelnego namysłu, ale też konkretnej praktyki, która pomogłaby w wypracowaniu realnej autonomii uczelni wyższych i nowego systemu ordynacji uniwersyteckich władz, prowadzącego do lepszego zarządzania uniwersyteckimi placówkami. Uniwersytet może się stać prawdziwym laboratorium demokracji. Istotną zaletą książki Piotra Nowaka jest podkreślenie zależności pomiędzy kondycją społeczeństwa a kondycją uniwersytetu. Pytanie o ten ostatni nie jest bowiem, i nie może być, jedynie pytaniem o organizację jednego ze szczebli edukacji. Zbyt wiele aspektów społecznego życia od tego zależy.



LITERATURA:

Bilczewski T.: „Transformacja, transfer, translacja”. W: „Wolność, Równość, Uniwersytet”. Red. C. Kościelniak, J. Makowski. Warszawa 2011.

Piotr Nowak: „Hodowanie troglodytów”. Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego. Warszawa 2014 [seria: Biblioteka kwartalnika „Kronos”].
 

Fot.
1 - Joanna Soćko
2 - Przemysław Soćko