Wydanie bieżące

15 marca 6 (270) / 2015

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

MICZURIN NA POLACH WYOBRAŹNI (WERONIKA MUREK: 'UPRAWA ROŚLIN POŁUDNIOWYCH METODĄ MICZURINA')

A A A
W debiucie Weroniki Murek zatytułowanym „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” intryguje przede wszystkim tytuł. Autorka odwołuje się do teorii rosyjskiego hodowcy i sadownika nie tylko w tytule – motto „Nie możemy czekać na łaskawość przyrody. Naszym celem jest wziąć sobie ją od niej samemu” to sentencja przypisywana Iwanowi Miczurinowi. Pomysły hodowlane Miczurina można określić jako uprawę „gruszek na wierzbie”, bowiem uważał on, że człowiek może dowolnie przekształcać przyrodę. Co jednak hodowlane teorie z początku XX wieku mogą mieć wspólnego z literaturą, która nie traktuje o sadownictwie?

Weronika Murek wykorzystuje projekt Miczurina do twórczości literackiej. Szczepi ze sobą niesamowite wątki i obrazy, uzyskując iście awangardowe efekty. Opowiadania składające się na „Uprawę roślin południowych metodą Miczurina” to, jak jest napisane na czwartej stronie okładki, „nieskrępowana swoboda literacka”. Warto przyjrzeć, a właściwie przysłuchać się tytułom kolejnych opowiadań: „W tył, w dół, w lewo”, „Organizacja snu w przedszkolu”, „Alergia na pióra pudrowe”, „Trzeci pochówek generała Sikorskiego z uwzględnieniem koca”, „O prawdopodobnej śmierci polskiego kosmonauty”. Zaskakujące, aforystyczne tytuły kryją opowiadania o podobnej treści. Wszystko jest jakby znajome, zwykłe i codzienne, ale ład ten zaburza wydarzenie „nie z tego porządku”. W pierwszym opowiadaniu główna bohaterka jako ostatnia dowiaduje się o własnej śmierci i odmawia przyjęcia tego faktu do wiadomości. Nie chce też obejrzeć swojego ciała. Wszystkim napotkanym ludziom, którzy mimo śmierci widzą Marię, ta powtarza „Przecież ja żyję jeszcze”. Śmierć, której nie przyjmuje się do wiadomości, ma status towarzyskiego faux pas, wprawia matkę dziewczyny w zakłopotanie, krępuje także przechodniów: „Nie żyje – odparła matka i wzięła dziecko za rękę – Ale nie mów głośno, pani przecież słyszy, potem będzie jej przykro” (s. 41). Zawieszona na granicy światów Maria to nie jedyne przedziwne wydarzenie w opowiadaniu. Pojawia się także chłopczyk z chlebem, który swoim statusem ontologicznym przypomina nieco romantyczne dzieci, np. Pacholę z „Marii” Antoniego Malczewskiego, pojawiające się znikąd, dziwne i nieco przerażające. Finalnie okazuje się on… Jezusem, który prowadzi Marię do mieszkania Matki Boskiej. Jest też „wróżbita, który przewiduje przyszłość, jeśli kto ją ma” (s. 45), wieczorek zapoznawczy dla zmarłych, przygłucha Matka Boska, która przy ustawionym na maksymalną głośność telewizorze robi na drutach skarpety dla Jezusa, a także Bóg, który kuleje, wchodząc po schodach. Zmarła zostaje oddelegowana do pomocy Matce Boskiej i trzymania kłębuszka wełny. „I tak przez wieczność całą” (s. 71).

Podstawową techniką Weroniki Murek jest łączenie zwykłego z niezwykłym. Opisując zwykłe, codzienne wydarzenia, coś, co każdy z nas widział lub czego doświadcza na co dzień, pisarka zaburza znane, wprowadzając element niesamowitości. Pozwala to na wnikliwe przyjrzenie się światu, w którym żyjemy, a na który Murek zdaje się patrzeć „od podszewki”. To niezwykłe zderzenie prawdopodobnego z nieprawdopodobnym daje ciekawe efekty literackie. Dodatkowo olbrzymią zaletą „Uprawy roślin południowych…” jest język. Poza frapującymi tytułami opowiadań, Murek celuje w niezwykle nośnych frazach, np. „Przesyłał krótki, suchy list i załączał szwedzkiego konika owiniętego w kulkę zmiętych gazet. Pisał: »Dobrze nas tu karmią, bardzo o nas dbają; dzień zaczynamy rano, a kończymy wieczorem, tak jak przykazano. Tutejsi sąsiedzi to pewien krok naprzód: używają prądu, wody i wiedzą, co zrobić, jeśli któregoś dnia przyjdzie im wejść po schodach – piszę Ci o tym, żeby podkreślić: nie wracam, przez jakiś czas zostanę tu na zawsze, załączam prezencik i gazety. Zobacz sobie na własne oczy, jak naprawdę wygląda język szwedzki«”.

W opowiadaniach pojawia się jeszcze surrealistyczny teatrzyk oświaty sanitarnej, Kindler, który uważa, że jego pobyt w restauracji i na dancingu to spektakl dla przechodniów, pochówek generała Sikorskiego, opisywanego z perspektywy żabiej i perspektywy bożej, z tłumem niecodziennych gapiów, w którym harcerz prześwietla latarką jaja kurze, zaginiony polski kosmonauta i przywołany modlitwą duch pieska. Mocną stroną opowiadań Murek są dialogi, np. w opowiadaniu „O prawdopodobnej śmierci polskiego kosmonauty”, gdzie rozmawiają ze sobą dwaj pracownicy stacji kontrolującej loty kosmiczne. Ich rozmowy brzmią jak wyjęte z filmów Quentina Tarantino i osadzone w polskich realiach. Trzeba również debiutującej prozaiczce przyznać, że ma niezły słuch językowy i w swoich opowiadaniach doskonale oddaje mowę potoczną, co potęguje wrażenie „codzienności”, a zarazem – stanowi świetny kontrast dla elementów „z innego porządku”. Zdania są krótkie, celne, często zaskakujące. Murek bawi się stylami, a zarazem zamyka swoje teksty w krótkich formułach, unikając zręcznie zbędnego efekciarstwa.

Opowiadania pomieszczone w „Uprawie roślin południowych metodą Miczurina” przywodzą na myśl „Historie maniaków” Romana Jaworskiego. Autor planował napisanie drugiej części, która jednak nigdy nie ukazała się drukiem. W debiucie Weroniki Murek widać pewne ponadepokowe podobieństwo do opowiadań Jaworskiego: motywy niesamowite połączone ze szczególnym upodobaniem do brzydoty, nieskrępowana wyobraźnia, konstrukcja tomu, a także sami „maniacy”. Zarówno Jaworski, jak i Murek pokazują świat wykrzywiony, przesunięty, rzeczywistość stylizowaną, chciałoby się rzec – sztuczną, ale nie oderwaną zupełnie od tego, co znane.

Debiut Weroniki Murek jest też swoistym powrotem surrealizmu i abstrakcji w nowej odsłonie. Nie można także odmówić autorce poczucia humoru, sprawności pisarskiej i talentu do pisania krótkich fabuł. „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” to zbiór bardzo ciekawy, świetnie napisany, a że to debiut – dobrze rokujący na przyszłość. Pozostaje czekać i obserwować, w jakim kierunku podąży pisarka w swojej następnej książce.
Weronika Murek: „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2015.