Wydanie bieżące

15 marca 6 (270) / 2015

Przemysław Pieniążek,

REFLEKSY MINIONEGO CZASU (ZA ŻELAZNĄ KURTYNĄ / KSIĘGA PANA NADZIEI)

A A A
Peerelowskie reminiscencje oraz równie zabawne, co melancholijne studium fińskiej duszy to dwie rewelacyjne pozycje, które znalazły się w marcowej ofercie Timofa i cichych wspólników.

Był taki kraj… („Za żelazną kurtyną”)

Rok 1973, Warszawa, zima. Andrzej Klimowski otrzymuje uskrzydlający telegram: jego narzeczonej, Danusi Schejbal, przyznano stypendium naukowe na Akademii Sztuk Pięknych (studium scenografii, grupa profesora Józefa Szajny). Tuż po ślubie w rodzimym Londynie (wszak to właśnie tam przyszli na świat oraz dorastali bohaterowie albumu) nowożeńcy przeprowadzają się do nadwiślańskiej metropolii. Chociaż początkowo ich pobyt w Polsce wynikał głównie z obranego kierunku studiów, nieoczekiwanie czas spędzony w ojczyźnie przodków wydłużył się do blisko dekady. Sukcesywnie rozwijającą się karierę zawodową protagonistów m.in. w dziedzinie projektowania plakatów oraz kostiumografii przerywa jednak konieczność powrotu do Anglii.

„Za żelazną kurtyną” to druga – po inspirowanym prozą Stanisława Lema „Robocie…” – graficzna opowieść stworzona przez duet Klimowski-Schejbal ukazująca się w naszym kraju nakładem warszawskiej oficyny. Wcześniej ów tytuł zadebiutował na brytyjskim rynku pod szyldem Self Made Hero, wydającego dwa inne projekty małżonków, czyli graficzne adaptacje „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa oraz „Niezwykłego przypadku doktora Jekylla i pana Hyde’a” Roberta Louisa Stevensona. Dominującą w recenzowanym tomie „obiektywną” perspektywę narracyjną cyklicznie przenikają strumień subiektywnej opowieści Klimowskiego (przeważnie przyjmującej formę onirycznych sekwencji) oraz wspominki Schejbal, które wspólnie tworzą retrospektywną mozaikę oferującą wgląd w dramatyczne historie ich rodzin naznaczonych piętnem II wojny światowej.

Jednym z najważniejszych atutów tej selektywnej autobiografii jest stopień kondensacji słodko-gorzko-kwaśnych doświadczeń, które stają się udziałem ówczesnych młodożeńców. Pod tym względem album „Za żelazną kurtyną” jest uniwersalną przypowiastką o conditio humana dobry Peerelu. Liczne scenki z życia zawodowego (vide: zmagania z wystawianiem „Rzeźni” Sławomira Mrożka) oraz towarzyskiego (prywatki, pogawędki w gronie znajomych w przeróżnych lokalach gastronomicznych) znajdują dopełnienie w obrazach dokumentujących „szarzyznę” codzienności. Zaskakujące warunki mieszkaniowe, osobliwości sklepowych kolejek, chałupnicze metody naprawiania usterki teleodbiornika, pościg za papierem toaletowym czy heroiczne zmagania z aparatem biurokratycznym (mnożącym paradoksy godne „Paragrafu 22” Josepha Hellera) – blisko dziesięcioletni pobyt w Polsce Ludowej okazał się dla Andrzeja i Danusi solidną szkołą życia.

Autorzy tomu zadbali o inkrustowanie fabuły odniesieniami do ważnych wydarzeń ze sfery życia kulturalnego, społecznego czy politycznego. Inscenizacja „Dziadów” w reżyserii Konrada Swinarskiego, zwycięstwo polskich siatkarzy na olimpiadzie w Montrealu, powstanie NSZZ „Solidarność”, strajki oraz wprowadzenie stanu wojennego – to tylko niektóre z refleksów historii odbijających się na kartach albumu, będącego bezbłędnym studium opresyjnego systemu widzianego oczyma outsiderów. Ale „Za żelazną kurtyną” sprawdza się także jako chwilami przejmujący, choć nie pozbawiony dystansu plastyczny pamiętnik, prowadzący czytelnika meandrami wspomnień i rozważań na temat rodzinnych korzeni.

O wysokim walorze estetycznym albumu nie trzeba przekonywać. Sugestywnie oddany klimat epoki (w aspekcie urbanistycznym, architektonicznym czy socjalnym) wiele zawdzięcza świetnej kompozycji kadrów, jak również miękkiej kresce współgrającej z różnymi odcieniami szarości oraz jaskrawymi dominantami. Obok dołączonego do wydania materiału fotograficznego, cieszy obecność (umiejętnie wplecionych w tok opowieści) reprodukcji prac Danusi Schejbal (vide: słynne projekty kostiumów do inscenizacji „Makbeta”) czy wykonanych przez Andrzeja Klimowskiego techniką kolażu plakatów filmowych do takich klasyków kina, jak „Taksówkarz” Martina Scorsese i „Nashville” Roberta Altmana. Intrygująca, niezwykle nastrojowa autobiografia, którą warto potraktować jako przyczynek do rozważań nad przeszłością, będącą jednym z kluczowych czynników kształtujących obecne i przyszłe losy każdego z nas.

Był taki czas… („Księga pana Nadziei”)

W kolektywnej świadomości statystyczny Fin uchodzi za jednostkę cichą, zamkniętą w sobie, zionącą „emocjonalnym chłodem”, a przy okazji niestroniącą od wyskokowych trunków. Oczywiście mamy do czynienia z boleśnie krzywdzącym stereotypem, który jednak tylko do pewnego stopnia rozwiewa komiks Tommiego Musturi. Tytułowy jegomość to łysiejący wąsacz z widocznym brzuszkiem – ot, taki couch potato (parafrazując poetę: „leń tapczanowy”, choć w tym przypadku mamy do czynienia z modelem zorientowanym na fotel), który między jednym a drugim posiłkiem snuje filozoficzne rozmyślania, monologuje lub podejmuje dialog z nie zawsze skorą do dysput zapracowaną małżonką.

Ale choć wygłaszane przez bohatera bon moty, konstatacje i puenty w większości przypadków rozkładają czytelnika na łopatki, ten doskonale czuje, że refleksje pana Nadziei (spadające nań podczas bezsennych nocy, łowienia ryb, pobytu w saunie, spaceru po lesie czy oddawania moczu) dalece wykraczają poza doraźną krotochwilę. Życiowo nieporadny, aczkolwiek ujmujący nieoczywistą łagodnością i (nad)wrażliwością mężczyzna bezwiednie dokonuje na oczach odbiorcy emocjonalnej wiwisekcji. „Jedna kula dla dorosłych, druga dla miast. Trzecia dla majątku, czwarta dla innej niepotrzebnej rzeczy. Piąta należy się marzeniom. Ostatnią strzela się w powietrze na cześć wolności. Przeszłość nie zasługuje na ani jeden wystrzał” – przyjmując w wyobraźni postać bezwzględnego rewolwerowca, pocieszny (?) Fin staje się medium autorskich rozważań nad istotą przemijania, doświadczaniem egzystencjalnej pustki oraz „obcości świata” czy nad ambiwalentną naturą samotności (którą Nadzieja identyfikuje jako „niebezpiecznego przyjaciela, muzę i mordercę”).

Równocześnie za pośrednictwem swojego bohatera Tommi Musturi stawia pytanie o miejsce człowieka w mikrokosmosie codzienności, jak i w odwiecznym porządku wszechrzeczy. Całkiem sporo jak na komiks utrzymany w konwencji kreskówki mieniącej się soczystością kolorów, prawda? Zapewniam jednak, że cartoonowy styl prac absolutnie nie kłóci się z powagą prezentowanych tez, obficie podlanych sosem na bazie łagodnej melancholii oraz ujmującego humoru, z dodatkiem pokaźnej garści intertekstualnych smakołyków.

„Księga pana Nadziei” z pewnością przypadnie do gustu tym czytelnikom, którzy cenią sobie nieśpieszny tryb narracji (oparty głównie na statycznych, powtarzanych kadrach) akcentujący rolę „dni bez zdarzeń”, uchwyconych na tle kolejnych pór roku. Ale Tommi Musturi jednocześnie igra z naszymi oczekiwaniami (vide: scena z zawiązywaniem pętli), płynnie łącząc harmonijne ujęcia malowniczych pejzaży z sekwencjami zmetaforyzowanych obrazów oddających duchową kondycję bohatera komiksu. Wystarczy wspomnieć otwierającą drugą część tomu zbitkę kadrów (sennych majaków pana Nadziei), które w lapidarny, a jednocześnie niesamowicie treściwy sposób ilustrują jego utajone pragnienia, niepokoje, frustracje.

Rewelacyjny efekt dają także rozgrywające się w podświadomości protagonisty sceny „kowbojskie”, z jednej strony podejmujące zabawę z konwencją spaghetti westernu, z drugiej natomiast odsyłające do metafizycznych rytuałów spod znaku „Kreta” Alejandro Jodorowsky’ego. Tommi Musturi stworzył mądry i krzepiący komiks. „Nowy dzień pokazuje nową drogę” – mówi fińskie przysłowie. Dlatego mimo ciężaru w sercu pan Nadzieja nie ustaje w poszukiwaniu „czegoś prawdziwego”. Bo w końcu jego imię do czegoś zobowiązuje.
Andrzej Klimowski, Danusia Schejbal: „Za żelazną kurtyną” („Behind the Curtain”). Tłumaczenie: Beata Brzezowska. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2015.
Tommi Musturi: „Księga pana Nadziei” („Toivon Kirja”). Tłumaczenie: Bożena Kojro. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2015.