Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (271) / 2015

Marta Kalarus,

POLSKA NIERZECZYWISTOŚĆ (SĄSIADY)

A A A
Na temat polskiego kina utrwaliło się wiele stereotypów – między innymi, że jest nudne, smutne i bure. W „Sąsiadach” jest szaro i brudno. Jest gorzko i momentami depresyjnie. Jest bieda – prawdziwa, nie ugładzona pozorną czystością. Ba, w pierwszej etiudzie pojawia się nawet znamienny motyw obierania ziemniaków, kojarzony na całym świecie z polskimi filmami dzięki pamiętnemu spotowi z Jackiem i Tomaszem Komanami oraz Geoffreyem Rushem. „Sąsiady” na pewno nie są jednak filmem nudnym ani schematycznym – Grzegorz Królikiewicz po raz kolejny pokazał nie tylko niesamowitą pomysłowość, lecz także doskonały filmowy warsztat. Udowodnił też, że jest artystą dojrzałym, w pełni świadomym tego, co (i jak) tworzy.

O najnowszym filmie fabularnym reżysera, uchodzącego za wielkiego outsidera polskiego kina, nie było specjalnie głośno. Wśród szerokiej publiki emocje budziło głównie to, że w „Sąsiadach” występuje (w roli księdza, co podwajało ekscytację) znany strongman, Mariusz Pudzianowski, a na ekranie pojawia się również aktorka-celebrytka, Anna Mucha. Pewien dreszczyk wywoływały także informacje o tym, że podczas pokazu dzieła Królikiewicza na Festiwalu Filmowym w Gdyni widzowie opuszczali salę. W trakcie seansu, na którym byłam, niektórzy odbiorcy też wychodzili. Oczywiście, każdy ma do tego pełne prawo, jest to jednak dowód na to, że sporo osób prawdopodobnie przyzwyczaiło się już do nieco innych realizacji. „Sąsiady” nie są bowiem filmem, który pochłania się w rozrywkowy, niewymagający refleksji sposób. Już podczas seansu potrzeba skupienia, żeby wychwycić metaforykę dzieła Królikiewicza, a owo skupienie i refleksja z pewnością nie kończą się wraz z finałowymi napisami.

Film, opierający się na prozie Adriana Markowskiego, składa się z etiud, których akcję osadzono na postindustrialnym, robotniczym osiedlu. Bohaterowie z pewnością nie są wybrańcami losu, a warunki, w jakich przyszło im żyć, wydają się dalekie od wysokich standardów. W tym brudnym, pełnym ruin i przepełnionym nędzą świecie wszystko jest na opak – Wielkanoc i Boże Narodzenie mieszają się ze sobą; poplątany jest również czas akcji, rozgrywającej się (jak dowiadujemy się w jednej z etiud) pomiędzy rokiem 1945 a „dwa tysiące którymś”. We wnętrzach mieszkań znajdują się charakterystyczne dla epoki PRL-u meblościanki, w sklepach tworzą się gigantyczne kolejki, a brudny tłum ekscytuje się, że w spożywczym „rzucili kości”. Jednocześnie po ulicach jeżdżą najnowsze modele samochodów, a niedaleko zrujnowanego osiedla znajduje się nowoczesne centrum handlowe.

Każda z przedstawionych w filmie historii opowiada o czymś nieco innym, choć wszystkie łączą się w jedną, spójną w wymowie całość. Widzimy tu między innymi wzajemne wysypywanie węgla na głowę, patrzymy, jak prześladowany inteligent zmienia się w królika oraz obserwujemy obsesyjne gromadzenie cukru (w którym uczestniczy nawet pies). Jest to jednak rzeczywistość ukazana w sposób zdecydowanie odżegnujący się od hołubionych w ostatnich latach w kinie polskim realistycznych tendencji. Królikiewicz prezentuje widzowi świat całkowicie wyłamujący się z praw logiki, przepełniony oniryzmem i metaforyką. Nasączone surrealizmem i groteską sceny mówią jednak o Polsce i Polakach więcej niż najbardziej naturalistyczne dzieło. Wystarczy dobrze się przyjrzeć, aby zobaczyć w „Sąsiadach” siebie i otaczającą nas rzeczywistość – nawet jeśli świat przedstawiony pozornie w niczym jej nie przypomina. Zapowiedź głęboko egzystencjalnej wymowy filmu pojawia się już w pierwszej sekwencji, w której obserwujemy zmagania człowieka, próbującego wspinać się po znajdującej się w murze szczelinie. Metaforyczne ludzkie zmagania śledzimy przez cały seans, patrząc na wyrzuconych na społeczny margines bohaterów, próbujących radzić sobie z trudną codziennością (choć może w tym wypadku trafniejsze byłoby określenie jej „niecodzienną”).

„Sąsiady” są filmem zachęcającym do aktywnego odbioru i refleksji, na długo zapadającym w pamięć, zarówno dzięki unikatowej atmosferze, jak i treściom, podanym w niezwykły, awangardowy sposób. Dla osób ceniących w kinie oryginalność najnowszy film Grzegorza Królikiewicza to pozycja obowiązkowa. Szkoda jedynie, że niedoceniana. Ci, którzy zdecydowali się wyjść z kina w trakcie projekcji, najwyraźniej oczekiwali czegoś zupełnie innego. Może przystępniejszego, mniej wymagającego zaangażowania i myślenia – nie znam, niestety, odpowiedzi w tej kwestii. Wiem za to, że ci, którzy opuścili salę kinową przed końcem „Sąsiadów”, stracili znacznie więcej niż kilka złotych za bilet.
„Sąsiady”. Scenariusz i reżyseria: Grzegorz Królikiewicz (na podstawie „Sąsiadów” Adriana Markowskiego). Obsada: Ewa Błaszczyk, Marek Dyjak, Krystyna Tkacz, Jacek Poniedziałek, Katarzyna Herman i in. Gatunek: film obyczajowy. Produkcja: Polska 2014, 95 min.